Pokazywanie postów oznaczonych etykietą My. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą My. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 grudnia 2010

Świątecznie

Staram się oddzielić stresy świąteczne - spotkania z rodziną od tego co jest w naszym domu i co jest fajne. Nawet mi w tym roku wychodzi. Na razie.

Choinka w tym roku przyszła z historią. Tak czy inaczej co roku bierzemy najpaskudniejsza choinkę, z której nikt by się nie cieszył, potrójnie o nią dbamy i dla nas jest najfajniejsza. Co prawda w tym roku wyjątkowa lipa - bo ktoś ściętą choinkę włożył do doniczki. Szlag mnie trafia, ale jak ją ktoś tak oszukał należy jej się specjalne traktowanie.

Poza tym robiłyśmy z Nat pierniczki. Dużo. Kiepskie zdjęcia, bo szlag trafił aparat, a nowego jeszcze nie ma więc robione komórką. Przepyszne są ( pierniczki nie zdjęcia)

A w tle podczas wyrabiania leciała Walkiria. Już bardziej mieszczańsko się nie da, ale co, Święta idą.



niedziela, 31 października 2010

W poszukiwaniu jesieni






niedziela, 27 lipca 2008

Ślub

Byliśmy na weselu. Takim prawdziwym wiejskim weselu z bimbrem i prosiakiem pieczonym zamiast tortu. Plus przekonałam się że mój ojciec ma rodzinę – i to całkiem sympatyczną.. Fajne było, sympatyczni ludzie i bardzo fajnie się z kocurem bawiłam. Wszystkie dobre życzenia i myśli dzisiaj dla młodej pary! Nich im będzie ze sobą dobrze.

Tylko, że zdałam sobie sprawę, że gdybym tego ślubu nie brała te sześć lat temu to bym teraz się na niego za chińskiego boga nie zgodziła. Sama obecność w kościele moich rodziców była co najmniej krępująca. Perspektywa tego, ze miałabym przysięgać coś ważnego a potem jeść i bawić się w towarzystwie całej rodziny była wstrząsająca. Jak ja mogłam to znieść? Nie mam ze swoim ślubem jakich niemiłych wspomnień ( wręcz przeciwnie) i dziwię się jak mogłam tak bezboleśnie przejść przez coś tak przerażającego. Może przez te lata zupełnie odcięłam się od swojej generacyjnej rodziny – do tego stopnia, że nie są mi obojętni ale budzą we mnie atak histerii.

Być może mogłabym żyć z kocurem jako panna. Być może ( i bardziej prawdopodobne) byłby ślub gdzieś w Bieszczadach dla nas i małej grupki znajomych. Nie wiem co się we mnie zmieniło. Czy miałam może kiedyś jakąś iluzję że są fajni, czy tak bardzo marzyłam, żeby byli, czy może przez te lata stałam się bardziej krytyczna i zamknięta w sobie. Może jeszcze bardziej znienawidziłam socjomatrixu – bo bycie Żoną i Matką zupełnie nic nic znaczy. Bycie z Kocurem i Natalią znaczy natomiast Wszystko.


Nie mieliśmy niestety aparatu na ślubie wiec w ramach ilustracji i wspomnień nasze zdjęcie. Bo co raz odkrywam, ze Kocur jest najwspanialszym mężczyzna na ziemi.


niedziela, 28 października 2007



Żeby nie było że ja zawsze i w każdej postaci nie lubię Rodziny. Oto My. Jako bonus dla tych co tu wpadają.

środa, 27 czerwca 2007

Kolejna notka osobista, tak moja, że po raz kolejny się cieszę, że mają tu wstęp tylko najbliżsi.

Będzie o kochaniu.

Kocur mnie złości. Paskudnie mnie rani, tak że ściska mnie w żołądku i nie mam ochotę rozmawiać ani się godzić. Mam ochotę się zamknąć w sobie, odciąć i nic już nie czuć.

A potem złość sama przechodzi i jest tylko ciepło.

To chyba to o czym pisze w Krystynie córce Laveransa – miłość jedyna i głęboka i trudna. Raniąca czasem, ale taka która zawsze jest. W szczęściu i nieszczęściu. W tym co boli i cieszy. Stała i niezmienna.

Czasem Kocur mówi, że coś mu zarzucam, a za kilka minut mówię coś wręcz przeciwnego. Tylko, że ja mogę czuć gniew, który za chwilę się roztapia jak lód na gorącej patelni. I to co mówię w złości i to co mówię potem jest tak samo prawdą. Może dlatego dzisiaj nic nie mówiłam.

I tak jak Erlend syn Mikołaja jest życiem Krystyny, tak Kocur jest moim. Jest wszystkim. Nawet tym co nieprzyjemne i tym co boli. Jest.

I jest prawdziwy.