Miało ostatnio miejsce wydarzenie, które nieco wstrząsnęło zarówno moim intelektem jak i dobrym smakiem. Siedzę sobie wieczorem przed komputerem, popijam herbatę a tu nagle...masz wiadomość (prawie jak w tym filmie). Mail od matki (pierwszy od bardzo dawna) otwieram a tam.. Natanek. Wydarzenie to wspomniane w poprzedniej notce nie było by warte szerszego komentarza, gdyby kilka dni później nie przyszedł do mnie z tego samego adresu inny kaznodzieja tegoż pokroju gardłujący o ...intronizacji Chrystusa na króla Polski.
Ponieważ jestem z gatunku ludzi ciekawych świata, to po tym jak najpierw mnie zatkało, szybko otrząsnęłam się z szoku i nagrania przesłuchałam. Potem przesłuchałam jeszcze raz i sobie przemyślałam.
Ale kilka słów wstępu. O ile nie nastąpiło jakieś nagłe objawienie to pochodzę z rodziny katolickich agnostyków. Pamiętam jak kiedyś po pewnej ważnej uroczystości rodzinnej usłyszanym „Ech jak ten ksiądz ładnie mówił, szkoda że to nie jest wszytko prawda”. Uogólniając: Jezus to był taki dobry frajer, który chciał dobrze, ale jak każdego dobrego człowieka go zabili. Wiara jest potrzebna maluczkim. A Kościół jest istotny żeby były jakieś wartości narodowe i rodzinne, a baby, żeby się nie puszczały. Komunia tak - spowiedź nigdy bo ja nie mam grzechów i co tam będę gadać. To takie symbole są. To tak w skrócie.
I dostaje Natanka i owego drugiego kaznodzieję rodem z XIX wiecznego narodowego snu - wielkie bogoojczyźniane ględzenie uwłaczające czemukolwiek. Gdybym, była ateistką to bym się uśmiała. Ponieważ jestem Katoliczką to mi włosy stanęły dęba i zapytałam się WHY????? Przecież to nawet nie było mówione przekonywującym językiem. To był bełkot.
Chyba chodzi o to, że tego typu kazania nie porusza szczególnie tematu Boga ( w końcu kto to bierze zbyt dosłownie?), ale potwierdza wizję świata opartą na lęku. Na podziale MY - ludzie uczciwi, Polacy i ONI - (tu wstawić dowolne) - Masoni, Żydzi, Komuniści, Unia Europejska, Kosmici, Sataniści. Ci oni czyhają i dybią - i trzeba się mieć na baczności, konsolidować się. I ich obecność w łatwy sposób tłumaczy czemu jest źle i czemu nam się w życiu nie udało. Jak ma się udać kiedy dybią, knują i chcą człowieka zniszczyć.
Plus jeszcze jeden czynnik. Ten cały Jezus jest bardzo mało prestiżowe. jakiś cieśla z Nazaretu, w szopie urodzony, zabity. A by się chciało wierzyć w kogoś z klasą, z prestiżem z pozycją. W Króla. W sumie czemu nie od razu w premiera, ministra zdrowia i prezesa NMB? Nominujmy na wszystkie stanowiska. Na pewno się poprawi.
Zresztą ta sama argumentacja padła w rozmowie z moim ojcem (!) który bronił Natanka jako jedynego prawego człowieka którego na pewno zniszczą. Co ciekawe ani razu w ciągu dwu godzinnej rozmowy nie padł argument Boga, za to Polska, Ojczyzna i Naród były odmieniane we wszystkich możliwych przypadkach.
Tak jakby królowanie małym państewkiem miała dodać splendoru komuś kto jest początkiem i końcem, stwórcą świata. I że napisane jest „Królestwo moje nie jest z tego świata” to kogo to obchodzi.
Ostatecznie postąpiłam niedyplomatycznie i odpisałam maila w którym poprosiłam o nieprzysyłanie więcej treści uwłaczającej mojej inteligencji. Dość już na ten temat bo mi ręce opadają. Znikam na kanapę słuchać Carmioy Burany ( nie C. Orffa, ale jedynej słusznej wersji średniowiecznej). A w poniedziałek do Wołowca. Do dużych ptaszysk kołujących nad lasem. Już się nie mogę doczekać.
czwartek, 28 lipca 2011
poniedziałek, 25 lipca 2011
Mrauk porzeczkowy
Użytkowniczka Magda zaraziła mnie muzyką Dakha Brakha.
To dla Natalki, Mikołaja, Olgi, Julki, Paulinki, Emilki, Martyny, Marysi, Maćka, Jasia i Gabrysia. >Bossszzz jaka ekipa<
A poza tym ciasto porzeczkowe. Dobre.
I jak ja nienawidzę robić korekty. Jakjaninawidzęrobickorekty. Jaaakkjanienaaawidzzzerobićkorekkkty.Jak-Ja-Nie-Znoszę_moich -literowwekkk. 291 stron orki na ugorze. Pisarstwa mi się psia mać zachciało. Nie łatwiej to było malować? Na ziarnkach ryżu na przykład, żeby nie zabierać za dużo miejsca w domu.
A od matki mailem dostałam kazanie Natnaka. Na poważnie. Jest źle. Zwłaszcza, że po niedzielnej wizycie ( w całkiem sensownej atmosferze) dowiedziałam się dlaczego. Ojciec mi wytłumaczył. Włos się jeży na głowie. Pewne poglądy są dla mnie nawet trudne do zrumienia. Bo gdy matka posyła ci Natanka...to wiedz że coś się dzieje! U mnie na ten przykład dzieją się porzeczki w cieście.
To dla Natalki, Mikołaja, Olgi, Julki, Paulinki, Emilki, Martyny, Marysi, Maćka, Jasia i Gabrysia. >Bossszzz jaka ekipa<
A poza tym ciasto porzeczkowe. Dobre.
I jak ja nienawidzę robić korekty. Jakjaninawidzęrobickorekty. Jaaakkjanienaaawidzzzerobićkorekkkty.Jak-Ja-Nie-Znoszę_moich -literowwekkk. 291 stron orki na ugorze. Pisarstwa mi się psia mać zachciało. Nie łatwiej to było malować? Na ziarnkach ryżu na przykład, żeby nie zabierać za dużo miejsca w domu.
A od matki mailem dostałam kazanie Natnaka. Na poważnie. Jest źle. Zwłaszcza, że po niedzielnej wizycie ( w całkiem sensownej atmosferze) dowiedziałam się dlaczego. Ojciec mi wytłumaczył. Włos się jeży na głowie. Pewne poglądy są dla mnie nawet trudne do zrumienia. Bo gdy matka posyła ci Natanka...to wiedz że coś się dzieje! U mnie na ten przykład dzieją się porzeczki w cieście.
niedziela, 17 lipca 2011
Po - jawornikowo
Przez cały tydzień za mną to chodziło.
Byłem przed chwilą w bezkresie,
Cień się potykał z mym ciałem.
To ja tak złocę się w lesie,
Wiedziałem o czymś, wiedziałem.
Lecz motyl zniknął szkarłatni
pomiędzy mną, a modrzewiem.
Sny moje, sny przedostatnie,
znów byłem, znowu nic nie wiem.
Pobiegnę w chabry nieznane,
w kąkolu całą dal zmieszczę,
i przyjdę, i zmartwychwstanę,
i będę wiedział raz jeszcze.





Po Jawornikowo. Już 5 rok dzielę z Natti dom, czas, rozmowy i wieczory przy bardziej lub mniej zdrowych atrakcjach. Oglądałyśmy zdjęcia z ostaniach last. Jak się nasze młode zmieniały.
Co prawda dietę szlag trafił, ale waga nie skoczyła w górę. Grzecznie wracam do otrębów. Za to był tydzień spa - maseczki i inne zabiegi jak widać na słit foci. I były chabry, zboża, maki i motyle.
To był dobry czas. Dziękuję.
Ha w takim razie jeszcze tan sam wiersz muzycznie
A ja robię korektę i zaczynam nienawidzić swojego tekstu.
Byłem przed chwilą w bezkresie,
Cień się potykał z mym ciałem.
To ja tak złocę się w lesie,
Wiedziałem o czymś, wiedziałem.
Lecz motyl zniknął szkarłatni
pomiędzy mną, a modrzewiem.
Sny moje, sny przedostatnie,
znów byłem, znowu nic nie wiem.
Pobiegnę w chabry nieznane,
w kąkolu całą dal zmieszczę,
i przyjdę, i zmartwychwstanę,
i będę wiedział raz jeszcze.
Po Jawornikowo. Już 5 rok dzielę z Natti dom, czas, rozmowy i wieczory przy bardziej lub mniej zdrowych atrakcjach. Oglądałyśmy zdjęcia z ostaniach last. Jak się nasze młode zmieniały.
Co prawda dietę szlag trafił, ale waga nie skoczyła w górę. Grzecznie wracam do otrębów. Za to był tydzień spa - maseczki i inne zabiegi jak widać na słit foci. I były chabry, zboża, maki i motyle.
To był dobry czas. Dziękuję.
Ha w takim razie jeszcze tan sam wiersz muzycznie
A ja robię korektę i zaczynam nienawidzić swojego tekstu.
czwartek, 7 lipca 2011
O tempora, o mores, o cholera....
Przeglądając książeczki dla dzieci znalazłam coś takiego. Moje poglądy niektórzy znają, więc nie będę teraz zaczynać dyskusji światopoglądowej. Ale niezależnie od wszystkiego; CZY KOGOŚ TU POGIĘŁO? KOMUŚ JEST GORZEJ?



Jestem mało postępowa, wiem. Ale jakoś wolę czytać na dobranoc książkę o Narni niż o konsystencji kału lub żeńskich narządach płciowych. Takie konserwatywny beton jestem, o!
Po rozmowie z Kocurem dochodzę do wniosku, że ta cała seria to odpowiedź feministek na wstrętne patriarchalne bajki jak Andersenowska Mała Syrenka ( a fe!). Jeżeli tak, to kultura patriarchalna może spać spokojnie, nic nie zagraża, ani chrześcijańskim przekazom z Narni, ani paskudnemu Andersenowi, który wciska kobiety w schematy i role. Bo jak to powiedział Herbert.:
„...Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono
słano kobiety różowe płaskie jak opłatek
lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha
lecz piekło w tym czasie było jakie
mokry dół zaułek morderców barak
nazwany pałacem sprawiedliwości
samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach ziemniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach
Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy
dialektyka oprawców żadnej dyskryminacji w rozumowaniu
składnia pozbawiona urody koniunktiwu
Tak więc estetyka może być pomocna w życiu
nie należy zaniedbywać nauki o pięknie ...”
Już raz były bajeczki o wujku Stalinie i Leninie. I jakoś się nie przyjęły. I razem nimi na makulaturę trafi też feminsityczno - nowmomodny bełkot o cipkach, kupkach, sisusiakach.



Jestem mało postępowa, wiem. Ale jakoś wolę czytać na dobranoc książkę o Narni niż o konsystencji kału lub żeńskich narządach płciowych. Takie konserwatywny beton jestem, o!
Po rozmowie z Kocurem dochodzę do wniosku, że ta cała seria to odpowiedź feministek na wstrętne patriarchalne bajki jak Andersenowska Mała Syrenka ( a fe!). Jeżeli tak, to kultura patriarchalna może spać spokojnie, nic nie zagraża, ani chrześcijańskim przekazom z Narni, ani paskudnemu Andersenowi, który wciska kobiety w schematy i role. Bo jak to powiedział Herbert.:
„...Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono
słano kobiety różowe płaskie jak opłatek
lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha
lecz piekło w tym czasie było jakie
mokry dół zaułek morderców barak
nazwany pałacem sprawiedliwości
samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach ziemniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach
Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy
dialektyka oprawców żadnej dyskryminacji w rozumowaniu
składnia pozbawiona urody koniunktiwu
Tak więc estetyka może być pomocna w życiu
nie należy zaniedbywać nauki o pięknie ...”
Już raz były bajeczki o wujku Stalinie i Leninie. I jakoś się nie przyjęły. I razem nimi na makulaturę trafi też feminsityczno - nowmomodny bełkot o cipkach, kupkach, sisusiakach.