poniedziałek, 11 czerwca 2007

I po remoncie. Szczegółowe sprawozdanie obiecuję napisać jutro – bo dziś spieszę sie do Katowic. Powiem tylko tyle; jest ślicznie, ale urobiliśmy sie baaardzo. Nie wiedziałam że to będzie aż tyle pracy. Ufff. Dziękuję tym co pomagali. Ze szczególnym utuleniem Aniołaka.
Może tylko przytoczę kawał który strasznie mnie rozbawiał i który opowiedział wezwany na pomoc Demonek:

„ Siedzą na drzewie dwie krowy. Nagle przelatuje stado Hebli i jeden Hebel się pyta.
Którędy do Maroka?
W prawo – odpowiada krowa.
Za chwile leci drugie stado Hebli i znowu jedne się pyta.
Którędy do Maroka?
W lewo – mówi na to krowa.
Heble odleciały, a krowa się pyta towarzyszki.
Ty, czemu jednym kazałaś lecieć w prawo, a innym w lewo?
A na cholerę tyle Hebli w Maroku?”

Może i jest stary, ale ja nie znałam i strasznie mnie ubawił.

Z newsów mniej optymistycznych to trwa FC. O ile jestem bardzo zadowolona z mówienia to słuchanie bardzo mi nie poszło. Pokręciłam kilka rzeczy. Jak to powiedział Kocur „ Anisko woli komuś nagadać niż posłuchać” Ha. Coś w tym jest. Przede mna pisanie. I czytanie. Nie powinno być źle.

środa, 23 maja 2007

Uffff. Nie tylko przez upały Ufff.

Zaczęłam ów wolontariat. W ośrodku w Zabrzu jest super i chociaż ciężko to mama nadzieję, że sobie dam radę i sie tam zadomowię. Niestety kazali mi zrobić staż w Katowickim ośrodku Gniazdo. Bardzo mi to nie pasuje, bo dojazdy koszmarne i godziny też niemiłe, ale ok. Byłam dziś na rozmowie. Dowiedziałam się co następuje: że nie jestem im potrzebna, bo wolontariusz to w zasadzie nic nie robi, a ono mają takich pod dostatkiem. Nic się nie nauczę, bo bym musiała przez dwa lata chodzić i codziennie. Ale jak chcę sobie pooglądać i tym w Zabrzu zależy to mogę sobie chodzić. Cudownie. Wspaniałe podejście. Najgorsze, że nie mam się z tego jak wykręcić, bo by było, że się nie chcę szkolić. Więc co najmniej przez miesiąc muszę tam pochodzić. Nie zapowiada się dobrze. Anisk czuje się potraktowany z buta.

Poza tym stwierdziłam że pani dyrektor jest osobą straszną. Od pierwszej chwili jakoś czułam, że się nie dogadamy, ale kiedy się odwiedziłam, że; ona ma jak ja mała córeczkę, i to że musiała z nią rok siedzieć w domu i było „ marnowaniem czasu i okresem wyjętym z życiorysu” to mnie zatkało.

Nie każdy musi lubić dzieci, ok. Ale dla psychologa dziecięcego takie doświadczenie to chyba najcenniejsza rzec jaka się może zdarzyć! Nie wiem dlaczego, ale bycie ze swoim młodym otwiera coś w Środku, uczy słuchania rozumienia, kochania. Daje bliskość. Daje pewność siebie i nieskończoną radość. Nie zamieniłabym jednego dnia z Nat na najwspanialsza posadę. Bo to wspólne bycie jest najlepszym co mi się w życiu przydarzyła. To jedna z tych pierwotnych umiejętności jaskiniowych, których nie trzeba się uczyć, a na które wystarczy się otworzyć. Tak jak kochania się, modlitwy. To jest i od tysięcy lat było w głowach mojego gatunku, a potem nagle się uruchamia i jest tylko szczęście.

A dziś się odwiedziłam że to zmarnowany czas. To co nie jest marnowaniem czasu? Hm

niedziela, 13 maja 2007

Jago, ty skurwysynu. Czyli kot wielbi sztukę.

Piszę, jak to się mówi, drżącymi rękoma. Drżącymi z wrażenia i podniecenia po tym co mnie spotkało. Mianowicie zostałam zabrana na przedstawienie Teatru Modrzejewskiej z Legnicy, na Otella. Reżyserem jest kuzyn Kocura to poszliśmy więc szkoda nie zobaczyć jak jest okazja.

To było coś niesamowitego, oszałamiającego i wspaniałego. Pod względem reżyserii, gry aktorskiej, muzyki i scenografii. Chyba najlepsza adaptacja Szekspira – i najlepszy spektakl jaki widziałam. ( Zdeklasował dzierżącego palmę pierwszeństwa Prawiek i Dybuka Towarzystwa Wierszalin).
Gra Otella boska. W tej sekundzie kiedy uświadomił sobie jak bardzo dał się zrobić w konia, było mi go tak żal, że aż zaciskało za serce. Ale na uwagę zasługuje tez Jagon. Bo nie jest tu demonicznym potworem, tylko zwykłym małym sukinsynem, sfrustrowanym gnojkiem, którego pominięto w awansie. I nie ma on misternego planu, ale sączy swój jad ot tak od niechcenia. Oj mocne to.

I wielbię Szekspira za prostotę. Za te najprostsze emocje; miłość, nienawiść, zazdrość, honor, zawiść, gniew. Wszystko tak uniwersalne i genialne.

Nie umiem opisać – to trzeba zobaczyć. Ależ cudowania odmiana po „tym” co ostatnio czytałam. Ale nie chcę się na ten temat spierać z osobami, które lubię i szanuję. Chyba jednak potrzebuję czarodziei pióra. Oj tak.

piątek, 11 maja 2007

Czytam Jelinek. Na początku wciągnęło. Teraz stoję i chyba nie skończę.
To jest tak ponuro wstrząsające, gorzkie w 1000% że aż groteskowe i nudne. Co za dużo to nawet świnie nie zjedzą. Poza tym na Merlina; ja wiem to ma wstrząsać i szokować; ale jak sobie przypomnę co ja miałam w domu i co miało kilku moich bliskich, to mam ochotę ziewnąć i się kazać Jedlinek schować. Postacie są boleśnie jednowymiarowe. Może to jest inny wymiar niż w telenowelach, ale głębia jest ta sama. Gdzie tam do Atwood i Nabokova.

Jelinek jest tak poruszająca, jak czeskie porno podniecające. Tam niby się pieprzą. Tylko czegoś kurna brakuje.

czwartek, 10 maja 2007

Poglądy bez czynów są martwe.
Sprzeciw bez działania jest hipokryzją.
Więc…
Zaczynam od czwartku wolontariat popołudniami w Domu Samotnej Matki w schronisku im. Brata Alberta. I szkolenie w Katowickim Gnieździe.

Boję się jak cholera.
- jak zniosę rozstania z Natalsiem
- jak dam radę czasowo
- jak rodzice i Przem dadzą radę z Nat
- jak dam radę emocjonalnie, czy się nie wygłupię

Ale kto nie ryzykuje ten w kozie nie siedzi. Zatem w czwartek zaczynamy. Hough.

wtorek, 8 maja 2007

Boże jak mi smutno. Nie rozumiem tego świata. Przeczytałam właśnie o tym co spotkało trzy Nigeryjki w Polsce – http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,4114005.html
Ludzka podłość nie ma granic.

Wytłumaczcie mi czemu UE twierdzi że łamaniem praw człowieka jest zakaz parady gejów ( przeciwko której swoją drogą nic nie mam) – a nic nie robi się z tym? Nie wiem czemu to mnie boli, ale ściska w środku tak że oj. Dziewczyna ma dopiero 22 lata. Czasami chciałabym być jak Hrabia Monte Christo. Mieć tą czarodziejką władzę naprawiania krzywd i karania winnych.

I ten obłędny zapach ziemi po deszczu wiosną jaki dziś jest w powietrzu mnie nie pocieszy.

Słucham muzyki z filmów Almodovara. Czytam Majgull Axelsson . Kota dziś nie szyje bo wyjdzie smutny.

PS Takie historie sprawiają, ze chce się robić i widzieć więcej dobra. Tulę mocno Natalisa. Boże chroń ją od zobojętnienia.

Dziwny jest dzisiaj dzień. Jakoś mocniej wszystko odbieram. Zapachy, kolory, błękit nieba i przytłaczający grafit chmur. Zapach bzów i martwego kota przy drodze. I napęczniałe ciężkie kwiaty kasztanów. Czułam się prawie jak pies na spacerze – nie myślałam tylko odbierałam bodźce i w głowie mi się od nich kręciło. Dziś po raz pierwszy byłam za spacerze z Nat na cmentarzu. Przełamałam coś w sobie żeby wejść. Długo, długo nie mogłam znaleźć grobu babci, który normalnie znajduję od razu. Dopiero kiedy powiedziałam na głos „ no co się chowasz, obraziłaś się?” - to od razu znalazłam.

środa, 2 maja 2007

Spędziłam dziś nawet dość miły dzień w Krakowie. A wczoraj miałam ważną rozmowę z demonkiem. I dochodzę do kilku wniosków o mojej osobie.

Jestem makabrycznym introwertykiem.
Doskonale maskuje introwertyzm ogromnym pozerstwem, egocentryzmem i pewnością siebie.
Mam kłopoty z angażowaniem się w relacje.
Właściwie jedyne osoby, na których mi zależy i z którymi czuję się bezwzględnie dobrze to: Natalia na pewno i być może Kocur.
Jestem odrobinę socjopatyczna.

Ale to nie zmienia faktu że jest mi normalnie – po ludzku, po puchońsku – przykro za to co powiedziałam Aniołakowi. Boje się czy moje gęba jakoś naszych relacji nie zniszczy. Bo ja bliskość latami zdobywam. A swoją drogą osobę na którą tak nagadywałam – bardzo lubię i szanuję.
Po raz setny; przepraszam. Gryzie mnie to.