Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blog. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 marca 2008

Witam w nowym miejscu (-;

Jestem przerażona


Po raz pierwszy od trzech lat przeniosłam sie na bloga otwartego.

Mam koszmary, ze łypią zza winkla gromady ludzi, w oczach których jestem do niczego nie nadająca sie kurą domowa, eko-fanatyczką, Chrześcijanką ( czy jeszcze co się tam komu we mnie nie podoba)


Blog powstał jako Moje miejsce. Dla bliskich. Żeby nie musieli pytać „ a co u ciebie” kurtuazyjnie. Niestety mam dość myloga i przeniosłam się tu.


A tu jest otwarta przestrzeń.


Czuje się jakbym wyjęła zamki w mieszkaniu. Tym niemniej jeżeli jest ktoś kogo nie znam to witam serdecznie. Acz jest to miejsce moje, subiektywne, banalne. Nie pretenduje do miana blogi roku, blogu tygodnia ani nawet dnia.



niedziela, 11 lutego 2007

Jednym z powodów dla których mam bloga na hasło jest to, że nie życzę sobie, żeby czytała go moja funkcjonująca w internecie rodzina. Zresztą myślę, że rodzina też nie chciała by wiedzieć tego co piszę. Bo od ostatnich pięciu lat, moje i tak już nie najlepsze, stosunki z rodzicami cały czas się pogarszają.

Ot, na ten przykład, wczoraj pokłóciłam się z matką. I nie chodzi tu o tak banalną kwestię, że się matka do czegoś wtrąca. Ona nawet stara się być miła, to ja reaguje na nią histerycznie i agresywnie. Nie wiem czemu akurat właśnie po urodzeniu Natalii, otwarło się we mnie całe morze żalów, gniewu i niechęci do niej. Za to jak całe życie wyglądały nasze układy.

Kiedy byłam mała w większość czasu zajmowała się mną babcia i ciotka. I najlepsze jest to, że nigdy za matką nie tęskniłam, raczej się jej bałam i była mi zupełnie obca. Potem wiedziałam, że w jakiś sposób się o mnie stara, martwi się, ale nigdy nie miałyśmy ze sobą nic wspólnego. Nigdy nic razem nie robiłyśmy ( a przepraszam, raz, jak leżałam w szpitalu na wyrostek narysowała mi arbuza), nie rozumiała tego co dla mnie ważne, nie rozmawiałyśmy. Każde wczasy albo wyjazd kończył się awanturą. Nie miałam w niej nigdy wzoru zachowań kobiecych, bo jest osobą antykobiecą, i w jakiś sposób się jej z wyglądu i zachowania wstydziłam.

A przy tym wszystkim w jakiś głupi i nadgorliwy sposób chciała mi dać wszystko. Woziła mnie na korki, dawała wszystko i w jakiś sposób się rzucała. Bo jest osobą o całkowitej nieumiejętności porozumienia i empatii.

Ja nie twierdzę, że miałam jakiś makabrycznie fatalny dom. Mój dom był przede wszystkim nierówny. Czasami było tak, że mi wspaniałych, mądrych i kochających rodziców było można mi pozazdrościć. A czasami były niemal wszystkie mechanizmy patologiczne z alkoholem, przemocą i biciem włącznie. Musiałam się szybko adaptować.

Tylko, że mimo to, nasze stosunki w końcu się jakoś ułożyły. Koło studiów to nawet całkiem poprawnie były. I wszystko zniszczyło się po urodzeniu Natalii. Raz- ona oszalała na punkcie małej, świata poza nią nie widzi. A Dwa – to we mnie otworzyły się jakieś stare rany. Jak czasem już sobie nie radzę z małą – jestem zmęczona i zirytowana to mam taką mantrę „ nie będę jak moja matka, nie będę jak moja matka”. Nie mam do niej żalu za to jaka była, bo nie czułam wobec niej nic. Mam żal za to jaka nie była. I nie pozwolę jej być kimś wiecej niż babcią. Swoją szansę na bycie matką już maiła i nie dała rady.

I nie wiem co z tym zrobić. Pomijając już fakt że na co którejś wizycie udaje jej się mnie czymś sprowokować i dostaje napadu agresji z wyzywaniem od ostatnich i wypominaniem wszystkiego co powyżej. Wczoraj zasugerowała, że jestem przez Kocura nieszczęśliwa skora „taka jestem” i jestem zła matka. I to ma czelność mówić baba, która sama przez 99% życia ma depresję - to się zaczęło.

Ale nie o to chodzi. Z tym sobie dam jakoś radę. Martwię się tylko czy z takimi pokładami złości w sobie i tak marnymi wzorcami relacjo matka-córka, w stanie być dobrą mamą dla Nat.

Ola na swoim blogu napisała kiedś mądrą rzecz. Że w dorosłym życiu nie potrzebujemy już rodziców, ale wspomnień o nic. I trudno się żyje bez tego.

sobota, 18 marca 2006

Ha. Moje drugie podejście do bloga. Nie wiem czy ostatnim razem zawinił brak systematyczności, bardzo chaotyczny okres w moim życiu, czy fakt jak bardzo trudno jest mi pisać o niektórych sprawach w sieci. Bo z jednej strony chciałabym w jakiś sposób dzielić się moją codziennością z bliskimi, a z drugiej trudno mi się pogodzić, że wszyscy będą mieli wstęp wolny. Potrzeba prywatności. Bez tego siedzi nade mną bat autocenzury i mogę zasadniczo pisać o tym, że wiosna idzie. A chyba nie o to chodzi.

Więc znowu tu jestem. Powróciłam nawet do starej nazwy – więc czuję się jakbym fizycznie wracała w to samo miejsce. Znowu kładę walizki. Jak to będzie. Nie wiem. Jutro, o ile dzieck pozwoli, zajmę się ostro obsługą techniczną tego mylogu. Nie będzie technika pluła nam w twarz. Ot co!

A dziś już zwijam się w kłębek. Może nawet załapię się na wieczorne poczytanie przez Kocura? Jest na to spora szansa, więc…