Już drugi dzień świąt. Jakoś leci. Zresztą zauważyłam, że mój stosunek do Świąt z każdym rokiem robi się coraz bardziej miłosno - nienawistny. Przechodziłam już przez etapy histerii w łazience na początku grudnia i tym podobnych.
Teraz jest mała schizofrenia; podzieliłam Święta na elementy związane bezpośrednio z naszym domem; gotowanie, choinka, czas dla nas i ten etap uwielbiam. Może zarażam się ciepłem od Kocura i Nat. To jest nasz czas, nasz opłatek pod nasza choinką późnym wieczorem, nasza bliskość i ciepło. I w jakiś sposób to jest najwalniejszy czas w roku. W tym szczególnie, bo udało nam się wszystko wcześnie pozałatwiać i mieliśmy czas na spokojnie dla siebie.
I jest czas kolekcji wigilijnej, wizyt rodzinnych i prezentów, który dalej mnie spina i nauczyłam się go przełknąć jak gorzką pastylek.
W ogóle dochodzę do wniosku, że Święta ( szczególnie Bożego Narodzenia) są trochę jak papierek lakmusowy. Pokazują co jest. Albo nawet więcej. Wyolbrzymiają to. To co jest dobre, szczere autentyczne - tam relacje robią się jeszcze lepsze, fajniejsze i fajne. To co jest łatane, kiepskie staje się jeszcze gorsze.
Bo jest przymus, żeby fajnie wyglądało, żeby się ładnie ubrać, być miłym, podzielić opłatkiem, dobrze życzyć. Trzeba, mus. Zacisnąć zęby, być grzeczny, bo mama, tata, babcia, dziadek, bo to święta i ogólnie. Mimo, że często dobrze nie jest. A że naturalnie ludzie mają tendencję do wyczuwania fałszu i czucia się w nim niekomfortowo. Jako dziecko lubiłam święta ( kto nie lubił?) ale miałam jakieś poczucie dyskomfortu - tego, że się uśmiechają, chociaż normalnie się nie lubią, że się sztucznie śmieją z prezentów, które potem lądują na dni szafy. Moje relacje z częścią rodziny Kocura i moją są jakie są - wiec to wbijanie się w schemat „ bądźmy grzecznymi dziećmi na święta, udawajmy, że się kochamy”. Mnie strasznie nie pasuje udawanie czegokolwiek. Całe szczęście mam tą część świata, gdzie nie muszę udawać.
Przeszkadza mi też, że nie wiem jaki jest status tych Świąt. Bo to są święta Bożego Narodzenia. Taka nazwa. A obchodzi je duża część osób niewierzących. Jako co? W sumie, szkoda, że nie ma osobnego święta rodzinno - prezentowego, które ja bym mogła olać, a osoby niewierzące, które to lubią po prostu spotkać się razem w gronie rodzinnym. Bo ja się spotykam z osobą, która wiem, że nie wierzy przy stole, albo wysyła mi życzenia i mam konsternację, z jakiej okazji i po co i dlaczego. I mam rozdrażnienie, że dzielę z kimś coś co dla mnie jest wiarą, a dla kogoś skansenem. Podobnie wkurzają mnie Kolendy w marketach. Wszystko jakoś przez to traci znaczenie.
Kolejna irytacja to centa handlowe przed świętami. I mania; kupuj, kupuj, kupuj.
Aprops prezentów własne przeczytałam ciekawy ale moim zdaniem bezdennie głupi tekst pewnej psycholożki terapeutki na gazecie. Że niby małym dzieciom trzeba mówić o Mikołaju, który daje prezenty. A jak maluch powodowany logiką zapyta wprost „ Czy Święty Mikołaj istnieje?” - wtedy kręcić jak piskorz w stylu „ a czy ty chcesz w niego wierzyć, bo jeżeli tak to istnieje”. Nie wiem czy jest to większe robienie z dzieci czy rodziców idiotów. I na pewno jest to uczenie podejścia „wierzymy w co chcemy wierzyć, bo i tak nie ma nic”. Ja mojej córce powiedziałam, że kiedyś żył człowiek, który nazywał się Mikołaj i dużo dobrego robił dla innych, potem umarł, być może jest teraz w niebie i na pamiątkę jego urodzin dajemy sobie prezenty. Tylko potem ona wypaliła w przedszkolu na pogadance o Mikołaju „ Ja w starego dziada z hipermarketu co ma dać prezent nie wierzę, on jest oszukany”. Zapadła konsternacja. A ja jestem z niej cholernie dumna.
A i chwilowo ( do jutra) mamy na stanie cztery kotów. Gościnnie koty Levisów: Leon stary marudny kocur o wielkich łapach i Ebola - młoda, przymilna kotka z ADHD. Koty się pomału ze sobą zaprzyjaźniają. A my mamy kino domowe w 3D. Ogólnie;
Hella - leży i jest niezadowolona. Gł·ówne konflikty z Leonem, z którym na siebie warczą. W akcie protestu pierwsza noc spała w naszym łóżku.
Mercedes - z Leonem powarkują, ale mało. Ebola za nią chodzi i chce się bawić. Już nawet pomyżiały się noskami.
Leon - zachowuje się jak upierdliwy stary kawaler, ale Przem go lubi. Pazurobicie było raz, z Ebolą. Ma ksywę Leon - Baleron.
Ebola - jest przecudowna. Biega jak dzika, Niczego się nie boi, łazi za naszymi kotami, wszędzie wskakuje, pozwala się mechacić nawet Natalce. Zaczepia nasze koty. Nazywamy ją Zaraza.
Ogólnie jest wesoło.
A poza tym obejrzeliśmy wczoraj na płytce „Alicje w krainie Czarów” Disneya. Nie spodziewałam się niczego dobrego, więc aż tak się nie zawiodłam. Nawet Tim Burton na Disneya nie pomoże. Dobra gra aktorska, muzyka, fajne efekty i ...psin-co. Ja się zastanawiam jakie jest to spaczenie wytwórni Disneya, że oni czego się tkną to spieszą.
Tak po Alicji to widzę tu cztery rzeczy; raz potrzebne racjonalizowania, odnajdowania ukrytych powodów, racjonalnych wytłumaczeń i ogólny pseudosocjologiczny bełkot najczęściej z relacjami z ojcem w tle. Dwa to coś co nazywam spuścizną Myszki Miki - co jakiś czas pojawiająca się akcja rodem ze wczesnych kreskówek Disneya. To już nawet nie jest kino kacji - to jest jakieś pandemonium - ktoś się przewraca, coś rzuca, uderza kogoś w głowę, ktoś spada, coś leci, komuś ląduje tort na głowie. W przypadku Alicji, Małej Syrenki. Dzwonnika to już nawet nie razi. To mdli. Trzy to bark szarych bohaterów - oni są dobrzy ( superaśnie dobrzy do wyrzygania, albo źli, mroczni i groteskowi). A cztery to happy end. In amerikan stajl. I mała syrenka która bierze ślub. I Alicja, która zostaje biznesłumen. I księżniczka żaba, gdzie też pojawia się piękny książę i ślub. Błe. Ja już mówiłam; Disney jest szkodliwy jak Tabacco Poland. Tylko mniej przyjemny w użytkowaniu. A jak się zabiorą za Upiora to rozważę podłożenie bomby pod ich studio.
A poza tym to czeka na mnie stosik co najmuje sześciu książek. I dostałam kubeczek z Severusem Snapem pod choinkę od kota. Dokładnie taki jaki chciałam od kilku lat. Moje spożycie gorących płynów wzrosło makabrycznie. I ogólnie jest dobrze.
Mimo wszystko to były dobre Święta.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święta. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 26 grudnia 2010
sobota, 18 grudnia 2010
Świątecznie
Staram się oddzielić stresy świąteczne - spotkania z rodziną od tego co jest w naszym domu i co jest fajne. Nawet mi w tym roku wychodzi. Na razie.
Choinka w tym roku przyszła z historią. Tak czy inaczej co roku bierzemy najpaskudniejsza choinkę, z której nikt by się nie cieszył, potrójnie o nią dbamy i dla nas jest najfajniejsza. Co prawda w tym roku wyjątkowa lipa - bo ktoś ściętą choinkę włożył do doniczki. Szlag mnie trafia, ale jak ją ktoś tak oszukał należy jej się specjalne traktowanie.
Poza tym robiłyśmy z Nat pierniczki. Dużo. Kiepskie zdjęcia, bo szlag trafił aparat, a nowego jeszcze nie ma więc robione komórką. Przepyszne są ( pierniczki nie zdjęcia)
A w tle podczas wyrabiania leciała Walkiria. Już bardziej mieszczańsko się nie da, ale co, Święta idą.

Choinka w tym roku przyszła z historią. Tak czy inaczej co roku bierzemy najpaskudniejsza choinkę, z której nikt by się nie cieszył, potrójnie o nią dbamy i dla nas jest najfajniejsza. Co prawda w tym roku wyjątkowa lipa - bo ktoś ściętą choinkę włożył do doniczki. Szlag mnie trafia, ale jak ją ktoś tak oszukał należy jej się specjalne traktowanie.
Poza tym robiłyśmy z Nat pierniczki. Dużo. Kiepskie zdjęcia, bo szlag trafił aparat, a nowego jeszcze nie ma więc robione komórką. Przepyszne są ( pierniczki nie zdjęcia)
A w tle podczas wyrabiania leciała Walkiria. Już bardziej mieszczańsko się nie da, ale co, Święta idą.

środa, 30 grudnia 2009
Ostatni raz w tym roku
Długo wombata nie było, więc teraz o kilku sprawach na raz.
Święta jakoś minęły. Niezafajnie, jak to święta. Dla mnie najtrudniejszy czas roku. Jak dostaje smsy z życzeniami to się czasem zastanawiam czy się ktoś ze mnie nie nabija. Święta mnie irytują w dwóch aspektach. Po pierwsze jest to czas na spotkania rodzinne. I taki czas troszkę jak papierek lakmusowy – widać co nie gra. A jeżeli patrzeć szerzej niż na ja – Nat – Kocur to bardzo dużo nie gra. Kiedyś tak bardzo marzyłam o kontakcie z rodziną, że kiedy się okazało, że nie mam tego kontaktu na 100% jakbym chciała to stwierdziłam że mam to gdzieś i nie mam go wcale. Już się tego raczej nie zmieni i Święta to dla mnie czas potwornie sztuczny, chłodny i obcy.
A dwa to irytują mnie prezenty. Lubię dawać i dostawać urodzinowo, Bo to jest dzień specjalnie dla jednej osoby. A tak wszyscy wszystkim MUSZĄ coś dać. Ofiara dla bożka konsumpcjonizmu. Musisz coś dostać. A jak X ma coś większego to Y też za małego nie dasz i coś dołożyć. Wymyślać, latać za tym. A potem leżą takie góry nietrafionych prezentów jak wyrzut sumienia. Ok. ja w tym roku nawet miałam farta, ale cały ten konsumpcyjny przymus darowizn niezmiernie mnie wkurza. I jak dzieci to chwytają „ muszę dostać, to może dwa jak są dwie choinki, a co od kogo”. I markety przed świętami też mnie dobijają. A na widok tego starego dziada z w czerwonej czapce – tego chędożonego bożka kupowania to mnie krew zalewa i mordować chcę.
Po drugie bilans roku 2009. Podpatrzone od Aniołaka.
1. Co zrobiłaś w 2009 r., czego nie zrobiłaś nigdy wcześniej?
Szukałam kości w lesie. Jadłam ostrygi z szampanem. Spędziłam rok bardzo muzycznie operowo. Zostałam zwolniona z pracy i poczułam co może czuć pies jak go uwolnią z łańcucha. Podjęłam dość ważne decyzje.
2. Dotrzymałaś swoich noworocznych postanowień? I czy będziesz ustanawiać nowe?
Nie, bo ich nie robiłam.
3. Czy komuś z bliskich Ci osób urodziło się dziecko?
Dziewczyna w Warszawie ( chomiczątko) dziewczyna w Sztokholmie, dziewczyna w Walencji. Witamy Panienki na świecie!
4. Czy ktoś z Twoich bliskich zmarł?
Bożena.
5. Gdzie podróżowałaś w tym roku?
Kraków, Łutowiec, Londyn, Dukla ( i wilkodoły i wikochaszcze w pobliżu) , Międzywodzie, Jawornik, Berlin
6. Co chciałabyś mieć w 2010, czego brakowało Ci w 2009?
Wena, dobrej organizacji czasu, samodyscypliny, kości po lasach więcej, Amsterdamu może?
7. Która data z 2009 r. pozostanie Ci w pamięci i dlaczego?
25 lutego poparzenie Natalisa
20-23 marca weekend w Berlinie – fajnie było!
22 lipca śmierć Bożeny
Początek września – zwolnieniem, ważna rozmowa nad ostrygami i przewartościowanie priorytetów
8. Największe osiągnięcie mijającego roku?
Powrót do pisania, tak jak pisałam przewartościowanie priorytetów i kilka ważnych decyzji ( teraz czekać na realizacje), zaczęłam tańczyć i robię to z zaangażowaniem i systematycznie. To że odchodząc z pracy nic nie strąciłam a wyniosłam z niej coś cennego – znajomość kilku fajnych ludzi.
9. Największa porażka?
To że w czasie od maja – końca sierpnia stresowałam się pracą która nie była tego warta i nie powiedziałam kilka razy tego co myślę, czyli coś w stylu „ a ja to pier… a was chyba pokręciło”. To że nie zdążyłam się pożegnać z Bożeną. Że w pierwszej połowie roku za mało pisałam.
10. Chorowałaś? Uszkodziłaś sobie ciało w jakiś sposób?
Ospa, dwie grypy.
11. Najlepsza rzecz, jaką kupiłaś?
Afrykańska chustko czapka na targu w Londynie – jest cudowna. Książki, zielona aksamitna kurtka w Krakowie.
12. Na co wydałaś najwięcej pieniędzy?
Książki. I na lodówkę. I na ową kurtkę, ale warta każdej złotówki, torebka słonia Torbalskiego
13. Porównując z tym samym okresem sprzed roku, jesteś teraz:
Szczęśliwsza czy smutniejsza? – szczęśliwsza, ja co roku jestem szczęśliwsza
Starsza czy mądrzejsza? – mądrzejsza, chyba
Chudsza czy grubsza? –hmmm – tak jak było, jak liczyć do świąt….
Bogatsza czy biedniejsza? – biedniejsza materialnie, bogatsza duchowo
14. Czego/co chciałabyś zrobić więcej/bardziej w minionym roku?
Pisać, tańczyć, spędzać czas z Natslem, Kocurem i przyjaciółmi, grać w rpg, jeździć na konwenty, dalej łork on maj inglisz
17. Czego chciałabyś robić mniej w minionym roku?
Siedzieć cicho kiedy chce mi się coś powiedzieć nawet niemiłego, stresować się, mniej spać,
18. Zakochałaś się w 2009?
Cały czas. Codziennie. W każdej chwili. Kocur (-;
19. Co robiłaś w swoje urodziny i ile lat skończyłaś?
29 - łaziłam z Ociepkami po Berlinie, słuchałam Carmen i piłam na umór ( „pić jak wombat po Wagnerze”) wietnamskie drinki
20. Co trzyma Cię przy zdrowych zmysłach?
Kocur, Natalis, Aniołak, Pisanie, czytanie, muzyka, lasy buczynowe, koty, yeraba mate, głos Bryna Terfela, i jeszcze kilka bliskich Osób że nie wymiennie z imienia
21. Ile przeczytałaś książek w tym roku?
Średnio. Koło 38 jak tak policzyłam. W tym 4 tomy Hyperiona które są duże. Dorobiłam się nowej półki na książki.
I Ogólnie na 2010 byle tak dalej. Już wiemy co i jak. A teraz idziemy.
Z aktualności to udało mi się skończyć tekst zadany dla Demonka – i uważam że nie jest zły – choć zadany temat potwornie mi nie siadł. Poza tym zaczęliśmy grać w Cthulu w rpg i jest bardzo bardzo MRU! (-; Że też sobie nie zrobiłam postaci która może iść i łoić potwory.
Wczoraj potwornie mnie zirytował jeden artykuł na Wybiórczej. Nie wiem czy wywiady były po łebkach czy respondentki takie durne ale aż mnie zmroziło. Artykuł jest tu. Kilka kobiet, którym właśnie urodziły się córki w 2002, pytano jak wyobrażają sobie ich przyszłość. Oczywiście mają ją w modny sposób zaplanowaną co do milimetra. Przerażające. Ja mam zaplanowane względem Natalisa tylko ( aż?) tyle, że chcę ją nauczyć samodzielnie myśleć i podejmować decyzje. Jakie to już jej sprawa. A chce żeby była szczęśliwa. Po swojemu. I nie mam preferencji orientacji zawodowej, seksualnej i religijnej. A jak słyszę o paniach co już wiedzą na na jakie kółka zainteresowań noworodka zapiszą, na jakie studia powinien iść i męża z jakiego kraju nie brać to mnie coś trafia. I dzieciakom współczuję. Znak czasów że chcemy mieć wszystko zaplanowane, przygotowane, a samo jesteśmy nieprzygotowani do Życia?
Kilka kwiatków z tego artykułu, czyli jak matki widzą swoje córki za 25 lat.
Dzieciństwo - Musi być rozwojowe, I takie, które procentuj, ( …)
choć na początku to wykańcza finansowo
Rada dla córki Nie ufaj nikomu
Za 25 lat Będzie miała dobrą pracę, będzie dużo zarabiać i sama sobie kupi dobre mieszkanie: duże (żeby nie ograniczało), (…)
Wiem tylko, że córka będzie piękna. Blond włosy, śniada cera, doskonały makijaż
Córka w Unii Chcę, by mieszkała w Polsce i wyszła za Polaka. Nie zniosłabym rozstania, Tylko nie za Niemca, bo są brzydcy
Niech będzie Na początku modelką, Jak Ally McBeal, Niech będzie stomatologiem lub notariuszem
Uczciwość Uczciwi ludzie są na wymarciu
Jej dzień Do trzydziestki powinna coś osiągnąć. A potem przerwa na dziecko (….)Załatwiać sprawy. Zje lunch z koleżankami, bo lunche są bardzo ważne, a po pracy, wieczorem, sącząc martini, będzie opijać kolejny sukces
Wolność Nie będzie wolna
Idea Mogłaby założyć fundację - - Byłaby szanowanym człowiekiem i nikt by na niej psów nie wieszał. Ale czy to się opłaca, sama nie wie. (…) Idea? - Pieniądz. A są jakieś inne?
I moje pytanie, czy kogoś tu pokręciło? Czy ktoś nie oglądał za dużo seriali?
Jako mama pozwoliłam sobie teraz odpowiedzieć na te pytania, które zadała pani z Wybiórczej. Mam ten komfort że już troszkę Natslisa jako człowieka znam.
Dzieciństwo Radosne, beztroskie, bliskie rodzicom, odkrywające świat.
Rada dla córki Bądź sobą, bądź odważna i uczciwa do samej sobie. Nie krzywdź i nie pozwól się krzywdzić nikomu.
Za 25 lat Będzie miała tyle co ja teraz. I życzę jej żeby byłą w dobrym miejscu w życiu. I żeby miała jeszcze dużo przed sobą. Czyli – w drodze. Jak i gdzie to jej sprawa.
Córka w Unii A gdzie będzie to jej wybór. A ja wiem czy będzie w Unii?
Niech będzie Nie, nie będę wymieniać zawodów. Niech będzie mądrym człowiekiem. I pogodnym.
Uczciwość Przede wszystkim wobec siebie. Jak się wobec siebie jest to wobec świata wychodzi naturalnie.
Jej dzień Każdy inny. Każdy niepowtarzalny. Każdy wykorzystany.
Wolność Przede wszystkim ducha. Wolność jako odpowiedzilność i coś niezbędnego jak powietrze.
Idea Musi wybrać ją sama, ale dobrze żeby ona była. Żeby wierzyła, że jest Coś o co warto walczyć i kopać przez to życie jak krecik korytarze.
A już zupełnie poza tym to doszłam do siebie po Świętach. Cieszę się na sylwetra i na dwa spotkania z ludźmi których znałam lata temu w nowym roku.
Czytam: ( Jeszcze raz) Clarissa Estes Biegnąca z Wilkami
Jeanette Winterson – Brzenię
Bruno Bettelheim- Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni
Słucham:
Orkiestra Świętego Mikołaja
Don Giovanni ( prezentowy! – będę słuchać jak się pieroństwo skonwertuje ale już się cieszę)
Byłam na żywo w kinie na Opowieściach Hoffmana - MIODZIO - boska realizacja ale o tym innym razem!
I Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku i dobrej zabawy na Sylwestra! Mruuuu!
Święta jakoś minęły. Niezafajnie, jak to święta. Dla mnie najtrudniejszy czas roku. Jak dostaje smsy z życzeniami to się czasem zastanawiam czy się ktoś ze mnie nie nabija. Święta mnie irytują w dwóch aspektach. Po pierwsze jest to czas na spotkania rodzinne. I taki czas troszkę jak papierek lakmusowy – widać co nie gra. A jeżeli patrzeć szerzej niż na ja – Nat – Kocur to bardzo dużo nie gra. Kiedyś tak bardzo marzyłam o kontakcie z rodziną, że kiedy się okazało, że nie mam tego kontaktu na 100% jakbym chciała to stwierdziłam że mam to gdzieś i nie mam go wcale. Już się tego raczej nie zmieni i Święta to dla mnie czas potwornie sztuczny, chłodny i obcy.
A dwa to irytują mnie prezenty. Lubię dawać i dostawać urodzinowo, Bo to jest dzień specjalnie dla jednej osoby. A tak wszyscy wszystkim MUSZĄ coś dać. Ofiara dla bożka konsumpcjonizmu. Musisz coś dostać. A jak X ma coś większego to Y też za małego nie dasz i coś dołożyć. Wymyślać, latać za tym. A potem leżą takie góry nietrafionych prezentów jak wyrzut sumienia. Ok. ja w tym roku nawet miałam farta, ale cały ten konsumpcyjny przymus darowizn niezmiernie mnie wkurza. I jak dzieci to chwytają „ muszę dostać, to może dwa jak są dwie choinki, a co od kogo”. I markety przed świętami też mnie dobijają. A na widok tego starego dziada z w czerwonej czapce – tego chędożonego bożka kupowania to mnie krew zalewa i mordować chcę.
Po drugie bilans roku 2009. Podpatrzone od Aniołaka.
1. Co zrobiłaś w 2009 r., czego nie zrobiłaś nigdy wcześniej?
Szukałam kości w lesie. Jadłam ostrygi z szampanem. Spędziłam rok bardzo muzycznie operowo. Zostałam zwolniona z pracy i poczułam co może czuć pies jak go uwolnią z łańcucha. Podjęłam dość ważne decyzje.
2. Dotrzymałaś swoich noworocznych postanowień? I czy będziesz ustanawiać nowe?
Nie, bo ich nie robiłam.
3. Czy komuś z bliskich Ci osób urodziło się dziecko?
Dziewczyna w Warszawie ( chomiczątko) dziewczyna w Sztokholmie, dziewczyna w Walencji. Witamy Panienki na świecie!
4. Czy ktoś z Twoich bliskich zmarł?
Bożena.
5. Gdzie podróżowałaś w tym roku?
Kraków, Łutowiec, Londyn, Dukla ( i wilkodoły i wikochaszcze w pobliżu) , Międzywodzie, Jawornik, Berlin
6. Co chciałabyś mieć w 2010, czego brakowało Ci w 2009?
Wena, dobrej organizacji czasu, samodyscypliny, kości po lasach więcej, Amsterdamu może?
7. Która data z 2009 r. pozostanie Ci w pamięci i dlaczego?
25 lutego poparzenie Natalisa
20-23 marca weekend w Berlinie – fajnie było!
22 lipca śmierć Bożeny
Początek września – zwolnieniem, ważna rozmowa nad ostrygami i przewartościowanie priorytetów
8. Największe osiągnięcie mijającego roku?
Powrót do pisania, tak jak pisałam przewartościowanie priorytetów i kilka ważnych decyzji ( teraz czekać na realizacje), zaczęłam tańczyć i robię to z zaangażowaniem i systematycznie. To że odchodząc z pracy nic nie strąciłam a wyniosłam z niej coś cennego – znajomość kilku fajnych ludzi.
9. Największa porażka?
To że w czasie od maja – końca sierpnia stresowałam się pracą która nie była tego warta i nie powiedziałam kilka razy tego co myślę, czyli coś w stylu „ a ja to pier… a was chyba pokręciło”. To że nie zdążyłam się pożegnać z Bożeną. Że w pierwszej połowie roku za mało pisałam.
10. Chorowałaś? Uszkodziłaś sobie ciało w jakiś sposób?
Ospa, dwie grypy.
11. Najlepsza rzecz, jaką kupiłaś?
Afrykańska chustko czapka na targu w Londynie – jest cudowna. Książki, zielona aksamitna kurtka w Krakowie.
12. Na co wydałaś najwięcej pieniędzy?
Książki. I na lodówkę. I na ową kurtkę, ale warta każdej złotówki, torebka słonia Torbalskiego
13. Porównując z tym samym okresem sprzed roku, jesteś teraz:
Szczęśliwsza czy smutniejsza? – szczęśliwsza, ja co roku jestem szczęśliwsza
Starsza czy mądrzejsza? – mądrzejsza, chyba
Chudsza czy grubsza? –hmmm – tak jak było, jak liczyć do świąt….
Bogatsza czy biedniejsza? – biedniejsza materialnie, bogatsza duchowo
14. Czego/co chciałabyś zrobić więcej/bardziej w minionym roku?
Pisać, tańczyć, spędzać czas z Natslem, Kocurem i przyjaciółmi, grać w rpg, jeździć na konwenty, dalej łork on maj inglisz
17. Czego chciałabyś robić mniej w minionym roku?
Siedzieć cicho kiedy chce mi się coś powiedzieć nawet niemiłego, stresować się, mniej spać,
18. Zakochałaś się w 2009?
Cały czas. Codziennie. W każdej chwili. Kocur (-;
19. Co robiłaś w swoje urodziny i ile lat skończyłaś?
29 - łaziłam z Ociepkami po Berlinie, słuchałam Carmen i piłam na umór ( „pić jak wombat po Wagnerze”) wietnamskie drinki
20. Co trzyma Cię przy zdrowych zmysłach?
Kocur, Natalis, Aniołak, Pisanie, czytanie, muzyka, lasy buczynowe, koty, yeraba mate, głos Bryna Terfela, i jeszcze kilka bliskich Osób że nie wymiennie z imienia
21. Ile przeczytałaś książek w tym roku?
Średnio. Koło 38 jak tak policzyłam. W tym 4 tomy Hyperiona które są duże. Dorobiłam się nowej półki na książki.
I Ogólnie na 2010 byle tak dalej. Już wiemy co i jak. A teraz idziemy.
Z aktualności to udało mi się skończyć tekst zadany dla Demonka – i uważam że nie jest zły – choć zadany temat potwornie mi nie siadł. Poza tym zaczęliśmy grać w Cthulu w rpg i jest bardzo bardzo MRU! (-; Że też sobie nie zrobiłam postaci która może iść i łoić potwory.
Wczoraj potwornie mnie zirytował jeden artykuł na Wybiórczej. Nie wiem czy wywiady były po łebkach czy respondentki takie durne ale aż mnie zmroziło. Artykuł jest tu. Kilka kobiet, którym właśnie urodziły się córki w 2002, pytano jak wyobrażają sobie ich przyszłość. Oczywiście mają ją w modny sposób zaplanowaną co do milimetra. Przerażające. Ja mam zaplanowane względem Natalisa tylko ( aż?) tyle, że chcę ją nauczyć samodzielnie myśleć i podejmować decyzje. Jakie to już jej sprawa. A chce żeby była szczęśliwa. Po swojemu. I nie mam preferencji orientacji zawodowej, seksualnej i religijnej. A jak słyszę o paniach co już wiedzą na na jakie kółka zainteresowań noworodka zapiszą, na jakie studia powinien iść i męża z jakiego kraju nie brać to mnie coś trafia. I dzieciakom współczuję. Znak czasów że chcemy mieć wszystko zaplanowane, przygotowane, a samo jesteśmy nieprzygotowani do Życia?
Kilka kwiatków z tego artykułu, czyli jak matki widzą swoje córki za 25 lat.
Dzieciństwo - Musi być rozwojowe, I takie, które procentuj, ( …)
choć na początku to wykańcza finansowo
Rada dla córki Nie ufaj nikomu
Za 25 lat Będzie miała dobrą pracę, będzie dużo zarabiać i sama sobie kupi dobre mieszkanie: duże (żeby nie ograniczało), (…)
Wiem tylko, że córka będzie piękna. Blond włosy, śniada cera, doskonały makijaż
Córka w Unii Chcę, by mieszkała w Polsce i wyszła za Polaka. Nie zniosłabym rozstania, Tylko nie za Niemca, bo są brzydcy
Niech będzie Na początku modelką, Jak Ally McBeal, Niech będzie stomatologiem lub notariuszem
Uczciwość Uczciwi ludzie są na wymarciu
Jej dzień Do trzydziestki powinna coś osiągnąć. A potem przerwa na dziecko (….)Załatwiać sprawy. Zje lunch z koleżankami, bo lunche są bardzo ważne, a po pracy, wieczorem, sącząc martini, będzie opijać kolejny sukces
Wolność Nie będzie wolna
Idea Mogłaby założyć fundację - - Byłaby szanowanym człowiekiem i nikt by na niej psów nie wieszał. Ale czy to się opłaca, sama nie wie. (…) Idea? - Pieniądz. A są jakieś inne?
I moje pytanie, czy kogoś tu pokręciło? Czy ktoś nie oglądał za dużo seriali?
Jako mama pozwoliłam sobie teraz odpowiedzieć na te pytania, które zadała pani z Wybiórczej. Mam ten komfort że już troszkę Natslisa jako człowieka znam.
Dzieciństwo Radosne, beztroskie, bliskie rodzicom, odkrywające świat.
Rada dla córki Bądź sobą, bądź odważna i uczciwa do samej sobie. Nie krzywdź i nie pozwól się krzywdzić nikomu.
Za 25 lat Będzie miała tyle co ja teraz. I życzę jej żeby byłą w dobrym miejscu w życiu. I żeby miała jeszcze dużo przed sobą. Czyli – w drodze. Jak i gdzie to jej sprawa.
Córka w Unii A gdzie będzie to jej wybór. A ja wiem czy będzie w Unii?
Niech będzie Nie, nie będę wymieniać zawodów. Niech będzie mądrym człowiekiem. I pogodnym.
Uczciwość Przede wszystkim wobec siebie. Jak się wobec siebie jest to wobec świata wychodzi naturalnie.
Jej dzień Każdy inny. Każdy niepowtarzalny. Każdy wykorzystany.
Wolność Przede wszystkim ducha. Wolność jako odpowiedzilność i coś niezbędnego jak powietrze.
Idea Musi wybrać ją sama, ale dobrze żeby ona była. Żeby wierzyła, że jest Coś o co warto walczyć i kopać przez to życie jak krecik korytarze.
A już zupełnie poza tym to doszłam do siebie po Świętach. Cieszę się na sylwetra i na dwa spotkania z ludźmi których znałam lata temu w nowym roku.
Czytam: ( Jeszcze raz) Clarissa Estes Biegnąca z Wilkami
Jeanette Winterson – Brzenię
Bruno Bettelheim- Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni
Słucham:
Orkiestra Świętego Mikołaja
Don Giovanni ( prezentowy! – będę słuchać jak się pieroństwo skonwertuje ale już się cieszę)
Byłam na żywo w kinie na Opowieściach Hoffmana - MIODZIO - boska realizacja ale o tym innym razem!
I Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku i dobrej zabawy na Sylwestra! Mruuuu!
Etykiety:
Codzienności wombacie,
Jest źle,
O Świecie marudzenie,
Święta
środa, 24 grudnia 2008
Wesołych Świąt!
Wesołych Dobrych Świąt Wszystkim!
Życzę wam Miłości, Spokoju ducha, optymizmu i ciepła. Dobrych ludzi w około, oczu otwartych , żebyście nigdy w życiu nie zostawali w tyle i niczego się nie bali. Udanych skoków na głęboką wodę w tym roku życzę. Sobie i wam. Mru.
W sumie czego innego każdemu z was życzę. Inne życzenia pójdą myślami do Warszawy do Czarodziejów, inne nad morze, inne do Krakowa/Rudy śląskiej, inne do Gliwic. Inne do jeszcze innych miejsc., Tak czy inaczej ten świąteczny czas myślę o was ciepło.
Choinka z pozdrowieniami dla Choinki Zuzy.

I mały Natalis.

Nagła zmiana planów i w tym roku jednak nie w Łupkowie. Trochę mi żal, ale decyzja miała swoje podstawy. Jaka była Wigilia? Dobra. Bardzo dobra. Dorosła.
Po raz pierwszy w trójkę z kocurem. Po raz pierwszy wzięta odpowiedzialność na nas za to jakie to będą święta. Nie powiem, że się nie bałam jak to wyjdzie. Nie lubimy tych z rodzinną? Jasne, można się spotykać jak co roku i udawać męczennika. A tak wzięłam / wzięliśmy odpowiedzialność na siebie. To chyba taki czas tester – nie da się ukryć za dużo za choinką i uszkami. Coś się otwiera i wychodzi czy jest dobrze, czy pusto. Zresztą ja mam dużą traumę świąteczną i trochę mnie kosztuje żeby na tej dziurze coś budować.
Czuję się spokojnie, ciepło i jakoś dorośle. Jakbym poczuła, ze coś jest kawałkiem, mojego ( naszego) życia, mojej ( naszej) rodziny, moich ( naszych) Świąt. Trochę budzenie w sobie archetypicznej Hestii. I to nie w tym najpłytszym wymiarze „ posprzątaj ugotuj” ale w tym głębszym – tworzenia miejsca – domu – własnej przestrzeni. Bardzo to nowe, ale i przyjemne.
Nie obeszło się bez wpadek kulinarnych. Wymyśliłam kutię. Namoczyłam pszenicę, gotuję ją ( coś szybko dobra była, ale ok zrobiłam). Potem chce gotować kaszę pencak i patrzę na opakowanie a tam jak byk „ pszenica” - zrobiłam kutie z kaszy. Jest oryginalne. Jadalne nawet też, choć w tym roku gościły u nas smaczniejsze potrawy.
A w tle leci prezent Świąteczny – Bryn Terfel – Opera Arias. Ten pan mnie gotów do Wagnera przekonać. Co ja mówię do Wagnera, jakby tym głosem śpiewał pieśni weselne polskie to bym padła (-;
A i zapomniane sprawozdanie z remontu. Melduję że skończyliśmy. Na pierwszym planie Pająk Stefan. Tak jak widać ściany są fioletowo – lawendowe, sufit żółtawy, a na dole są kwiatki wszelakie i ślimaki. Dużo było z tym pracy. Bardzo dużo. Ale zrobiliśmy coś razem. Kawałek naszej przestrzeni, naszym pomysłem i pracą a nie tylko przelewam na rzecz firmy remontowej. To jest jakiś pierwotny instynkt – moja jaskinia – sama skóry wieszam. W każdym razie skłamałabym jakbym powiedziała, że nie jestem zadowolona. (-;




Życzę wam Miłości, Spokoju ducha, optymizmu i ciepła. Dobrych ludzi w około, oczu otwartych , żebyście nigdy w życiu nie zostawali w tyle i niczego się nie bali. Udanych skoków na głęboką wodę w tym roku życzę. Sobie i wam. Mru.
W sumie czego innego każdemu z was życzę. Inne życzenia pójdą myślami do Warszawy do Czarodziejów, inne nad morze, inne do Krakowa/Rudy śląskiej, inne do Gliwic. Inne do jeszcze innych miejsc., Tak czy inaczej ten świąteczny czas myślę o was ciepło.
Choinka z pozdrowieniami dla Choinki Zuzy.

I mały Natalis.

Nagła zmiana planów i w tym roku jednak nie w Łupkowie. Trochę mi żal, ale decyzja miała swoje podstawy. Jaka była Wigilia? Dobra. Bardzo dobra. Dorosła.
Po raz pierwszy w trójkę z kocurem. Po raz pierwszy wzięta odpowiedzialność na nas za to jakie to będą święta. Nie powiem, że się nie bałam jak to wyjdzie. Nie lubimy tych z rodzinną? Jasne, można się spotykać jak co roku i udawać męczennika. A tak wzięłam / wzięliśmy odpowiedzialność na siebie. To chyba taki czas tester – nie da się ukryć za dużo za choinką i uszkami. Coś się otwiera i wychodzi czy jest dobrze, czy pusto. Zresztą ja mam dużą traumę świąteczną i trochę mnie kosztuje żeby na tej dziurze coś budować.
Czuję się spokojnie, ciepło i jakoś dorośle. Jakbym poczuła, ze coś jest kawałkiem, mojego ( naszego) życia, mojej ( naszej) rodziny, moich ( naszych) Świąt. Trochę budzenie w sobie archetypicznej Hestii. I to nie w tym najpłytszym wymiarze „ posprzątaj ugotuj” ale w tym głębszym – tworzenia miejsca – domu – własnej przestrzeni. Bardzo to nowe, ale i przyjemne.
Nie obeszło się bez wpadek kulinarnych. Wymyśliłam kutię. Namoczyłam pszenicę, gotuję ją ( coś szybko dobra była, ale ok zrobiłam). Potem chce gotować kaszę pencak i patrzę na opakowanie a tam jak byk „ pszenica” - zrobiłam kutie z kaszy. Jest oryginalne. Jadalne nawet też, choć w tym roku gościły u nas smaczniejsze potrawy.
A w tle leci prezent Świąteczny – Bryn Terfel – Opera Arias. Ten pan mnie gotów do Wagnera przekonać. Co ja mówię do Wagnera, jakby tym głosem śpiewał pieśni weselne polskie to bym padła (-;
A i zapomniane sprawozdanie z remontu. Melduję że skończyliśmy. Na pierwszym planie Pająk Stefan. Tak jak widać ściany są fioletowo – lawendowe, sufit żółtawy, a na dole są kwiatki wszelakie i ślimaki. Dużo było z tym pracy. Bardzo dużo. Ale zrobiliśmy coś razem. Kawałek naszej przestrzeni, naszym pomysłem i pracą a nie tylko przelewam na rzecz firmy remontowej. To jest jakiś pierwotny instynkt – moja jaskinia – sama skóry wieszam. W każdym razie skłamałabym jakbym powiedziała, że nie jestem zadowolona. (-;




wtorek, 11 listopada 2008
(-;
Jest bardzo bardzo dobra nowina!
Właśnie się ostatecznie ustaliło, że z Kocurem i Natalią jedziemy na wigilię do Łupkowa. Będzie chatkowy, może jeszcze kilka zgubionych po bieszczadzkich drogach dusz. Pierwsze od nastu lat święta na które się autentycznie cieszę i ich oczekuję. Pierwsze od pięciu na które się nie stresuję. Perspektywa bycia daleko od mojej rodziny generacyjnej napawa mnie jakąś dziwną radością. Perspektywa tego, co mnie kiedyś przerażało i budziło wtręt, tych wszystkich świątecznych atrybutów choinek i ciast, teraz sprawia że jestem szczęśliwa tak, że mam ochotę skakać pod sufit. Będzie dobrze. Musi być.
I przy tym ogłoszenie do czytających: My pojedziemy, ale pewnie jakoś się przy stole miejsce znajdzie z nami. Jeżeli też wasza perspektywa świąt nie cieszy to zapraszamy. Nie
umawiajcie się, nie meldujcie, nie zapowiadajcie. Po prostu jeżeli macie ochotę i myślicie o nas ciepło, macie ochotę na święta bez prądu, w ciszy, przyjaźni i miłości to wpadajcie. Będziemy mieli niespodziankę jak coś.
Właśnie się ostatecznie ustaliło, że z Kocurem i Natalią jedziemy na wigilię do Łupkowa. Będzie chatkowy, może jeszcze kilka zgubionych po bieszczadzkich drogach dusz. Pierwsze od nastu lat święta na które się autentycznie cieszę i ich oczekuję. Pierwsze od pięciu na które się nie stresuję. Perspektywa bycia daleko od mojej rodziny generacyjnej napawa mnie jakąś dziwną radością. Perspektywa tego, co mnie kiedyś przerażało i budziło wtręt, tych wszystkich świątecznych atrybutów choinek i ciast, teraz sprawia że jestem szczęśliwa tak, że mam ochotę skakać pod sufit. Będzie dobrze. Musi być.
I przy tym ogłoszenie do czytających: My pojedziemy, ale pewnie jakoś się przy stole miejsce znajdzie z nami. Jeżeli też wasza perspektywa świąt nie cieszy to zapraszamy. Nie
umawiajcie się, nie meldujcie, nie zapowiadajcie. Po prostu jeżeli macie ochotę i myślicie o nas ciepło, macie ochotę na święta bez prądu, w ciszy, przyjaźni i miłości to wpadajcie. Będziemy mieli niespodziankę jak coś.
poniedziałek, 9 kwietnia 2007
I się święta skończyły. Całe szczęcie. O ile Wielki Czwartek, Piątek i Sobota były bardzo miłe i ciepłe – pełne modlitwy, ciepłej atmosfery z Kocurem i miłego krzątania się ( wyszło mi ciasto drożdżowe!), to po Rezurekcji Święta by się mogły skończyć.
Wizyty rodzinne są dla mnie stresujące, nieprzyjemnie i irytujące. W różnym stopniu drażni i irytuje mnie rodzina Kocura co moja. Każda jest na swój sposób durna że boli. I w każdej czuję się tak samo obco.
Kiedy byłam mała moja ciotka mi powtarzała ze po porodzie mnie podrzuciła jakaś ukraińska położna – i teraz ich dzieciątko cierpi u chacharstwa a durny bachor ( czyli ja) u nich ma się dobrze. Historia jak się potem okazało była wyssana z palca, ale ma ironiczne zakończenie. Nie mogę się pozbyć wrażenia braku korzeni. Zerowych związków emocjonalnych z własną rodziną. I olbrzymiej tęsknoty do Rodziny której nie mam i mieć nigdy nie będę. Taką którą gdzieś w środku w tajemnicy sobie wymyślam. Jak każda zła rzecz ta też ma jakieś swoje pozytywy. Jako osoba bez korzeni strasznie łatwo się adaptuję. W nowym środowisku, domu, kraju, kulturze – po kilku minutach czuję się jak u siebie. A że są to relacje często powierzchowne i tak często się z nich wycofuję równie łatwo jak w nie wchodzę.
Muszę sobie kiedyś z tym poradzić. Tylko ni cholery nie wiem jak.
Dobrze koniec marudzenia. Zabieram się do Pisania. Za długo nie pisałam. Nie powiem czego, pokaże jak będzie. Jest we mnie tyle goryczy, że trzeba korzystać. (-;
Wizyty rodzinne są dla mnie stresujące, nieprzyjemnie i irytujące. W różnym stopniu drażni i irytuje mnie rodzina Kocura co moja. Każda jest na swój sposób durna że boli. I w każdej czuję się tak samo obco.
Kiedy byłam mała moja ciotka mi powtarzała ze po porodzie mnie podrzuciła jakaś ukraińska położna – i teraz ich dzieciątko cierpi u chacharstwa a durny bachor ( czyli ja) u nich ma się dobrze. Historia jak się potem okazało była wyssana z palca, ale ma ironiczne zakończenie. Nie mogę się pozbyć wrażenia braku korzeni. Zerowych związków emocjonalnych z własną rodziną. I olbrzymiej tęsknoty do Rodziny której nie mam i mieć nigdy nie będę. Taką którą gdzieś w środku w tajemnicy sobie wymyślam. Jak każda zła rzecz ta też ma jakieś swoje pozytywy. Jako osoba bez korzeni strasznie łatwo się adaptuję. W nowym środowisku, domu, kraju, kulturze – po kilku minutach czuję się jak u siebie. A że są to relacje często powierzchowne i tak często się z nich wycofuję równie łatwo jak w nie wchodzę.
Muszę sobie kiedyś z tym poradzić. Tylko ni cholery nie wiem jak.
Dobrze koniec marudzenia. Zabieram się do Pisania. Za długo nie pisałam. Nie powiem czego, pokaże jak będzie. Jest we mnie tyle goryczy, że trzeba korzystać. (-;
niedziela, 24 grudnia 2006
Wigilia. Chyba mój najbardziej nie lubiany dzień roku. Szlag mnie zaczyna trafiać już na jakieś trzy tygodnie przed nim. Po pierwsze chordy mikołajów i histeria zakupów. Kiczowate dekoracje i natrętne promocje. Obłęd. Potem dochodzi histeria rodziny „A co kupić na prezenty? A co zrobić do żarcia?” Nie ma tak fajnie, żebyśmy mogli z kocurem mieć Święta razem. Za dobrze by było, niemożliwie i już. Spęczamy więc z całą zgrają mojej; moi rodzice, ciotka, teściowe i siostra męża ( którą akurat nawet lubię). Zasadniczo już jakiś tydzień przed świętami chodzę podminowana, na przemian smutna i zła. W zeszłym roku pisałam w tym czasie Ćmę – kto czytał ten zna moje nastroje. A czemu to mnie tak wkurzają?
Po pierwsze to nie bardzo się dogaduję ze swoją rodziną i teściem. ( Eufemizm taki w zasadzie to się w ogóle nie dogaduję). I raz w roku muszę z nimi ( wszystkimi na raz!) siadać razem i udawać jak jest fajnie. I nie mam słodkiej alternatywy, że jak coś, to się pożrę, trzasnę drzwiami i wyjdę. No, no, jak to – toć wigilia.
Dwa, prezenty. Chyba najbardziej nie lubiana część świąt. Trzeba ( podkreślam trzeba a nie można) je wymyślać i za nimi latać. A i tak najczęściej nie trafiają. W tym roku obarczono mnie wybraniem ( ba nawet i kupieniem) prezentu dla siebie. Bo by nie mamy czasu. A jak mówię ze nic nie chce, że sobie po świętach kupię, to nie, bo tradycja i prezenty muszą być.
Trzy, wymiar religijny. To nie jest pieprzona gwiazdka. To jest Boże Narodzenie. I jak siadam do stołu z osobami, które w większości nie wierzą, to ja się pytam po co. Na pamiątkę czego? Ostatnio za granicą grzmiano, że powinno się zlikwidować religijny charakter świąt. To ja powiem, przewrotnie ( mam nadzieję, że nikogo z czytelników za bardzo nie obrażę), że nie mnie drażni jak osoby dla których to święto nie ma wymiaru religijnego je świętują. To może zaczniemy od przyszłego roku ramadan, co? A najgorsze to, że przez te całe przepychanki i awantury sama mam nieuporządkowane stosunki z Górą. Jeżeli w jakąś części roku jestem najdalej od Boga to w Święta. Bo przeważnie jestem zła i zmierzła.
Cztery. Karpie. Ja ryby jem, ale tego co się wyprawia z tymi stworzeniami w imię tradycji to pojąć nie mogę. I robi mi się niedobrze, bo oczywiście u moich rodziców karp musi być „tradycyjny”
Z tego wszystkiego rozpaczliwie w jakiś sposób tęsknie za miłymi rzeczami na święta. Po pierwsze to mamy z kocurem „glejt na choinkę” – czyli układ, że cała jazda i perturbacje związane ze świętami nie dotyczą choinki. Ubieramy nasza z przyjemnością i wkładamy w to całkiem sporo serca. Dwa lubię robić uszka. Trzy dostawać życzenia – Nawe te p[rzez gg i hurtowo wysyłane maile. Niby nic ale troszkę cieszy.
Zatem kończąc temat Świąt: Życzę wam spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. I żebyście się wzajemnie kochali i byli blisko. Mry. I pomyziajcie koty na Święta.
A z inszych newsów ze świata labrujów to
- kończę pisać pojedynek i nawet to jakoś idzie, acz pewnie będę musiała Sem prosić o dwa dni więcej
- byłam na spotkaniu ŚKF-u ( Śląskiego Klubu Fantastyki) sekcji pisaniowej io strasznie mi się podobało. Pewnikiem będę się tam pojawiać co miesiąc pisząc tekty do pastwienia się.
- dzisiaj znowu mnie dorwała tęsknota Afrykańska. Nie lubię zimy. A pewne rzeczy w duszy siedzą. Kocham Natalia i cieszę się, że jest, ale jakby go nie było….to by mnie tu gdzie jestem pewnie też.
- strasznie żałuję, że mnie nie było na wigilii Tn-owej. Ale bywa konieczność wyższa. Nie wiem czy tam w Wawie to czuli, ale intensywnie o nich myślałam
To tyle. Jutro wigilia. Łatwo nie będzie, więc trzymajcie kciuki. Mry.
ps. a po świętach zrobię sobie prezent. Zabiorę się wreszcie za nowy szblon na bloga. A co.
Po pierwsze to nie bardzo się dogaduję ze swoją rodziną i teściem. ( Eufemizm taki w zasadzie to się w ogóle nie dogaduję). I raz w roku muszę z nimi ( wszystkimi na raz!) siadać razem i udawać jak jest fajnie. I nie mam słodkiej alternatywy, że jak coś, to się pożrę, trzasnę drzwiami i wyjdę. No, no, jak to – toć wigilia.
Dwa, prezenty. Chyba najbardziej nie lubiana część świąt. Trzeba ( podkreślam trzeba a nie można) je wymyślać i za nimi latać. A i tak najczęściej nie trafiają. W tym roku obarczono mnie wybraniem ( ba nawet i kupieniem) prezentu dla siebie. Bo by nie mamy czasu. A jak mówię ze nic nie chce, że sobie po świętach kupię, to nie, bo tradycja i prezenty muszą być.
Trzy, wymiar religijny. To nie jest pieprzona gwiazdka. To jest Boże Narodzenie. I jak siadam do stołu z osobami, które w większości nie wierzą, to ja się pytam po co. Na pamiątkę czego? Ostatnio za granicą grzmiano, że powinno się zlikwidować religijny charakter świąt. To ja powiem, przewrotnie ( mam nadzieję, że nikogo z czytelników za bardzo nie obrażę), że nie mnie drażni jak osoby dla których to święto nie ma wymiaru religijnego je świętują. To może zaczniemy od przyszłego roku ramadan, co? A najgorsze to, że przez te całe przepychanki i awantury sama mam nieuporządkowane stosunki z Górą. Jeżeli w jakąś części roku jestem najdalej od Boga to w Święta. Bo przeważnie jestem zła i zmierzła.
Cztery. Karpie. Ja ryby jem, ale tego co się wyprawia z tymi stworzeniami w imię tradycji to pojąć nie mogę. I robi mi się niedobrze, bo oczywiście u moich rodziców karp musi być „tradycyjny”
Z tego wszystkiego rozpaczliwie w jakiś sposób tęsknie za miłymi rzeczami na święta. Po pierwsze to mamy z kocurem „glejt na choinkę” – czyli układ, że cała jazda i perturbacje związane ze świętami nie dotyczą choinki. Ubieramy nasza z przyjemnością i wkładamy w to całkiem sporo serca. Dwa lubię robić uszka. Trzy dostawać życzenia – Nawe te p[rzez gg i hurtowo wysyłane maile. Niby nic ale troszkę cieszy.
Zatem kończąc temat Świąt: Życzę wam spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. I żebyście się wzajemnie kochali i byli blisko. Mry. I pomyziajcie koty na Święta.
A z inszych newsów ze świata labrujów to
- kończę pisać pojedynek i nawet to jakoś idzie, acz pewnie będę musiała Sem prosić o dwa dni więcej
- byłam na spotkaniu ŚKF-u ( Śląskiego Klubu Fantastyki) sekcji pisaniowej io strasznie mi się podobało. Pewnikiem będę się tam pojawiać co miesiąc pisząc tekty do pastwienia się.
- dzisiaj znowu mnie dorwała tęsknota Afrykańska. Nie lubię zimy. A pewne rzeczy w duszy siedzą. Kocham Natalia i cieszę się, że jest, ale jakby go nie było….to by mnie tu gdzie jestem pewnie też.
- strasznie żałuję, że mnie nie było na wigilii Tn-owej. Ale bywa konieczność wyższa. Nie wiem czy tam w Wawie to czuli, ale intensywnie o nich myślałam
To tyle. Jutro wigilia. Łatwo nie będzie, więc trzymajcie kciuki. Mry.
ps. a po świętach zrobię sobie prezent. Zabiorę się wreszcie za nowy szblon na bloga. A co.
Etykiety:
Codzienności wombacie,
Rodzina,
Święta
piątek, 24 marca 2006
Plany na sobotę: Wizyta u rodziców. Bla, bla, bla mądre słowa o budowaniu relacji i tolerancji. Tylko, że moja matka zadzwoniła, żeby mnie zaprosić, a ja jak ją usłyszałam zrobiłam się zielona i stwierdziłam, że co jak, co, ale nie przyjdę. Kocur powiedział kiedyś że ja mam falowo – raz relacje fatalne z ojcem ( neutralne z mamą), raz na odwrót.
Chwilowo alergia na rodzicielkę. Nie, nie zmuszą mnie do wizyty.
Z tym zrywaniem korzeni o których pisałam to jest tak, że nie wystarczy zerwać kontakt – bo stuk stuk sumienie się odzywa. I okazuje się, że ich w sumie kocham, że oni tacy biedni i mają tylko mnie, a ja taka podłą. I poczucie winy i dalejże nakręcać się od początku. To trzeba jakoś pozytywnie poukładać. Tylko jak? Skoro krótka rozmowa przez telefon sprawia moja dobra energia gdzieś się ulatnia. Ile to razy usłyszałam, że szantażuję i jestem podła. To jestem i w zad mnie ugryźcie. Wyrywać serca razem wraz z migdałkami.
Rozważam dezercję ze Świąt. Optymalnie byłoby gdybym wszystkich zaprosiła, przygotowała, a potem poszła na długi spacer. Wróciłabym po i posprzątała. Wszyscy by byli zadowoleni. Tylko tak się chyba nie da.
Zabieram się wreszcie do rozmyślań przepojedynkowych. I do przekopywania się przez stosy literatury historycznej. Na co mi to był? Nie miała baba kłopotu rzuciła se rękawicą.
Dobra wiadomość na dziś: od czwartku kocur ma niech kapkę więcej czasu. Wreszcie.
ZDECYDOWAŁAM: NIE ROBIĘ ŚWIĄT NIECH MNIE W ZAD UGRYZĄ
Chwilowo alergia na rodzicielkę. Nie, nie zmuszą mnie do wizyty.
Z tym zrywaniem korzeni o których pisałam to jest tak, że nie wystarczy zerwać kontakt – bo stuk stuk sumienie się odzywa. I okazuje się, że ich w sumie kocham, że oni tacy biedni i mają tylko mnie, a ja taka podłą. I poczucie winy i dalejże nakręcać się od początku. To trzeba jakoś pozytywnie poukładać. Tylko jak? Skoro krótka rozmowa przez telefon sprawia moja dobra energia gdzieś się ulatnia. Ile to razy usłyszałam, że szantażuję i jestem podła. To jestem i w zad mnie ugryźcie. Wyrywać serca razem wraz z migdałkami.
Rozważam dezercję ze Świąt. Optymalnie byłoby gdybym wszystkich zaprosiła, przygotowała, a potem poszła na długi spacer. Wróciłabym po i posprzątała. Wszyscy by byli zadowoleni. Tylko tak się chyba nie da.
Zabieram się wreszcie do rozmyślań przepojedynkowych. I do przekopywania się przez stosy literatury historycznej. Na co mi to był? Nie miała baba kłopotu rzuciła se rękawicą.
Dobra wiadomość na dziś: od czwartku kocur ma niech kapkę więcej czasu. Wreszcie.
ZDECYDOWAŁAM: NIE ROBIĘ ŚWIĄT NIECH MNIE W ZAD UGRYZĄ
Etykiety:
Codzienności wombacie,
Jest źle,
Rodzina,
Święta