Wigilia. Chyba mój najbardziej nie lubiany dzień roku. Szlag mnie zaczyna trafiać już na jakieś trzy tygodnie przed nim. Po pierwsze chordy mikołajów i histeria zakupów. Kiczowate dekoracje i natrętne promocje. Obłęd. Potem dochodzi histeria rodziny „A co kupić na prezenty? A co zrobić do żarcia?” Nie ma tak fajnie, żebyśmy mogli z kocurem mieć Święta razem. Za dobrze by było, niemożliwie i już. Spęczamy więc z całą zgrają mojej; moi rodzice, ciotka, teściowe i siostra męża ( którą akurat nawet lubię). Zasadniczo już jakiś tydzień przed świętami chodzę podminowana, na przemian smutna i zła. W zeszłym roku pisałam w tym czasie Ćmę – kto czytał ten zna moje nastroje. A czemu to mnie tak wkurzają?
Po pierwsze to nie bardzo się dogaduję ze swoją rodziną i teściem. ( Eufemizm taki w zasadzie to się w ogóle nie dogaduję). I raz w roku muszę z nimi ( wszystkimi na raz!) siadać razem i udawać jak jest fajnie. I nie mam słodkiej alternatywy, że jak coś, to się pożrę, trzasnę drzwiami i wyjdę. No, no, jak to – toć wigilia.
Dwa, prezenty. Chyba najbardziej nie lubiana część świąt. Trzeba ( podkreślam trzeba a nie można) je wymyślać i za nimi latać. A i tak najczęściej nie trafiają. W tym roku obarczono mnie wybraniem ( ba nawet i kupieniem) prezentu dla siebie. Bo by nie mamy czasu. A jak mówię ze nic nie chce, że sobie po świętach kupię, to nie, bo tradycja i prezenty muszą być.
Trzy, wymiar religijny. To nie jest pieprzona gwiazdka. To jest Boże Narodzenie. I jak siadam do stołu z osobami, które w większości nie wierzą, to ja się pytam po co. Na pamiątkę czego? Ostatnio za granicą grzmiano, że powinno się zlikwidować religijny charakter świąt. To ja powiem, przewrotnie ( mam nadzieję, że nikogo z czytelników za bardzo nie obrażę), że nie mnie drażni jak osoby dla których to święto nie ma wymiaru religijnego je świętują. To może zaczniemy od przyszłego roku ramadan, co? A najgorsze to, że przez te całe przepychanki i awantury sama mam nieuporządkowane stosunki z Górą. Jeżeli w jakąś części roku jestem najdalej od Boga to w Święta. Bo przeważnie jestem zła i zmierzła.
Cztery. Karpie. Ja ryby jem, ale tego co się wyprawia z tymi stworzeniami w imię tradycji to pojąć nie mogę. I robi mi się niedobrze, bo oczywiście u moich rodziców karp musi być „tradycyjny”
Z tego wszystkiego rozpaczliwie w jakiś sposób tęsknie za miłymi rzeczami na święta. Po pierwsze to mamy z kocurem „glejt na choinkę” – czyli układ, że cała jazda i perturbacje związane ze świętami nie dotyczą choinki. Ubieramy nasza z przyjemnością i wkładamy w to całkiem sporo serca. Dwa lubię robić uszka. Trzy dostawać życzenia – Nawe te p[rzez gg i hurtowo wysyłane maile. Niby nic ale troszkę cieszy.
Zatem kończąc temat Świąt: Życzę wam spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. I żebyście się wzajemnie kochali i byli blisko. Mry. I pomyziajcie koty na Święta.
A z inszych newsów ze świata labrujów to
- kończę pisać pojedynek i nawet to jakoś idzie, acz pewnie będę musiała Sem prosić o dwa dni więcej
- byłam na spotkaniu ŚKF-u ( Śląskiego Klubu Fantastyki) sekcji pisaniowej io strasznie mi się podobało. Pewnikiem będę się tam pojawiać co miesiąc pisząc tekty do pastwienia się.
- dzisiaj znowu mnie dorwała tęsknota Afrykańska. Nie lubię zimy. A pewne rzeczy w duszy siedzą. Kocham Natalia i cieszę się, że jest, ale jakby go nie było….to by mnie tu gdzie jestem pewnie też.
- strasznie żałuję, że mnie nie było na wigilii Tn-owej. Ale bywa konieczność wyższa. Nie wiem czy tam w Wawie to czuli, ale intensywnie o nich myślałam
To tyle. Jutro wigilia. Łatwo nie będzie, więc trzymajcie kciuki. Mry.
ps. a po świętach zrobię sobie prezent. Zabiorę się wreszcie za nowy szblon na bloga. A co.
niedziela, 24 grudnia 2006
Etykiety:
Codzienności wombacie,
Rodzina,
Święta
środa, 13 grudnia 2006
Chodzi za mną cały dzień. Niejaka Natti powinna wiedzieć czemu.
Oh why was I born with a different face
Why was I not born like the rest of my race
When I look each one starts
When I speak, I offend
Then I'm silent and passive and lose every friend
Improvement makes straight roads
But the crooked roads without improvement
Are roads of genius
Poza tym Czytam:
Arturo Perez Reverte, A w Madrycie nadal znakomicie
Leonie Swann, Sprawiedliwość Owiec
Słucham:
Nic nie słucham, bo jestem zła na muzykę. Dziś we Wrocławiu koncert Habakuka wykonującego Kaczmarskiego a mnie tam nie ma. Bu.
Oh why was I born with a different face
Why was I not born like the rest of my race
When I look each one starts
When I speak, I offend
Then I'm silent and passive and lose every friend
Improvement makes straight roads
But the crooked roads without improvement
Are roads of genius
Poza tym Czytam:
Arturo Perez Reverte, A w Madrycie nadal znakomicie
Leonie Swann, Sprawiedliwość Owiec
Słucham:
Nic nie słucham, bo jestem zła na muzykę. Dziś we Wrocławiu koncert Habakuka wykonującego Kaczmarskiego a mnie tam nie ma. Bu.
środa, 6 grudnia 2006
Czy pani wierzy w Mikołaja?
I tu następuje jedyna słuszna odpowiedz: tak wierzę.
A ja kurna nie wierzę. Wierzę w Świętego i żal mi go jak jest profanowany. I nie tylko chodzi mi o te stada obleśnych dziadów w czerwonych płaszczach i seksi laseczek z czerwonymi biustonoszami. Chodzi mi o to, że zrobili z Mikołaja patrona Komercji. Ha, to dziś najważniejsze święto. Dzieciom się Należy prezent. I słyszę cięgle w głowie, daj, kup, daj, kup. A nie pomyślał, ktoś że to święto Dawania Komuś? Dawania, ale nie takich wymuszonych i nietrafionych prezentów, ale czegoś co komuś z otoczenia może być potrzebne? Może komuś wcale nie bliskiemu, komu nie musimy dawać, brakuje czegoś materialnego? Albo komuś brakuje czegoś zwykłego, rozmowy, ciepła? Wiem, że będę ostrożna z uczeniem Natalia Mikołajek. Że chciałabym jej pokazać przygodę z Dawaniem i co poprzedza danie, rozejrzenie się komu czego naprawdę brakuje. A nie odbieranie należnych giftów jak zasiłku z mopsu. Bo tak, bo się należy. Mikołaj w końcu kurna jest.
Dlatego nie wierzę w Mikołaja co daje Prezenty. Nie wierzę w mikołajki i szczerze nie cierpię tego święta. A temu prawdziwemu Świętemu w dniu jego imienin życzę cierpliwości. I proszę go ładnie, żeby mimo wszystko nie rzucił tego w cholerę i nie przestał nam Dawać –Wzajemnej Miłości.
PS. Dziś nikomu niczego nie dałam. Wydaje mi się że zazwyczaj umiem się dzielić tym co ważne a dziś ochoty nie miałam. Zjechałam tylko z błotem Młodego Głupiego Azula. Może coś w nim zostanie z tego co mówiłam, acz miłe to nie było.
I tu następuje jedyna słuszna odpowiedz: tak wierzę.
A ja kurna nie wierzę. Wierzę w Świętego i żal mi go jak jest profanowany. I nie tylko chodzi mi o te stada obleśnych dziadów w czerwonych płaszczach i seksi laseczek z czerwonymi biustonoszami. Chodzi mi o to, że zrobili z Mikołaja patrona Komercji. Ha, to dziś najważniejsze święto. Dzieciom się Należy prezent. I słyszę cięgle w głowie, daj, kup, daj, kup. A nie pomyślał, ktoś że to święto Dawania Komuś? Dawania, ale nie takich wymuszonych i nietrafionych prezentów, ale czegoś co komuś z otoczenia może być potrzebne? Może komuś wcale nie bliskiemu, komu nie musimy dawać, brakuje czegoś materialnego? Albo komuś brakuje czegoś zwykłego, rozmowy, ciepła? Wiem, że będę ostrożna z uczeniem Natalia Mikołajek. Że chciałabym jej pokazać przygodę z Dawaniem i co poprzedza danie, rozejrzenie się komu czego naprawdę brakuje. A nie odbieranie należnych giftów jak zasiłku z mopsu. Bo tak, bo się należy. Mikołaj w końcu kurna jest.
Dlatego nie wierzę w Mikołaja co daje Prezenty. Nie wierzę w mikołajki i szczerze nie cierpię tego święta. A temu prawdziwemu Świętemu w dniu jego imienin życzę cierpliwości. I proszę go ładnie, żeby mimo wszystko nie rzucił tego w cholerę i nie przestał nam Dawać –Wzajemnej Miłości.
PS. Dziś nikomu niczego nie dałam. Wydaje mi się że zazwyczaj umiem się dzielić tym co ważne a dziś ochoty nie miałam. Zjechałam tylko z błotem Młodego Głupiego Azula. Może coś w nim zostanie z tego co mówiłam, acz miłe to nie było.
wtorek, 5 grudnia 2006
I kolejny wpis zaczynam od „jak dawno nie nie było”. A co ja poradzę, ze jeżeli chodzi o wykonywane czynności to dni mam dość podobne do siebie? Wszystko co się naprawdę dzieje, co jest dla mnie ważne i rozwijające to przeżywam w środku, w emocjach, między mną a Natalsem. Ćwiczę się w kochaniu i cieszeniu się życiem. Czyli w sumie jak zawsze. A poza tym:
Deklaruje nie pisać o Świętach. Nie lubię, nie polubię, proszę mnie nie przekonywać. Jestem w tym podobna do Scrooga i Snapa. Miałam małą nadzieję że je odwołają, albo przynajmniej przeniosą do wiosny, ale widzę że nici z tego. Rozważam zamknięcie się w łazience w dniach 23-25 grudnia.
Sporo mam ostatnio pomysłów pisaniowych. I może w tym zaczyna się problem. Bo mam ochotę pisać inaczej. Jakoś bokiem mi już wychodzą „mroczne intelektualne narracje pierwszoosobowe z klimatem”. Sęk w tym że dałam moje kawałki bajek do przeczytania dwóm osobom i usłyszałam: Od osoby numer jeden „ za sucho, za szybko, daj więcej opisów” a od drugiej” za wolno, za dużo opisów”. Normalnie się sfrustrować można. Czasu mam jak na lekarstwo, a na pulpicie czekają cztery zaczęte teksty. Czasami brakuje mi mobilizacji. I kogoś kto mnie poprowadzi, może czegoś nauczy, o ile pisania można się uczyć inaczej niż przez czytanie. Aniołak wyciąga mnie do ŚKF'u i chyba to nie jest zły pomysł, taki skok na głęboką wodę. A paskuda namawia na pojedynek. Ona pisze lepiej, dużo lepiej. I jak mnie zje to kosteczki nie zostaną. Ale jest szansa ze dam sie naciągnąć. W końcu Gryffindor, nieprawdaż?
Słuchając Lekcji Tanga wznoszę kubkiem kawy z cynamonem toast za ostanie dni jesieni. Oby jak najdłużej, nawet bez słońca, z deszczem i wiatrem. Byle nie marznąć. I tego wam życzę. Mry
Deklaruje nie pisać o Świętach. Nie lubię, nie polubię, proszę mnie nie przekonywać. Jestem w tym podobna do Scrooga i Snapa. Miałam małą nadzieję że je odwołają, albo przynajmniej przeniosą do wiosny, ale widzę że nici z tego. Rozważam zamknięcie się w łazience w dniach 23-25 grudnia.
Sporo mam ostatnio pomysłów pisaniowych. I może w tym zaczyna się problem. Bo mam ochotę pisać inaczej. Jakoś bokiem mi już wychodzą „mroczne intelektualne narracje pierwszoosobowe z klimatem”. Sęk w tym że dałam moje kawałki bajek do przeczytania dwóm osobom i usłyszałam: Od osoby numer jeden „ za sucho, za szybko, daj więcej opisów” a od drugiej” za wolno, za dużo opisów”. Normalnie się sfrustrować można. Czasu mam jak na lekarstwo, a na pulpicie czekają cztery zaczęte teksty. Czasami brakuje mi mobilizacji. I kogoś kto mnie poprowadzi, może czegoś nauczy, o ile pisania można się uczyć inaczej niż przez czytanie. Aniołak wyciąga mnie do ŚKF'u i chyba to nie jest zły pomysł, taki skok na głęboką wodę. A paskuda namawia na pojedynek. Ona pisze lepiej, dużo lepiej. I jak mnie zje to kosteczki nie zostaną. Ale jest szansa ze dam sie naciągnąć. W końcu Gryffindor, nieprawdaż?
Słuchając Lekcji Tanga wznoszę kubkiem kawy z cynamonem toast za ostanie dni jesieni. Oby jak najdłużej, nawet bez słońca, z deszczem i wiatrem. Byle nie marznąć. I tego wam życzę. Mry