Choinka w tym roku przyszła z historią. Tak czy inaczej co roku bierzemy najpaskudniejsza choinkę, z której nikt by się nie cieszył, potrójnie o nią dbamy i dla nas jest najfajniejsza. Co prawda w tym roku wyjątkowa lipa - bo ktoś ściętą choinkę włożył do doniczki. Szlag mnie trafia, ale jak ją ktoś tak oszukał należy jej się specjalne traktowanie.
Poza tym robiłyśmy z Nat pierniczki. Dużo. Kiepskie zdjęcia, bo szlag trafił aparat, a nowego jeszcze nie ma więc robione komórką. Przepyszne są ( pierniczki nie zdjęcia)
A w tle podczas wyrabiania leciała Walkiria. Już bardziej mieszczańsko się nie da, ale co, Święta idą.

4 komentarze:
http://zdrowa-dusza.com/warsztaty.htm
Przepraszam...to pierwsze to przez przypadek wkleiłam...ja też już po pierniczkach,wasze wyszły piękne! A Natalka jak dumna z nich :)) Podoba mi się wasze podejście do choinki :)
Pierniki cudowne, aż jestem głodna :). Może sama upiekę.
U mnie choinki jeszcze nie ma, ale będzie.
Życzę powodzenia w walce ze stresem światecznym, ja w tym roku na szczęście wyjeżdżam w tym okresie do Warszawy, więc po raz pierwszy od dawna nie jestem sfrustowana ;)
O jejku, z tego wszystkiego zapomniałam, że jestem dla Pani anonimowym bytem internetowym!
Tak więc: Czytam sobie Pani bloga od mniej więcej roku i pragnę Pani bardzo podziękować. Miło wiedzieć, że tacy ludzie jeszcze gdzieś tam są :)).
Prześlij komentarz