sobota, 23 czerwca 2007

Nie wiem jeszcze jaką decyzję podejmę co do pracy – wczoraj się odezwali z Horyzontu i nie wykluczam że ratowanie świata sobie daruję i do nich wrócę. Jutro kończę ten nieszczęsny staż w Katowicach, jutro mam rozmowę w Horyzoncie. W środę mam rozmowę w domu samotnej matki w Zabrzu. Potem dwa miesiące na decyzję. Ale jakoś dziwnie mnie to nie stresuje.

Wakacje. To dobrze. Chcę już do wyjazdów. Do słońca.

I tylko mi żal że w tym roku chyba nie będzie Bieszczad i łemkowszyzny. To dziwne – jak jakaś kraina potrafi zapaść w serce tak że się za nią tak mocno tęskni. Za miejscami magicznymi. Za Lackową, Banicą, Komańczą, Wołosatem. I niech mi nikt nie mówi że to tylko góry. Że są tak podobne do Beskidu Żywieckiego czy inszych wzniesień. Nie wierzę po prostu. W takich sytuacjach pozostaje mi tylko wierzyć w ten mit „ magicznej aury” jaki znam z książek. Chodzi za mną od kilu dni Bukowina
„W Bukowinie zarośnięte echem lasy
W Bukowinie liść zieleni się i złoci
Śpiewa czasem banior ciemnym basem
I nie mogę znaleźć Bukowiny
I nie mogę znaleźć
Choć już szukam godzin krocie i dni krocie”

I drugiej rzeczy jakiej żałuję to że nie będzie żadnego festiwalu folkowego pod gołym niebem. Z kocurem i butelką piwa.

A poza tym zapowiada się dobrze. (-; Będzie i Jawornik z Nataliami dwiema i Wdzydze z Kocurem i Nat i zjazd Upiorowi i wyjazd w góry tylko z Kocurem.

Poza tym znowu się zanosi na pisanie. Raczej bajki, baśnie. Historie bulgoczą w mojej głowie jak różnokolorowe mikstury w kociołku.
Strzeż się Juano. Znowu mnie pojedynkiem kusisz…


CZYTAM: Krystyna Córka Lavransa - Undset
SŁUCHAM: Rokia Traore
JEST: Dobrze

0 komentarze:

Prześlij komentarz