środa, 27 czerwca 2007

Kolejna notka osobista, tak moja, że po raz kolejny się cieszę, że mają tu wstęp tylko najbliżsi.

Będzie o kochaniu.

Kocur mnie złości. Paskudnie mnie rani, tak że ściska mnie w żołądku i nie mam ochotę rozmawiać ani się godzić. Mam ochotę się zamknąć w sobie, odciąć i nic już nie czuć.

A potem złość sama przechodzi i jest tylko ciepło.

To chyba to o czym pisze w Krystynie córce Laveransa – miłość jedyna i głęboka i trudna. Raniąca czasem, ale taka która zawsze jest. W szczęściu i nieszczęściu. W tym co boli i cieszy. Stała i niezmienna.

Czasem Kocur mówi, że coś mu zarzucam, a za kilka minut mówię coś wręcz przeciwnego. Tylko, że ja mogę czuć gniew, który za chwilę się roztapia jak lód na gorącej patelni. I to co mówię w złości i to co mówię potem jest tak samo prawdą. Może dlatego dzisiaj nic nie mówiłam.

I tak jak Erlend syn Mikołaja jest życiem Krystyny, tak Kocur jest moim. Jest wszystkim. Nawet tym co nieprzyjemne i tym co boli. Jest.

I jest prawdziwy.

0 komentarze:

Prześlij komentarz