piątek, 24 marca 2006

Plany na sobotę: Wizyta u rodziców. Bla, bla, bla mądre słowa o budowaniu relacji i tolerancji. Tylko, że moja matka zadzwoniła, żeby mnie zaprosić, a ja jak ją usłyszałam zrobiłam się zielona i stwierdziłam, że co jak, co, ale nie przyjdę. Kocur powiedział kiedyś że ja mam falowo – raz relacje fatalne z ojcem ( neutralne z mamą), raz na odwrót.
Chwilowo alergia na rodzicielkę. Nie, nie zmuszą mnie do wizyty.
Z tym zrywaniem korzeni o których pisałam to jest tak, że nie wystarczy zerwać kontakt – bo stuk stuk sumienie się odzywa. I okazuje się, że ich w sumie kocham, że oni tacy biedni i mają tylko mnie, a ja taka podłą. I poczucie winy i dalejże nakręcać się od początku. To trzeba jakoś pozytywnie poukładać. Tylko jak? Skoro krótka rozmowa przez telefon sprawia moja dobra energia gdzieś się ulatnia. Ile to razy usłyszałam, że szantażuję i jestem podła. To jestem i w zad mnie ugryźcie. Wyrywać serca razem wraz z migdałkami.

Rozważam dezercję ze Świąt. Optymalnie byłoby gdybym wszystkich zaprosiła, przygotowała, a potem poszła na długi spacer. Wróciłabym po i posprzątała. Wszyscy by byli zadowoleni. Tylko tak się chyba nie da.

Zabieram się wreszcie do rozmyślań przepojedynkowych. I do przekopywania się przez stosy literatury historycznej. Na co mi to był? Nie miała baba kłopotu rzuciła se rękawicą.

Dobra wiadomość na dziś: od czwartku kocur ma niech kapkę więcej czasu. Wreszcie.



ZDECYDOWAŁAM: NIE ROBIĘ ŚWIĄT NIECH MNIE W ZAD UGRYZĄ

0 komentarze:

Prześlij komentarz