Poznałyśmy się na sekcji literackiej ŚKF. Pierwsze co pamiętam to delikatne małe dłonie, rozciągnięty sweter, czarne mądre oczy i bardzo cwany uśmiech. Nie zapytałam nigdy ile ma lat, ale myślę, że byłyśmy w podobnym wieku. Pamiętam, że miała niesamowity talent. Czarodziejka słowa. Czytałam jej teksty i chętnie dawałam moje do rozbebeszania. Czułam że trafiają w dobre ręce.
Poza sekcją spotykałyśmy się we dwie kilka razy. To były te długie nocne babskie rozmowy, o książkach, życiu i innych demonach. Rozmowy z nieznajomą, z którą czujesz, znasz znasz się sto lat.
Ostatnio długo nie byłam na sekcji. Praca, dom, praca, dom. Gdzieś się kontakt rozluźnił. Próbowałyśmy się umówić w marcu, ale wypadł szpital Natalisa. Potem pisałam maile, bez odpowiedzi. Ostatnio zadzwoniłam i odwiedziłam się że Bożena jest w szpitalu po wycięciu nerki. Chciałam ją odwiedzić, ale minął tydzień i drugi i wmyśliłam ze co będę po szpitalu jej zawracać głowę jak już pewnie wróciła i się spotkamy na najbliższej sekcji. Przygotowałam na półce książki do pożyczenia.
Wczoraj dostałam maila że nie żyje.
Dostałam maila od jej kuzyna który wspominał że Bożena czasem o mnie mówiła. To dziwne po czyjejś śmierci uświadomić sobie, że było się dla kogoś kimś ważnym. I w tym samym czasie zdać sobie sprawę, jak ważna ona była dla mnie.
Pamiętam pewne strasznie niesmaczne łazanki które zrobiłyśmy przez nadmiar koncentracji na rozmowie a za mało na kuchni. Wyjście do herbaciarni. Kubeczek, chyba z serduszkiem, jaki miała zawsze na sekcji. Pamiętam Bożenę skromną, ciepłą, ale bywało że z ostrymi jak brzytwa ripostami. I bardzo maleńkiego misia w kolorze niebliskim jakiego dała Natalisowi.
Nie mogę się poskładać. Bo to nie tak miało być, bo za szybko. Bo tyle jeszcze miało się zdarzyć, tyle słów napisanych, przeczytanych, opowiedzianych. Ta bliskość i ciepło które mogło się zmienić w przyjaźń. A nie zdążyłam się nawet pożegnać. I nawet gdybym to mogła teraz zrobić, to nie wiem co bym to zrobiła.
Bożena, trzymaj się tam po drugiej stronie. Jeżeli są tam jakieś książki których tu nie znamy, to możesz mi coś wybrać, przeczytam i pogadamy, kiedy też tam trafię. Kiedyś.
środa, 22 lipca 2009
niedziela, 19 lipca 2009
Od jakiegoś czasu miewam okresy doła i pogorszeń nastroju.
Za często.
Częściej niż bym chciała. Dochodzę do punktu, że stanie przed ściana i powiem sobie „K…., ani kroku dalej w tym kierunku, teraz robimy rozpiernicz totalny i idziemy gdzie indziej”
Gdybym tylko wiedziała, czego tak właściwie chcę. A dokładnie, której z kilku rzeczy, które mam na myśli. I czy moja wiara i skok w nieznane wystarczą, żeby je osiągnąć?
W końcu przecież…„pragnąłem żyć pełnią życia i wysysać z niego całą kwintesencję, aby wykorzenić wszystko co nie jest życiem, abym w godzinie śmierci nie odkrył, że nie żyłem...”
Czyż nie?
Bo na razie jestem w zupełnie nie tym miejscu życia które chce.
Mam najwspanialszą córkę na świecie, najkocurzejszego, najmojszego kocura, kilku dobrych ludzi w około, duzo dobrych książek i dźwięków przed sobą.
I jeżeli cokolwiek przeszkadza mi się tym cieszyć i stresuje to niech spada na drzewo. Liczy się tylko tu i teraz.
I cholernie potrzebuję wakacji.
Hough!
Za często.
Częściej niż bym chciała. Dochodzę do punktu, że stanie przed ściana i powiem sobie „K…., ani kroku dalej w tym kierunku, teraz robimy rozpiernicz totalny i idziemy gdzie indziej”
Gdybym tylko wiedziała, czego tak właściwie chcę. A dokładnie, której z kilku rzeczy, które mam na myśli. I czy moja wiara i skok w nieznane wystarczą, żeby je osiągnąć?
W końcu przecież…„pragnąłem żyć pełnią życia i wysysać z niego całą kwintesencję, aby wykorzenić wszystko co nie jest życiem, abym w godzinie śmierci nie odkrył, że nie żyłem...”
Czyż nie?
Bo na razie jestem w zupełnie nie tym miejscu życia które chce.
Mam najwspanialszą córkę na świecie, najkocurzejszego, najmojszego kocura, kilku dobrych ludzi w około, duzo dobrych książek i dźwięków przed sobą.
I jeżeli cokolwiek przeszkadza mi się tym cieszyć i stresuje to niech spada na drzewo. Liczy się tylko tu i teraz.
I cholernie potrzebuję wakacji.
Hough!
Etykiety:
Codzienności wombacie,
Jest źle
sobota, 18 lipca 2009
Na upały (-;
Przedwczoraj była u nas Aneczka z Australii. Bardzo zmieniona, odrodzona na nowo i niezmiennie piękna (-; Wniosła radość i dobry nastrój. I żal że u nas ludzie spięci strasznie. Jeżeli za półtorej roku A. będzie studiować w Londynie jak planuje, a moje plany pozwolą mi na kilka dni urlopu to koniecznie musimy się tam spotkać (-;
A ja w czwartek w nocy jadę z Natalisem nad morze. Nad Bałtyk jednak. Zbierać muszelki daleko od betonowych hoteli Egiptu.
Przedwczoraj była u nas Aneczka z Australii. Bardzo zmieniona, odrodzona na nowo i niezmiennie piękna (-; Wniosła radość i dobry nastrój. I żal że u nas ludzie spięci strasznie. Jeżeli za półtorej roku A. będzie studiować w Londynie jak planuje, a moje plany pozwolą mi na kilka dni urlopu to koniecznie musimy się tam spotkać (-;
A ja w czwartek w nocy jadę z Natalisem nad morze. Nad Bałtyk jednak. Zbierać muszelki daleko od betonowych hoteli Egiptu.
sobota, 4 lipca 2009
Jawornikowo.
Wróconam z Jawornika, Dziękuję Natti za ten przepiekany mądry czas. Odpoczęłam, odespałam, po ponad 3 miesiącach zagoiło mi się oko, miałam czas przemyśleć kilka priorytetów. Był upał jak w Egipcie, Irańska muzyka, objadanie się, czytanie i przecudne rozmowy naszych córek.
Dziękuje.
A to relacja fotograficzna
Książki łączą ludzi

…z dzieciątkami

Natalis jako taki.
Dziękuje.
A to relacja fotograficzna
Książki łączą ludzi

…z dzieciątkami

Natalis jako taki.
Etykiety:
Codzienności wombacie,
Natalis,
Wakacje