Od jakiegoś czasu miewam okresy doła i pogorszeń nastroju.
Za często.
Częściej niż bym chciała. Dochodzę do punktu, że stanie przed ściana i powiem sobie „K…., ani kroku dalej w tym kierunku, teraz robimy rozpiernicz totalny i idziemy gdzie indziej”
Gdybym tylko wiedziała, czego tak właściwie chcę. A dokładnie, której z kilku rzeczy, które mam na myśli. I czy moja wiara i skok w nieznane wystarczą, żeby je osiągnąć?
W końcu przecież…„pragnąłem żyć pełnią życia i wysysać z niego całą kwintesencję, aby wykorzenić wszystko co nie jest życiem, abym w godzinie śmierci nie odkrył, że nie żyłem...”
Czyż nie?
Bo na razie jestem w zupełnie nie tym miejscu życia które chce.
Mam najwspanialszą córkę na świecie, najkocurzejszego, najmojszego kocura, kilku dobrych ludzi w około, duzo dobrych książek i dźwięków przed sobą.
I jeżeli cokolwiek przeszkadza mi się tym cieszyć i stresuje to niech spada na drzewo. Liczy się tylko tu i teraz.
I cholernie potrzebuję wakacji.
Hough!
0 komentarze:
Prześlij komentarz