czwartek, 7 lipca 2011

O tempora, o mores, o cholera....

Przeglądając książeczki dla dzieci znalazłam coś takiego. Moje poglądy niektórzy znają, więc nie będę teraz zaczynać dyskusji światopoglądowej. Ale niezależnie od wszystkiego; CZY KOGOŚ TU POGIĘŁO? KOMUŚ JEST GORZEJ?







Jestem mało postępowa, wiem. Ale jakoś wolę czytać na dobranoc książkę o Narni niż o konsystencji kału lub żeńskich narządach płciowych. Takie konserwatywny beton jestem, o!


Po rozmowie z Kocurem dochodzę do wniosku, że ta cała seria to odpowiedź feministek na wstrętne patriarchalne bajki jak Andersenowska Mała Syrenka ( a fe!). Jeżeli tak, to kultura patriarchalna może spać spokojnie, nic nie zagraża, ani chrześcijańskim przekazom z Narni, ani paskudnemu Andersenowi, który wciska kobiety w schematy i role. Bo jak to powiedział Herbert.:

„...Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono
słano kobiety różowe płaskie jak opłatek
lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha
lecz piekło w tym czasie było jakie
mokry dół zaułek morderców barak
nazwany pałacem sprawiedliwości
samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach ziemniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach

Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy
dialektyka oprawców żadnej dyskryminacji w rozumowaniu
składnia pozbawiona urody koniunktiwu

Tak więc estetyka może być pomocna w życiu
nie należy zaniedbywać nauki o pięknie ...”


Już raz były bajeczki o wujku Stalinie i Leninie. I jakoś się nie przyjęły. I razem nimi na makulaturę trafi też feminsityczno - nowmomodny bełkot o cipkach, kupkach, sisusiakach.

4 komentarze:

Vera pisze...

Omatkonazareńczyka...

Powinnam chyba zacząć od "dzień dobry", bo choć podczytuję Cię od jakiegoś czasu, pierwszy raz się ośmielam coś skrobnąć, ale też włosy mi zbielały na widok tych "dzieł". Przy całym moim liberalizmie ogólnym, ktoś przekroczył jedną granicę za dużo... Zostańmy w Bullerbyn.

Pozdrawiam,
Vera

Agnieszka pisze...

Zgadzam sie w 100%. A juz myslalam, ze to cos ze mna nie tak, ze te ksiazeczki uwazam za chore, poronione pomysly.

Justyna pisze...

Kiedy dzieciństwo traci swoją niewinność to myślę...źle się dzieje. Dzieci myślą po dzieciowemu i to jest piękne, a dorośli? a dorośli nic nie rozumieją, już Saint-Exupery to wiedział. Jest bardzo daleka droga od dziecięcego zainteresowania seksualnością do racjonalnego wyłuszczania itymnych tematów. Nie zapomnę kiedy byłam w ciąży a mój 3,5 letni synek zapytał mnie: "Mamusiu, wiem, że w brzuskzu mieszka dzidziuś, ale tak się zastanawiam, gdzie są drzwiczki?"- Właśnie tak myślą dzieci.

Miętówka pisze...

Komentuję ten dawny już nieco wpis, bo znalazłam w Empiku "Dużą Książkę o Aborcji". I stoi tam wyraźnie napisane, że książka ta jest przeznaczona dla młodzieży kończącej gimnazjum i licealistów oraz nauczycieli i wykładowców. Szkoda tylko, że straszy z całej półki w dziale dziecięcym... Choć ideologia tam sprzedawana nie powinna w tak agresywny sposób być przedstawiana nikomu.

Łaskawie przemilczę pozostałe z wyż.wym., bo to już przekroczyło granice nie tyle etyki, co estetyki.

Prześlij komentarz