Mam kryzys pisania. Kiedy zaczynałam moja przygodę ze słowami wsyztski było prostsze. Nie pisałam, a bawiłam się słowami, a ona jakoś tak naturalnie układały się w sensowne wzory. Niczego od nich nie wymagałam, a one odnosiły się do mnie z sympatią.
Nie wiem co się potem stało. Może szalona fascynacja pisaniem Wiedzmy Cynamonowej Od Brykających Jaguarów? W każdym razie, troszkę nieświadomie zaczęłam „starać się” pisać. Może po części gdzieś w środku była zazdrość że nie pisze tak jak Ona? W każdym razie doszło do tego, że teraz pisze mi się ciężko. Rodzę słowa w bólach. Czy będzie wystarczająco labrujowate? Nie zbyt przpoetyzowane? Paraliżuje mnie to. Chciałabym mieć znowu tę lekkość słowa. Tą prostotę pisania zwykłej prozy. Żebym dopiero na bazie jej mogła stosować różne sztuczki. Czasami czuję, że moje pisanie to kuglarstwo. Sztuczki narracyjne, magiczne opisy, a pod spodem jakoś płasko. Zastanawiam się co powinnam robić? Czy bardziej pracować, żeby okiełzać te brykające i nieposłuszne słowa, czy może dać sobie na razie spokój i czekać aż lekkość słów powroci?
Czasem piszę bajki dla Nat. Do zeszytu, żeby mnie nie kusiło pokazywać tego komukolwiek. Tylko sobie wmyślę, że jak za kilka lat moja maleńka stwierdzi : „ mama ta bajka to jest, jakaś taka, no wiesz poprzednie były bardziej mamowate” – to chyba wlezę pod dywan.
Tęsknię za Wami słowa. Żeby móc namalować wszystkie historie jaki mam w głowie. Wróćcie do mnie.
0 komentarze:
Prześlij komentarz