Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Choroba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Choroba. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 października 2010

Kota w potrzebie

Trzymajcie kciuki i ślijcie dobre zaklęcia bo są w rodzinie problemy zdrowotne. Zaczęło się czwartek rano. Wymieniali nam okna. Zanim przyszli robotnicy zamykałam koty i zobaczyłam co się dzieje z Hellą. Siedziała cała skulona i trzęsącą się w szafie. Spieszyłam się, więc dałam ją szybko do pokoju Nat żeby się nie pałętała.

Po godzinie przyszłam. Robotnicy faktycznie hałasowali, ale jej reakcja była dziwna. Kot robi pod siebie i w tym leży, a poza tym się trzęsie. Umyłam, uspokoiłam.

Od tego czasu czyli ponad 50 godzin kot leży. Nie je. Karmię ją z ręki i wtedy trochę je. Kocimiętką się nie interesuje. Nie pije wcale. Poję ją co kilka godzin strzykawką. Posadzona w wannie lub w kuwecie przewraca się. Co dziwniejsze chodzić umie, ale robi to na podkurczonych nogach. Jak się ją dotyka po kręgosłupie podnosi charakterystycznie ogon ( a jest 6 lat po sterylizacji).

Nie wiem co jej jest. Gosia i moja wetka mówią że stres. Może przez remont. Może kocia depresja. Jak się ją wysadza do kuwetki nawet coś robi, ale sam tam nie chodzi. Podobnie sama wcale nie pije. Stópor. Zdaje się że szykuje się kroplówka. Czyli mamy koci odział noworodkowy.


Bardzo się martwię. Wszystkich kociarzy proszę o pomoc co to może być i co robić. Możecie tez kogo mądrego popytać. Wszystkich innych o dobre zaklęcia.

Ps. Wszyscy mówią, że stres, a mi coś nie gra. Bo jak daje z ręki karmie to je jak dzika. Ale kładę na podłodze metr od niej i nie chce jej się podejść. Ona ma jakiś problemy z chodzeniem. Poza tym ten kot zazwyczaj zajadał stres.

Ale wygląda to tak jak powiedziałaś Zuza - jakby się odwróciła do życia. Kot jest pojony, karmiony ma spokój i miłość. Zawrócimy skubańca.

A to Hella z dobrych ( szczupłych) lat.

niedziela, 28 października 2007

Wychodzę pomału z choroby. A raczej choroba wychodzi ze mnie. I z przykrością muszę powiedzieć że się skubana nie spieszy. Cera zrobiła mi się tak blada, ze musiałam salwować się kilkoma minutami na solarium, żeby ludzi nie straszyć. Dodatkowo o tygodniu niedomagania rozregulował mi się tryb jedzenia. Byłam chora, nie gotowałam i prawie nie jadłam. Tylko syrop tussipec – jak anorektyczka jakaś. Kiedy w niedziele rano zaczęło mi się kręcić w głowie udałam się po rozum do głowy i do lodówki po cos smacznego. Dość tego biedowania.

Poza tym dbaliśmy w ten weekend z Kocurem Kulturę. Dwa wyjścia do teatru w jeden weekend to nawet jak dla nas sporo. Najpierw było zaproszenie Teatru Modrzejewskiej z Legnicy na Osobistego Jezusa. Rewelacja! Może nie aż tak dobre jak Otello- nie było tu tej zdumiewającej scenografii – ale grą aktorska nie ustępuje niczym. Każda scena dopracowana, świetnie zagrana. Mocna historia, prosta i bez zbadanego morału. Teatr mocno eksperymentalny, dramatyczny a jednoczesne prosty i bardzo blisko widza. Wielkie barwa i polecam każdemu.

Dziś z kolei byłam na Reportażu o końcu Świata Teatru Wierszalin. Ja kiedyś Wierszalin kochałam: za Prawiek, Dybuka, Głupa. A teraz nie podoba mi sie nic a nic. Nudy, strasznie to to przeintelektualizowane i udziwnione. Teatr jakby w dwóch warstwach: z jednej strony aktorska pantomima a z drugiej opowiadane historii – reportażu. Zupełny brak Postaci jakiegokolwiek indywidualnego aktorstwa. Za mądre dla mnie. Jestem zdecydowanie na nie.

Tekst do ŚKF posłany. Niestety znowu musiałam posłużyć się czymś starszym. Smocze Drzewo nawet pasowało. Jakbym miała powiedzieć jakiej jednej rzeczy mi w życiu brakuje to czasu,a właściwie tyle czasu fizycznego, co wolnego miejsca w głowie i myślach – czasu twórczego – nie zagonionego. Ja chcę pisać. Cholera. Jak to mawia Kocur - skoro to już wiem, a nic z tym nie robie to jest to tylko moja wina. Zatem trzeba będzie coś z tym zrobić.