wtorek, 5 grudnia 2006

I kolejny wpis zaczynam od „jak dawno nie nie było”. A co ja poradzę, ze jeżeli chodzi o wykonywane czynności to dni mam dość podobne do siebie? Wszystko co się naprawdę dzieje, co jest dla mnie ważne i rozwijające to przeżywam w środku, w emocjach, między mną a Natalsem. Ćwiczę się w kochaniu i cieszeniu się życiem. Czyli w sumie jak zawsze. A poza tym:

Deklaruje nie pisać o Świętach. Nie lubię, nie polubię, proszę mnie nie przekonywać. Jestem w tym podobna do Scrooga i Snapa. Miałam małą nadzieję że je odwołają, albo przynajmniej przeniosą do wiosny, ale widzę że nici z tego. Rozważam zamknięcie się w łazience w dniach 23-25 grudnia.

Sporo mam ostatnio pomysłów pisaniowych. I może w tym zaczyna się problem. Bo mam ochotę pisać inaczej. Jakoś bokiem mi już wychodzą „mroczne intelektualne narracje pierwszoosobowe z klimatem”. Sęk w tym że dałam moje kawałki bajek do przeczytania dwóm osobom i usłyszałam: Od osoby numer jeden „ za sucho, za szybko, daj więcej opisów” a od drugiej” za wolno, za dużo opisów”. Normalnie się sfrustrować można. Czasu mam jak na lekarstwo, a na pulpicie czekają cztery zaczęte teksty. Czasami brakuje mi mobilizacji. I kogoś kto mnie poprowadzi, może czegoś nauczy, o ile pisania można się uczyć inaczej niż przez czytanie. Aniołak wyciąga mnie do ŚKF'u i chyba to nie jest zły pomysł, taki skok na głęboką wodę. A paskuda namawia na pojedynek. Ona pisze lepiej, dużo lepiej. I jak mnie zje to kosteczki nie zostaną. Ale jest szansa ze dam sie naciągnąć. W końcu Gryffindor, nieprawdaż?

Słuchając Lekcji Tanga wznoszę kubkiem kawy z cynamonem toast za ostanie dni jesieni. Oby jak najdłużej, nawet bez słońca, z deszczem i wiatrem. Byle nie marznąć. I tego wam życzę. Mry

0 komentarze:

Prześlij komentarz