środa, 29 sierpnia 2007

Mały apel do czytelników którzy kiedykolwiek będą sie starli się o pracę:
Aplikujcie kiedy wasze kwalifikacje są o stopień dwa niższe niż wymagane. Nie oczekuje sie kandydatów idealnych. Ale niech wasze doświadczenie będzie choć traszkę spójne z tym czego sie oczekuje! Jeżeli piszą „ komunikatywny angielski” a wasz jedyny język to „ słaby rosyjski” oraz jeżeli wymagają „doświadczenia w produkcji spożywczej” A wy macie „ doświadczenia jako ochroniarz na dyskotece, pracownik fabryki czołgów, albo grabarz” To na merlina nie aplikujcie!

Kot przeczytał właśnie 98 CV. I nic nie ma.

sobota, 25 sierpnia 2007

Wczoraj przeszłam Doła. dzięki fachowej interwencji Bliskich nawet sie, z niego wygrzebałam, ale ciągle mi jakoś Tak. Dół wynikał z uświadomienia sobie faktu, ze jestem leń, obibok i nierób.

Przez całe LO i studia przeszłam fuksem. A właściwie fuksem, tupetem i inteligencją. Nie robiłam nic, czego dziś trochę żałuję, bo mogłam wiedzieć więcej, a zmarnowałam dużo czasu. Kot szedł po najmniejszej linii oporu po tytułem jakoś to będzie. I było. Jakoś.

Niestety okazało się, że do pracy mam stosunek podobny. Nie mogę narzekać na pracodawcę – akurat Horyzont daje mi pracę lekka i przyjemną i jest naprawdę przyjazny. Nie wiem czy problem tkwi we mnie, czy w tym, że jestem w domu z Nat, ale nie umiem się zorganizować. Aby zrobić pracę 10 minutową = przez 10 minut pracuję, 10 użeram się z Nat, a 40 sprzątam to co ona potem narozrabiała. I robie się nerwowa. Dodatkowo mam nie najlepsze efekty: na 6 osób wysłanych 4 rezygnowały, jednej oni nie chcieli, a ostania podpisał umowę, ukradł 200 euro i znikła. Załamać się można. Mam jakoś od kilku dni bloka na robienie czegokolwiek. I nie wiem naprawdę czy to chwilowy kryzys czy ja sie do żadnej roboty nie nadaję.

Bo oprócz pracy to mi w życiu rzeczy wychodzą. Nie wiem też czy moja to zasługa czy fuks. Do ludzi mam szczęcie. I do przyjaciół i do kocura. I do córki – bo mamowanie to coś w czym nigdy nie miałam znużenia, ani wątpliwości. Może dlatego że Kot ( czyli ja) jest za głupi żeby się bać? Wcale się nie boi bo jakoś to będzie.

Oj. Jakoś tak przeżyłam 27 lat to i teraz dam rade. Najwyżej mnie wyrzucą. Bywa. Mam kryzys, ale łatwo sie nie poddam, może od poniedziałku może kogoś znajdę – a jak nie, albo nie będę miała czasu to dziury niebie nie będzie. Patrzy człowiek ( kot) na rządzących co majątek za nic nie robienie i niekompetencje biorą to sie przestaje przyjmować. Mam to gdzieś jak to wyjdzie. Nie zmusi mnie to do stresu, ani do oddzielania sie od tego co kocham. Grunt to do przodu. I dbać o to co Dobre w około.

Btw. z innej beczki. Jest coś co zgubiłam w życiu a co ostatnio znalazłam ( dostałam). Pocałunki i ich magię. Kiedy są pocałunki jest Lepiej. Dziękuję kocurze i nawet nie wiesz jakie One są ważne.

czwartek, 23 sierpnia 2007

Zbliża się ta część wakacji na którą się najbardziej cieszę i której się najbardziej boję. Jak sobie dam radę bez Natslisa? Jak ona da radę? Wiem, że Demetre która nie potrafi sie rozstać może zadusić. Ale już czekam na ten czas kiedy będę mogą wziąć Nat w takie miejsca. W te święte miejsca, najukochańszej w które mnie tak ciągnie. Tak jakby jakiś zwierz we mnie się budził i wył. Do buczynowych lasów, do dolin, do strumieni.

Myśleliśmy z kocurem o różnych wyjazdach, ale ja nie mogę inaczej. Ciągnie mnie w las, na połoniny, na łemkowszczyznę. Do Nieznajowej, Łopenki, Rabe, Łupkowa, Ropianki.. Aż szkoda, ze ten czas jest tak krótki. To jest jak fizyczna tęsknota. Dodatkowo wreszcie chce sie wybrać na mikołajki folkowe do Lublina. Chodzi za mną Noc Sobótkowa Orkiestry Św. Mikołaja. Nocel mała, kopiel moja...

Zresztą to nie jest tylko tęsknota do Bieszczad. To jest w jakiś sposób tęsknota do duchowości. Moja Persefona ( której na pierwszy rzut oka nie widać) wyje w środku. Chcę do drzew, butami po kamieniach, do ciszy, do wiatru, bo w kościołach ostatnio nic nie znajduje. Boli mnie to, bo jakby nie patrzeć czuję się częścią Kościoła i wierze w Pana. Ale kiedy w niedzielę usiłuję się tam znaleźć to znajduję tylko kiepski śpiew, i jakiś bełkot bez Ducha. Ostatnio dałam sobie spokój – ale w jakiś sposób czuję się rozdarta. Szukam więc w sobie. I chcę do lasów. To mój rodzaj corocznej pielgrzymki.

wtorek, 14 sierpnia 2007

Jestem Wrócona jak mawia Aniołak. Notka będzie w zasadzie o wszystkim i o niczym. Bo nie da się Takiego wyjazdu opisać „było tak a tak”. Dlatego notka będzie podzielona na części. I długa będzie. Uprasza się o zrobienie sobie herbaty przed czytaniem.

1)Warszawa
No więc wyjechaliśmy. I jechaliśmy, jechaliśmy aż dojechaliśmy do Warszawy. Tam spędziłam przedajne popołudnie w towarzystwie najprawdziwszych czarodziejów – Artura i Minerwy Weasleyów. Zwiedziłam Norę i czułam że ten czarodziejski świat naprawdę istnieje. Nocowaliśmy u siostry Kocura a potem zaliczyłam jeszcze z Natalsem spacer w deszczowych Powązkach. ( Kocur musiał załatwić coś pracowego). Było mgliście i magicznie. Tak jakbym jednym krokiem przez bramę weszła w Zupełnie Inną Warszawę. Siąpił deszcz i wśród tej ilości nagrobków, na samotnym cmentarzu, czułam się jak w miejscu niemal zatłoczonym! Jeżeli wierzyć teorii Nocnego Patrolu istnienia świata Zmroku-emocji to to było bardzo mocne miejsce. A potem wrócił Kocur i pojechaliśmy nad Morze.

2) Morze. Fajnie było. Kula przyjął nas bardzo miło i zawstydził mnie swoimi umiejętnościami kulinarnymi. Zabrał nas na Hel, spacer po Gdyni i w ogóle było miło. Następnego dnia pojechaliśmy na Jarmark Dominikański do Gdańska. I tu mam bardzo mieszane uczucia. Bo z jednej strony kupiłam czerwony i zielony pieprz i dwie pary fajnych kolczyków. I dobry chleb. Tylko że to było jakieś za duże. Zupełnie przysłoniło mi Gdańsk. Tam w ogóle nie było już Gdańska! Liczyłam na jarmark klimatyczny na ulicach starego miasta – zastałam olbrzymie targowisko które zupełnie zasłoniło to miasto. I stąd jakieś rozdrażnienie i rozczarowanie.

3) Kaszyby. Wdzydze.
Ośrodek jest tu - http://www.ibwpan.gda.pl/osrodek/ Tak jak można sobie pooglądać pachnie socjalizmem na kilometr. Żywy skansen. Ale poza tym odstraszającym wyglądem było wszystko w sumie komfortowo i z pomyślunkiem. Blisko przebyte piękne jezioro – z odgrodzonym miejscem dla szkrabów, cudne lasy z kurkami, miejsca na wycieczki. Mnie najbardziej oczarowały Kamienne Kręgi i Kurhany Gotów – oglądaliśmy wieczorem bez turystów i robią wrażenie. Cóż w końcu moje drugie ja to Neolityczna Bogini. (-; Wiec takież miejsca ciągną. Kocurowi też się z Natlsem dogadywało. Zaczyna ją traktować jak człowieka – tyle że mniejszego – i jej to chyba pasuje bo się bardzo polubili.

Jedyny problem to byli Ludzie. Bo niby wszystko cacy – same super rodzinki z PANu i Politechnik, pełna kulturka i uprzejmość. Tylko nie ma do kogo gęby otworzyć. Najgorsze były takie trzy zaprzyjaźnione rodzinki z dziećmi w wieku koło 2 lat. Dzieci ich były wybitnie antykoncepcyjne ( samo spojrzenie napawało przekonaniem ze nie należy się rozmnażać). Dzieciaki były nietowarzyskie, zabierały sobie zabawki, były kapryśne, mało pogodne. Rodzice takoż byli niby mili, ale w rzeczywistości jak dla mnie gbury. Mugole. A od ich tematów rozmów robiło się mdło. Może faktycznie nie jestem Matką Polką. Nie mam żadnej nici porozumienia z typową matką. Daje dziecku smażone grzyby i kawę, nie lecę po wodę utlenioną jak się wywali i mówię że trzeba się dzielić tym co się ma. A i teraz wiedzę że Natalis jest chyba baaardzo grzeczny. Mimo że jest na swój sposób rozpieszczony i rozpuszczony. To jakoś jest tak pogodny i miły że ojej.

W każdym razie na wakacje trzeba się zaopatrzyć we własnych znajomych.

4) Wycieczki.
Dużo jeździliśmy po okolicy. Na uwagę oprócz kręgów zasługuje przede wszystkim Malbork. Bo jest to miejsce przedziwne. Malbork-Zamek mnie przeraził. Ma się tam wrażenie że Krzyżacy byli jakąś mroczną sektą pseudosatanistów ( o czym wiedział tylko wąski krąg wtajemniczonych Mistrzów). Symbolika, drobne szczegóły, ustawienie posągów diabłów ( nad bramami wejściowymi) mina „panien roztropnych” co wyglądały jak „ panny wszeteczne”, gwiazdy pięcioramienne i kilka innych szczegółów robiło wrażenie. Miało się wrażenie, że ktoś w tym wszystkim chciał nakreślić świat bez Boga. I to w taki sposób żeby się do niczego nie można było przyczepić. Teorie potwierdza Malbork – Miasto. Mroczne i dołujące miejsce z gatunku miast „ uciekaj i nie wracaj”. Jedna tylko jadłodajnia i to własność Araba – O – Ponurej-Minie. Miasto dołujące ze wszech miar. Tak jakby kołowało nad nim stado dementorów. Na szczęście uciekliśmy szybko – prosto do wędzarni ryb na Węgorza prosto z Dymu. Mniam. A następnego dnia wycieczka na pozytywne energetycznie Kurki.

A potem wracaliśmy, wrcalismy, wracaliśmy, wracaliśmy. Aż dojechaliśmy/

5) Co dalej? Depesze ze świata Anisków. Tak chaotycznie.
Co do planów na Potem. W weekend Upiorny Zlot. Cieszę się jak norka. Nie powiem dlaczego – cieszę się chyba bardziej jeszcze niż powinnam. Cóż znajomości tylko netowe są w jakiś sposób niepełne. A ja na jedno spotkanie cieszę się szczególnie. A i za starymi znajomymi, za Kają, Natti i resztą się stęskniłam.

Z pisania to Bajka poszła w diabły. Napisałam ją i orzekłam że jest słaba. Bo jest i nikt temu nie zaprzeczy. Za bardzo się starałam. Za bardzo chciałam. Trudno. Wracam do Erotyku-Perskiego. Należy im się. ( Im bohaterom)

Ostatnio więcej pracuję i zaczyna mi się taka praca z telefonem podobać. W poniedziałek mój pierwszy kandydat zaczyna pracę. Jak się uda będę szczęśliwa jak Norka. A btw macie jakiś operatorów CNC na zbyciu? Na czwartek rano potrzebuję…

Na flamberg się nie wybieram. Najbliższe wakacje to wrześniowe góry z kocurem bez Nat. Nie wiem czy się bardziej na nie cieszę, czy bardziej nie chcę oddać Nat. Zobaczymy jak to obie zniesiemy.

Poza tym oświadczam wszem i wobec że bardzo podoba mi się 7 część Pottera. Zabijacie mnie, ale jak dla mnie to ma logiczne wytłumaczenie. I chyba się uzależniłam od Armii Świstaka. Co kilka godzin sprawdzam czy jest coś nowego. (-;