Kłębi się w mojej głowie przez kilka dni. Stawiam czoło rzeczom których od lat chciałam nie widzieć. Na skutek ostatniej notki na blogu Babilasów ( tu) i komentarzy od niej uświadomiłam sobie jak bardzo wierzę. Wierzę w Boga Ewangelii, Boga Żywego świadomego Osobowego. To było we mnie zawsze tak głęboko że nawet sobie z tej wiary nie zdawałam sprawy. Stworzona na Obraz i Podobieństwo.
I jest gorzko i nieuporządkowanie, bo jestem z tym sama. Bardzo mi ostatnio nie po drodze z Kościołami Katolickim. Jest albo byle jaki, albo fanatyczny Pełen raczej strachu i głupoty niż siły i miłości. Nieśmiało zerkam do Ewangelików. Tylko po prostu nie zawsze fizycznie jest czas jeździć. Tak, jest medytacja, jest szukanie w środku, ale brakuje wspólnoty. Czegoś co jest tak ważne i nie można tego z nikim dzielić.
Jestem, bo mnie wezwałeś. I gdzie mam z tym iść?
Moja wiara wyrosła z buntu nad duchową biedą w moim domu. Z protestu przeciwko braku wiary rodziców. Trudnych poszukiwań prawie wszędzie. I dalej po 28 latach poszukiwań nie wiem prawie nic. Z wyjątkiem tego że Jest.
0 komentarze:
Prześlij komentarz