Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baśnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baśnie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 listopada 2009

Kilka spraw

Kilka spraw. Niepowiązanych.

Dostojewski to raz. Zabił mnie. Wstrząsnął, zmechacił, s p o n i e w i e r a ł. Od lat żaden tekst nie zrobił na mnie takiego wrażenia – acz nie była to rozkosz. Opowiadanie „Potulna” ( inne tłumaczenie „Łagodna”) sprawiło, że czuję się źle, jakby ktoś wyciągnął ze mnie kawałek i wytarł nim w piekle za wanną. Tak, lubię takie teksty, bo są mocne. Ale potem siedzę potrzaskana. Powiem tyle: archetyp Hades/Persefona raz jeszcze tyle że przy tym Heathcliffe i Catty to milusie bajeczki. Kiedyś myślałam że Upiora zamiast Leroux powinien napisać Hugo. Teraz uważam, że powinien zrobić to Dostojewski. Na gorzko i bez znieczulenia. A wiecie co? Aniołak znał ten tekst od lat. Też ją tak ruszyło, a nie dała mi go bo go wyrzuciła z pamięci. Jako odruch obronny.

Kot to dwa. Mamy chwilowo trzeciego kota. Bezdomny z Ani podwórka, czeka na sterylizacje. Teoretycznie potem miał wrócić w naturalne środowisko, ale to jest kot oswojony. Jakiś skurywsyn ( wybaczcie ten eufemizm, myśli moje znacznie gorzej tego człowieka nazywają) ją wywalił za drzwi. Dlatego pilnie szukamy jej nowego domu. Sterylizację będzie miała w poniedziałek. Do tego czasu plus kilak dni na pewno u nas, ale proszę szukajcie, pytajcie za d o b r y m domem. Zdjęcia wkrótce. Młoda jest prześliczna ma koło roku i szuka stałego domu. A na razie mamy z nią kino.


Trzy to bajki. Jak wiecie siedzę w nich teraz po uszy przez Natalisa. I po pierwsze to mam mordercze instynkty wobec pewnej korporacji. Disney – powinni tego zabronić. Widzieliście co zrobili z małą syrenkę? Nie? To nie oglądajcie. Po pierwsze sama konstrukcja bajki. Całą magia i delikatność w diabły poszła. Każda scena to musi być rewaia, albo James Bond. Walki, akcja, ludzie się przewracają, wbijają w siebie widelce, wyskoki i upadki. Jakby normalne akcje były za nudne. Czy te bajki mają ADHD? A dwa to treść. Mimo poziomu napięcia jak z Jamesa Bonda wszystko jest milusie. Nie ma bólu i śmierci. Syrenka po stracie nóg nie cierpi chodząc, beztrosko sobie jeździ konno. Na końcu nie jest tak że książę jej nie pokochał, tylko go zaczarowali. A potem dzięki brawurowej akcji rybki i ptaszka wszystko kończy się happy Endem i ślubem. OHYDA! Ja to oglądałam i rwałam włosy z głowy. Disney jest gorszy od Philipsa Morrisa, ten drugi zabija tylko ciała i to w sposób z początku przyjemny, podczas gdy Disney morduje archetypy i elementarne odczycie estetyki u dzieci.

No i udało mi się dorwać p r a w d z i w e baśnie braci Grimm. Ja je uwielbiałam. I Nat też się chyba spodobają. I tu jedna refleksja nad baśnią którą wszyscy chyba znają a która została doszczętnie zmieniona, co mi zawsze nie grało. I bardzo tej bajki przez to nie lubiłam – w wersji oryginalnej jest mi dużo bliższa. Pamiętacie kto pomaga Kopciuszkowi? Pytanie za sto punktów. Wróżka? Matka chrzestna? Pudło. Duch matki. Ona sadzi na jej grobie gałązkę leszczyny z której wyrasta drzewo na którym mieszka ptak. I ten ptaszek jej przynosi różne rzeczy potrzebne na bal. Zabawne bo w Birmańskiej wersji tej bajki też jest duch matki (matka topi się i zamienia się w żółwia – a po śmierci żółwia z jego kości wyrasta drzewo na którym mieszka ptak który pomaga sierotce w zdobyciu księcia). Ja już pisałam że Baśnie Birmańskie kochałam najbardziej i czytałam po sto razy. I niesamowicie mi się podobało coś czego mi tak rozpaczliwie brakowało i brakuje – ten duch matki który czasem mamy w sobie i możemy przywołać na pomoc. I na cholerę ta Miła Pani Wróżka? Ja chcę matki. Potrzebna by mi była.


Cztery, jak już o bajkach mowa, to teatr. Po sukcesach wizyt w teatrze Ateneum z Natalsem zabraliśmy ją do Teatru Nowego w Zabrzu na Amelę Bobra i Króla na Dachu. Wstyd! Nagłośnienie fatalne, kostiumy – szmaty z lupeksu, gra aktorska mizerna w dodatku połowa aktorów borykała się ze słabą dykcją, co jest już sporą przesadą. Kontaktu z publicznością brak. Spektakl tematycznie miał poruszyć małą i dużą widownię. Małą znudził, straszą wprowadził w konsternację. Eee, że co? Aaa śmieszne miało być. Cóż, znaczy się nei snobuję. Oni naprawdę są koszmarni.

Pięć to faceci. Uwaga włączam feminizm. Z poletka zawodowego, więc nie mogę i nie chcę wchodzić w szczegóły, kontakt z dzieckiem chowanym w brodzinie zastępczej przez babcię. Mamę taty. Ona się nim zajmuje od 9 lat bo matka jest niewydolna wychowawczo i się nie zajmuje. A ojciec? Faceci nie są nawet brani do moralnej odpowiedzialności, to oczywiście że oni nie muszą robić nic. U nas ja się zazwyczaj zajmuję domem i Nat. Kocur pracuje, bo ma ciekawą pracę którą lubi. Bo tak nam psuje. Ale nie ma problemu kiedy chcę iść sama koleżankami na piwo, albo do kina. I w i e m, że jeżeli bym nagle zniknęła, przestała istnieć, porwałyby mnie ufoki, to Natalis miałby wszystko jak trzeba. I nie tylko w płaszczyźnie finansowej ale i emocjonalnie. A to podejście przypomina mi podejście tej babci ze szpitala „ Tu nigdy ojca nie było!”. To jest jakiś dziwaczny patriarchat, gdzie facet jest panem i królem, którego trzeba obsługiwać, za którego trzeba myśleć i brać odpowiedzialność. Ale ten król jest totalną wykastrowaną ciamajdą. Jak go nie ma to wszystko się jakoś, jak nie ma matki to nikt nawet nei oczekuje, że taki coś zrobi. Ręce opadają – faceci bez charakteru, kręgosłupa i innych części. A kto ich takim robi? Kobiety. Powiem tyle; chce mieć syna. I chcę go tak wychować żeby nikt o nim nie mógł powiedzieć, że jest dupkiem.


Sześć to nangłidż. Inglisz langłiż. Wróciłam do nauki na kursie bardzo indywidualnym z Anią. Uczymy się na podstawie kawałków literatury. Ostatnio była Angela Carter i wiem, że teraz już wszystko będzie prostsze. Ale mamy zabawę.

A siedem ( szczęśliwa liczba!) to Mikołajki folkowe. My jedziemy od piątku do niedzieli. O miejscach w samochodzie wspominała Kamila i Aga. Czyli raczej poza dachem i bagażnikiem już zajęte miejsca. Ale do Lublina chodzą też pociągi więc kto chce, to zapraszamy. W ekipie raźniej.

poniedziałek, 28 września 2009

Na służbie u Sinobrodej

Z racji czytania Natlisowi przerabiam teraz całe stosy baśni. I czasem szperam teraz po ich ukrytych znaczeniach. Pamiętam długie rozmowy jakie prowadziłam z kilkoma osobami, w tym z Bożeną, o bajce o Sinobrodym – jednej z tych które zrobiły na mnie największe wrażenie kiedy byłam dzieckiem. Pamiętam, że ja się tamtej bajki nie bałam, że uważałam, że to się wszytko dało zakończyć tak, żeby mieć z tego korzyść. I w tych rozmowach nie bardzo udawało mi się przekonać dlaczego tak uważam. Teraz chyba wiem.

Otóż pierwotną wersją tej baśni była dla mnie historia z Baśni Birmańskich. Poznałam ją najpierw i czytano mi ją do bardzo często. Wersja ta trochę się różni, ale ma na tyle wspólnych motywów, że można uznać ją za tą samą historię inaczej opowiedzianą.

Otóż: Były dwie siostry, dobra młodsza i zła starsza. Zła postanowił się pozbyć siostry i wrzuciła ją do rzeki. Prąd morski zaniósł ją daleko aż do zamku Olbrzymki. Swoją drogą fascynujący motyw Olbrzymki – wielkiej, drapieżnej kobiety – potwora. Jednak w naszej kulturze większość olbrzymów było facetami.
Olbrzymka przyjęła dziewczynę na służbę, ale kazała jej nie wchodzić do piwnicy. Młodsza siostra przykładała się do służby no ale oczywiście zajrzała do piwnicy. I znalazła tam ciała kobiet. Olbrzymka bowiem był ludojadką i zjadała młode dziewczyny. Piwnica była pełna ogryzionych kości. Dziewczyna nie dała nic po sobie poznać, i kiedy Olbrzymka pytała czy ta się jej nie boi, odpowiedziała z niewinnym uśmieszkiem, że nic a nic tylko ją szanuje. Potrafiła opanować swój strach.

Kiedy w końcu poprosiła o możliwość powrotu do domu, Olbrzymka tak ją polubiła ze dała jej siedem dzbanów złota i wysłała do domu. Z zazdrości starsza siostra tez wskoczyła do rzeki i znalazła się na służbie u Olbrzymki Ludojadki. Historia się powtórzyła ale głupia siostra na widok stosu kości się rozryczała, że się boi i chce do domu. I została zeżarta.

Ponieważ zetknęłam się tą bajka wcześniej niż z sinobrodym to umykał mi fakt, że Sinobrody jest Facetem – Mężem. On był dla mnie tym kim była Olbrzymka – Ludojadka. Ciemną siłą, groźną ale taką którą można pokonać przez pokonanie własnego strachu.

Tak też pisze Clarissa Pinkola Estés “Opowieść o Sinobrodym mówi o takim prześladowcy, mrocznym mężczyźnie, który zamieszkuje w psychice każdej kobiety, o wewnętrznym drapieżniku. Jest on bardzo konkretną, niezaprzeczalną mocą, o której nie wolno zapominać i którą trzeba opanować. (…)Kobieta] może wyrwać moc wszystkiemu, co trzyma ją w niewoli, i wykorzystać tę moc, kiedyś użytą przeciw niej, do własnych celów. To jest istota dzikiej kobiety.”

Dla mnie dziewczyna i Olbrzymka ( czy Sinobrody) to byłą ta sama osoba. To była jej drapieżna ciemna siła, nad którą można zapanować pokonując strach. Zresztą w jednej z wersji Sinobrodego jego żonami były 3 siostry, dwie straszne zostały zjedzone najpierw, a najmłodsza – w chwili kiedy zajrzała do komnaty i upuściła kluczyk w kałużę krwi tworząc niezmywalne plamy, znalazła ratunek w Sposobie – umyła kluczyk w mleku. Oszukała męża, zapanowała nad strachem i na spokojnie wezwała braci. Czyli się da. Zresztą on jej daje ten kluczyk jak wyzwanie. Gdyby naprawdę coś chciał ukryć nic by nie mówił i zamknął. On jej rzuca wyzwanie „ okaż mi nieposłuszeństwo, a potem zapanuj nad strachem”.
Interpretacja w której traktuje się Sinobrodego jako symbol złego patriarchalnego faceta który niszczy i „zjada” kobiety w ogóle mnie nie przekonuje. Bosze jaki on zły, jaka ona niewinna. Bajeczka ku przestrodze. Tylko zawsze mi się wydawało, że kobiety dostawały w łeb od a krzepkich młynarczyków niż od tajemniczych Sinobrodych.


A z wiadomości z ostatniej chwili
- Jest kot do oddania. Cudny burasem. Teraz jest w domu tymczasowym u Nietoperza. Zdjęcia będą lada dzień. Niestety drugi kot znaleziony na Ani podwórku przeszedł na tamtą stronę cienia. Ponieważ zakładałam, że będzie u nas tym bardziej mi go żal.
- Od jutra będę chodziła na taniec brzucha. Ruszamy się i budzimy w sobie kobiecość.
- Piszę, piszę, piszę. Nie jest źle.

niedziela, 13 września 2009

Bajki i bajeczki.

Pierwszy weekend od bardzo dawna gdzie nigdzie nie ganiałam. Miałam troszkę czasu na Dom, Natalia i Książki.
Z planów teatralnych wyszło coś w rodzaju rpg, zupełnie nie wyglądało to tak jak planowałam ale zabawy było dużo

W sobotę Nat chlorawa więc siedzimy na kanapie i za pomocą plastikowych dinozaurów odtwarzamy Kopciuszka.
Ja: ( jako Herold księcia) - …i książę na balu wybierze sobie męża…
Przem: - Znaczące chrząknięcie
Ja niezrażona: ( jako Herold księcia) – na bal, na bal zapraszamy bo książę męża szuka…
Natalis ( zdegustowany) – Chyba żony…

Dzisiaj podajecie do Calineczki. Ale fabułę diabli wzięli bo Natslais obsadził się w roli Ogrodniczki która pilnowała Calineczki. I jak w pierwszym akcie ropucha chciała grać swoją rolę to dostała wycisk. I ogólnie fabuła nie zwykłym torem.


I przy tej okazji krótka refleksja o Bajkach. Byłam ostatnio u rodziców i przejrzałam kilka książeczek jakie jej kupili żeby tam miała. Szlag mnie mało nie trafił. Czerwonego kaptura wilk nie zjada tylko straszy, Małą Syrenka zostaje żoną księcia, a Dziewczynkę z Zapałkami adoptują. Czy ktoś tu oszalał? Czy w tej politycznej poprawności nie zaszliśmy za daleko? Czytałam ostatnio rewelacyjną książkę o znaczeniu baśni, ich roli i znaczeniach – „ Bajki Rozebrane” Katarzyny Miller I Tatiany Cicheckiej. Polecam.
I tu już nie chodzi o absurd że trzęsiemy się nad dziećmi, układami im milusi różowy świat gdzie wyczystko jest milusie bo inaczej by im mogło zaszkodzić – lub nie daj boże przestraszyć. I to nić, ze całe pokolenia wychowywały się na braciach Grimm i Andersenie.
Bajki są po coś. Nie tyle żeby moralizować i przekazać morał. Bardzie po to, żeby dziecko sobie pewne emocje przećwiczyło, pobało się, posmuciło, nawet zupełnie nieświadomie przyjmując tą drugą, archetypiczną stronę bajek.

Tak czytam czteroletniej córce Andersena i Grimma w najbardziej oryginalnej i nie okrojonej wersji jakiej udało mi się kupić. Tak, Mała Syrenka zmieniła się w morską pianę, po tym jak nie chciała zabić sztyletem żony księcia. Czerwonego Kaptura zżarł wilk którego potem wypatroszył myśliwy, a Ołowiany Żołnierzyk się spalił. I pieprzyć Disneya!


A ja z kolei odkryłam magię audiobooki. W zupełności książek mi nie zastąpią, ale mogłam dziś umyć okno słuchając Melvilleia.