Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duchowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duchowe. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 kwietnia 2008

Życie duchowe Anny G.

Kłębi się w mojej głowie przez kilka dni. Stawiam czoło rzeczom których od lat chciałam nie widzieć. Na skutek ostatniej notki na blogu Babilasów ( tu) i komentarzy od niej uświadomiłam sobie jak bardzo wierzę. Wierzę w Boga Ewangelii, Boga Żywego świadomego Osobowego. To było we mnie zawsze tak głęboko że nawet sobie z tej wiary nie zdawałam sprawy. Stworzona na Obraz i Podobieństwo.

I jest gorzko i nieuporządkowanie, bo jestem z tym sama. Bardzo mi ostatnio nie po drodze z Kościołami Katolickim. Jest albo byle jaki, albo fanatyczny Pełen raczej strachu i głupoty niż siły i miłości. Nieśmiało zerkam do Ewangelików. Tylko po prostu nie zawsze fizycznie jest czas jeździć. Tak, jest medytacja, jest szukanie w środku, ale brakuje wspólnoty. Czegoś co jest tak ważne i nie można tego z nikim dzielić.

Jestem, bo mnie wezwałeś. I gdzie mam z tym iść?

Moja wiara wyrosła z buntu nad duchową biedą w moim domu. Z protestu przeciwko braku wiary rodziców. Trudnych poszukiwań prawie wszędzie. I dalej po 28 latach poszukiwań nie wiem prawie nic. Z wyjątkiem tego że Jest.

czwartek, 1 marca 2007

Byliśmy w sobotę w Krakowie na spotkanie SWM. I powiem, ze mi tego tak strasznie brakowało. Spotkania z tamtymi ludźmi, ale też mądrych wykładów i czegoś co mi da impuls żeby się nad sobą zastanowić. Na ile jestem w zgodzie z sobą, na ile wypływam na głębię, a na ile jakoś tak uciekam w świat wyobrażeń, złudzeń i ogólnej bylejakości. Czasem takie konfrontacje bolą. Chyba będę jeździć na kolejne spotkania. I mocować się z sobą, choć wiem, ze efekt nie będzie nigdy taki jak bym chciała. W końcu nie można całego życia i wszystkich porażek zwalać na nieudane dzieciństwo.

I jeszcze jedna sprawa która mnie ostatnio bardzo zabolała. W ostatni piątek miałam gościa. I było mi strasznie miło, bo ja z natury towarzyska jestem. A potem na blogu gościa przeczytałam coś co może ( ale nie musi – może to być tylko moja paranoja), ze gościowi się nie podobało, uczył się urażony, traktowany niegrzecznie i uszczęśliwiany na siłę. Chciałabym się mylić, ale nie wiem jak mam inaczej interpretować te słowa. Chciałabym już to wyjaśnić. Bo ja tak się zachowuję, bo taką mam naturę. Staram się być przyjazna i pogodna i mówię co mi na sercu leży. Jak kogoś obraziłam to przepraszam. Ale uważam, że uczciwiej byłoby mi w tym momencie o tym wypowiedzieć, nieprawdaż? A tak się jakoś paskudnie czuję.

A z newsów niezwiązanych z powyższym to
wyszło słonce i zaraz zmykam na spacer
dziś mam pojedynek a Aniołak będzie ze mnie pasy darł
zmieniałam wystrój bloga żeby wam się milej czytało, postaram się dziś okrasić wszystko zdjęciami bubuna.

poniedziałek, 12 lutego 2007

A i jeszcze jedna refleksja. Z innej beczki, więc w nowym temacie.
Ja czuję się częścią Kościoła Rzymskokatolickiego. I powiem, że brakuje mi tego, żeby Kościół miał dużo miejsca w moim życiu. Ale momentami już nie mogę.

Byłą kolęda. Trwała minutę. Nie było nawet modlitwy.
Byłam dziś na mszy. Czytano list biskupów z rysem historycznym polskiej emigracji.

Czy oni nas mają za debili? Czy oni są księżmi za karę? A gdzie tu Duch?
Czasami myślę, że powinnam się czuć obrażona.

Ha, ja wiem że są sensowni i wspaniali księża. Tylko że do mojej parafii, St. Antonio Parisch w Lungi w Sierra Leone mam troszkę daleko.