Wiosna stanowczo już idzie. I na sercu jakoś milej. Obiecuje uroczyście, jeżeli nic się wielkiego nie wydarzy, nie poruszać tematu mojej rodziny. Bo jestem niereformowalny furiat-puchon. Pomarudzi, pokrzyczy, a za pięć minut jest mięciutki jak kaczuszka i mu przykro. Błękitna Wiedźma mówi, że to dobrze. Może i ma racja? Ja aktualnie nie mam zamiaru wracać do tego tematu.
Tak sobie ostatnio myślę troszkę o mojej codzienności. Dni strasznie podobnie do siebie. Pobudka 6 rano – karmienie, tulenie, spanie, karmienie, tulenie, gotowanie, karmienie, tulenie, spanie. Zadziwiająco dobrze to znoszę. Jeżeli monotonia jest przepełniona kochaniem, to da się ją lubić. Patrzenie jak rośnie, jak zaczyna się do mnie przyzwyczajać, jak sie uczy. Bałam się, że będzie to jakiś kierat, a to strasznie dobry czas, wejścia w siebie, czasu na kochanie, czytanie, myślenie. Nie dam sobie tego zabrać.
Jedyne czego w jakiś sposób mi brakuje to wolności przemieszczania się. Bo ja byłam straszna powsinoga. Latałam tu i tam. Na zjazdy, kina, w góry, spływy kajakowe. Może w zimie tak tego nie odczuwałam, bo w ziemie i tak bym raczej w domu była, bo zimno. Ale wraz z wiosną troszkę czuję zew. Myślę o Beskidzie Niskim, Lackowej, Chatce na Nieznajowej. Wyje aż czasem. Oczywiście jest cała kolejka babć która bu chętnie małą mi zagarnęła, czy to na weekend, czy to na tydzień wakacyjny, ale nie umiem się na to zdobyć. Nie wyobrażam sobie, że Nat otworzy oczy i obok nie będzie tej mamy, którą zawsze ma. I coś się w świecie zawali. Jakieś maleńkie zaufanie. Trudno zatem, musze poczekać, aż sama zrozumie, że zostając z dziadkami, dalej mnie ma. Albo będzie na tyle duża, żeby włóczyć się z mamą tu i tam. Co nie zmienia faktu, że tęsknię. Za tymi wszystkimi dobrymi miejscami, ludźmi, herbatami w kociołku nad ogniskiem, kuflami kremowego i bliską rozmową, dalekimi krajami. Oj wyję czasem. Ale wiem, że jest to maleńka cena za Nas.
Z aktualności u Aniska. Piszę nieszczęsny pojedynek. Jakoś powiedziałam sobie, że tym razem nie wymagam pod siebie jakiegoś Nie-wiadomo-Jak-Dobrego-Tekstu, tylko zwykłą mroczną historię w przegadanym labrujowym stylu. I jak sobie odpuściłam to mi się od razu lepiej pisze. Mag może pisać KWI-ki, to ja też chce pisać jak mi się podoba. Kolejnej Ćmy nie będzie. Ale przynajmniej będę ja miała z tego jakąś zabawę. A co.
Zasłuchana w leśmianowe teksty śpiewane przez Bez Jacka, popijając herbatę z miodem, odpływam w kierunku zwykłej codzienności.
0 komentarze:
Prześlij komentarz