wtorek, 14 sierpnia 2007

Jestem Wrócona jak mawia Aniołak. Notka będzie w zasadzie o wszystkim i o niczym. Bo nie da się Takiego wyjazdu opisać „było tak a tak”. Dlatego notka będzie podzielona na części. I długa będzie. Uprasza się o zrobienie sobie herbaty przed czytaniem.

1)Warszawa
No więc wyjechaliśmy. I jechaliśmy, jechaliśmy aż dojechaliśmy do Warszawy. Tam spędziłam przedajne popołudnie w towarzystwie najprawdziwszych czarodziejów – Artura i Minerwy Weasleyów. Zwiedziłam Norę i czułam że ten czarodziejski świat naprawdę istnieje. Nocowaliśmy u siostry Kocura a potem zaliczyłam jeszcze z Natalsem spacer w deszczowych Powązkach. ( Kocur musiał załatwić coś pracowego). Było mgliście i magicznie. Tak jakbym jednym krokiem przez bramę weszła w Zupełnie Inną Warszawę. Siąpił deszcz i wśród tej ilości nagrobków, na samotnym cmentarzu, czułam się jak w miejscu niemal zatłoczonym! Jeżeli wierzyć teorii Nocnego Patrolu istnienia świata Zmroku-emocji to to było bardzo mocne miejsce. A potem wrócił Kocur i pojechaliśmy nad Morze.

2) Morze. Fajnie było. Kula przyjął nas bardzo miło i zawstydził mnie swoimi umiejętnościami kulinarnymi. Zabrał nas na Hel, spacer po Gdyni i w ogóle było miło. Następnego dnia pojechaliśmy na Jarmark Dominikański do Gdańska. I tu mam bardzo mieszane uczucia. Bo z jednej strony kupiłam czerwony i zielony pieprz i dwie pary fajnych kolczyków. I dobry chleb. Tylko że to było jakieś za duże. Zupełnie przysłoniło mi Gdańsk. Tam w ogóle nie było już Gdańska! Liczyłam na jarmark klimatyczny na ulicach starego miasta – zastałam olbrzymie targowisko które zupełnie zasłoniło to miasto. I stąd jakieś rozdrażnienie i rozczarowanie.

3) Kaszyby. Wdzydze.
Ośrodek jest tu - http://www.ibwpan.gda.pl/osrodek/ Tak jak można sobie pooglądać pachnie socjalizmem na kilometr. Żywy skansen. Ale poza tym odstraszającym wyglądem było wszystko w sumie komfortowo i z pomyślunkiem. Blisko przebyte piękne jezioro – z odgrodzonym miejscem dla szkrabów, cudne lasy z kurkami, miejsca na wycieczki. Mnie najbardziej oczarowały Kamienne Kręgi i Kurhany Gotów – oglądaliśmy wieczorem bez turystów i robią wrażenie. Cóż w końcu moje drugie ja to Neolityczna Bogini. (-; Wiec takież miejsca ciągną. Kocurowi też się z Natlsem dogadywało. Zaczyna ją traktować jak człowieka – tyle że mniejszego – i jej to chyba pasuje bo się bardzo polubili.

Jedyny problem to byli Ludzie. Bo niby wszystko cacy – same super rodzinki z PANu i Politechnik, pełna kulturka i uprzejmość. Tylko nie ma do kogo gęby otworzyć. Najgorsze były takie trzy zaprzyjaźnione rodzinki z dziećmi w wieku koło 2 lat. Dzieci ich były wybitnie antykoncepcyjne ( samo spojrzenie napawało przekonaniem ze nie należy się rozmnażać). Dzieciaki były nietowarzyskie, zabierały sobie zabawki, były kapryśne, mało pogodne. Rodzice takoż byli niby mili, ale w rzeczywistości jak dla mnie gbury. Mugole. A od ich tematów rozmów robiło się mdło. Może faktycznie nie jestem Matką Polką. Nie mam żadnej nici porozumienia z typową matką. Daje dziecku smażone grzyby i kawę, nie lecę po wodę utlenioną jak się wywali i mówię że trzeba się dzielić tym co się ma. A i teraz wiedzę że Natalis jest chyba baaardzo grzeczny. Mimo że jest na swój sposób rozpieszczony i rozpuszczony. To jakoś jest tak pogodny i miły że ojej.

W każdym razie na wakacje trzeba się zaopatrzyć we własnych znajomych.

4) Wycieczki.
Dużo jeździliśmy po okolicy. Na uwagę oprócz kręgów zasługuje przede wszystkim Malbork. Bo jest to miejsce przedziwne. Malbork-Zamek mnie przeraził. Ma się tam wrażenie że Krzyżacy byli jakąś mroczną sektą pseudosatanistów ( o czym wiedział tylko wąski krąg wtajemniczonych Mistrzów). Symbolika, drobne szczegóły, ustawienie posągów diabłów ( nad bramami wejściowymi) mina „panien roztropnych” co wyglądały jak „ panny wszeteczne”, gwiazdy pięcioramienne i kilka innych szczegółów robiło wrażenie. Miało się wrażenie, że ktoś w tym wszystkim chciał nakreślić świat bez Boga. I to w taki sposób żeby się do niczego nie można było przyczepić. Teorie potwierdza Malbork – Miasto. Mroczne i dołujące miejsce z gatunku miast „ uciekaj i nie wracaj”. Jedna tylko jadłodajnia i to własność Araba – O – Ponurej-Minie. Miasto dołujące ze wszech miar. Tak jakby kołowało nad nim stado dementorów. Na szczęście uciekliśmy szybko – prosto do wędzarni ryb na Węgorza prosto z Dymu. Mniam. A następnego dnia wycieczka na pozytywne energetycznie Kurki.

A potem wracaliśmy, wrcalismy, wracaliśmy, wracaliśmy. Aż dojechaliśmy/

5) Co dalej? Depesze ze świata Anisków. Tak chaotycznie.
Co do planów na Potem. W weekend Upiorny Zlot. Cieszę się jak norka. Nie powiem dlaczego – cieszę się chyba bardziej jeszcze niż powinnam. Cóż znajomości tylko netowe są w jakiś sposób niepełne. A ja na jedno spotkanie cieszę się szczególnie. A i za starymi znajomymi, za Kają, Natti i resztą się stęskniłam.

Z pisania to Bajka poszła w diabły. Napisałam ją i orzekłam że jest słaba. Bo jest i nikt temu nie zaprzeczy. Za bardzo się starałam. Za bardzo chciałam. Trudno. Wracam do Erotyku-Perskiego. Należy im się. ( Im bohaterom)

Ostatnio więcej pracuję i zaczyna mi się taka praca z telefonem podobać. W poniedziałek mój pierwszy kandydat zaczyna pracę. Jak się uda będę szczęśliwa jak Norka. A btw macie jakiś operatorów CNC na zbyciu? Na czwartek rano potrzebuję…

Na flamberg się nie wybieram. Najbliższe wakacje to wrześniowe góry z kocurem bez Nat. Nie wiem czy się bardziej na nie cieszę, czy bardziej nie chcę oddać Nat. Zobaczymy jak to obie zniesiemy.

Poza tym oświadczam wszem i wobec że bardzo podoba mi się 7 część Pottera. Zabijacie mnie, ale jak dla mnie to ma logiczne wytłumaczenie. I chyba się uzależniłam od Armii Świstaka. Co kilka godzin sprawdzam czy jest coś nowego. (-;

0 komentarze:

Prześlij komentarz