sobota, 15 marca 2008

Tęsknię do czasów kiedy mnie bolało kiedy było źle. Kiedy w ogóle coś czułam.

Od czasu kiedy odkryłam, że do własnej rodziny nie czuję nic i nic z tego nie wynika, miewam stany gdzie czuję się jak Wydmuszka. Nie boli mnie, nie boję się i nie ma zupełnie nic. Tak jakbym była zrobiona z takiej cienkiej papierowej masy za którą nic nie ma.

To się nazywa zaburzenia więzi i odcięcie kabelka z emocjami. Ja to wolę nazywać 33% martwej Persefony.

Nie mam ochoty rozmawiać. Mam ochotę na fryzjera, drinka i mała ufną Persefonę na raz. Tak, mogłabym to rozbić. Żeby poczuć cokolwiek. Żeby się zabawić.

Dobrze, że jest Nat. Moja prywatna Demeter uświadamia mi że mam w sobie cokolwiek żywego.

czwartek, 13 marca 2008

Witam w nowym miejscu (-;

Jestem przerażona


Po raz pierwszy od trzech lat przeniosłam sie na bloga otwartego.

Mam koszmary, ze łypią zza winkla gromady ludzi, w oczach których jestem do niczego nie nadająca sie kurą domowa, eko-fanatyczką, Chrześcijanką ( czy jeszcze co się tam komu we mnie nie podoba)


Blog powstał jako Moje miejsce. Dla bliskich. Żeby nie musieli pytać „ a co u ciebie” kurtuazyjnie. Niestety mam dość myloga i przeniosłam się tu.


A tu jest otwarta przestrzeń.


Czuje się jakbym wyjęła zamki w mieszkaniu. Tym niemniej jeżeli jest ktoś kogo nie znam to witam serdecznie. Acz jest to miejsce moje, subiektywne, banalne. Nie pretenduje do miana blogi roku, blogu tygodnia ani nawet dnia.



poniedziałek, 10 marca 2008


Hipokryzja naszej humanitarnej kultury zachodu po raz wtóry mnie zadziwia. Kocur mówi że jestem idealistką. Może.

Chodzi mianowicie o Igrzyska w Chinach. Już pomijając fakt co za debil się zgodził żeby się tam odbyły. Państwo które całym istnieniem zaprzecza większości wartości reprezentowanych przez naszą kulturę. Wartości demokracji, równości, humanitaryzmu, ekologi.
Państwo w którym niszczy się środowisko, niehumanitarnie traktuje zwierzęta ( eufemizm taki psa mać), wykonuje przymusowe aborcje, a nawet zabija dzieci. W którym na STADIONACH ( tak tych stadionach na których potem odbędą sie olimpiady) dokonuje się masowych egzekucji. Państwo w którym za byle co trafia się do obozu pracy. Nie możemy w jakiś magiczny sposób zmienić Chin, ale tak jawnie dawać poparcie i przymykać oko?

To że Chiny organizują olimpiadę to jest niedopuszczalne. Ale ok i co się dalej dzieje? Nic! Ilu ze sportowców ma odwagę w jakiś sposób zaprotestować, zbojkotować? Grzecznie podpisują lojalki że nie będą się wypowiadać na tematy polityczne i liczą w głowach zyski z reklam. Upadł mój mit sportowca jako kogoś kto w drodze o sukces ma charakter.

Na jakikolwiek protest stać tylko kilku nic nie znaczących oszołomów ( mnie na ten przykład). I ich głos nie ma żadnego znaczenia.

Czuję niesmak. Obrzydzenie. Przypomina mi się zdjęcie reprezentacji Wielkiej Brytanii w geście pozdrowienia dla Hitlera tuz przed wybuchem wojny. Pewnie również, gdyby wojna potoczyła się inaczej, raźnie gralibyście w sąsiedztwie pieców krematoryjnych. Ten zapach to nie włosy? To przetwórnia mięsa? A może fabryka? Uśmiech na tle reklamy coca coli.

sobota, 1 marca 2008

Jak zapewne niektórzy wiedzą jestem chora. I jest w tym coś fascynującego. Od trzech tygodni ledwo zipię – mówię tak że mnie nie słychać, kaszle, jest kiepsko. I w sumie jedyne co słyszę to „ a mnie też gardło bolało w zeszłym tygodniu”. I nagle...mam zmiany w płucach – lewostronne zapaleni płuc. To się leczy i obiektywnie czuję się lepiej. I nagle cały świat zachowuje się jakbym była jednią noga w grobie. Mam zakaz wychodzenia, jest porażenie, współczucie i Powaga Sytuacji. Strasznie mnie to bawi bo obiektywne czuje sie lepiej – tyle ze kaszlę. I nie mogę nazwać tego inaczej jak magia słowa. To sie nazywa Reklama – choroba dostałą odpowiednie imię poświadczenie certyfikatem lekarskim i już jest staaasznaaaa. I nie chodzi tu ze mam żal do tych co jej do tej pory nie doceniali, alni tych co się teraz cackają. Po prostu meni to bawi.

Po drugie kiedy będzie wiosna. Walczę z depresja bez słońca. Uciekam w wewnętrzne światy. Tak do cholery, mam depresję, ale nigdy się przed sobą ani przed nikim do tak wysokiej zawartości Persefony nie przyznam. Gdyby nie Nat może bym na dobre odleciała w wymyślone światy w mojej głowie. I znowu złe sny o matce. Wewnętrzna złość zawekowana w słoikach na długie lata.

I musze coś z tym zrobić. Musze odbić sie od dna. Bo mogę w życiu popełniać błędy, mogę nie zrobić kariery i zrazić wielu ludzi – ale jedyne czego sobie nie wybaczę, to że coś przespałam, czegoś nie zrobiłam, uciekłam.

Pocieszanie będzie traktowane jak spam. Ostrzegam, głaski i myzie też. Ale i tak was Kocham.

Słucham: Muzyka z Labiryntu fauna.
Czytam; Złodziejka Książek, Wichrowe Wzgórza

środa, 30 stycznia 2008

Przepłakałam wczoraj dobre kilka godzin. Nawet nie wiedziałam, ze mnie to tak ruszy.
Fakt, ze nie zostanę potraktowana w rozmowie jak znajomy tylko jak upierdliwy użytkownik. I tylko chciałam wspomnieć, że nigdy nie przyszło mi do głowy „ straszenie kogoś sądem”. Już wolałabym, zebry wszystkie moje teksty poznikały z sieci i nigdzie się w ogóle nie ukazały. Chciałam, w momencie kiedy nie pomogła prośba na gg, i nikt zupełnie nie podjął dyskusji w tym temacie, zachować sie też jak użytkownik który przypomniana o absurdalności interpretacji regulaminu.

Ja jestem w stanie się niemal na wszystko godzić, kiedy ktoś ze mną dyskutujące. Kiedy poprosi bo np. „ nie mamy teraz czasu i nam sie nie chce teraz tego zdejmować” To jest rozsądne. Ale kiedy koś mówi mi „ że NIE, bo regulamin” to może zrobić to każe mu zrobić to co wszystkim którzy coś mi chcieli narzucić, czyli „ możecie mi obciciagnać”. Tyle.

wtorek, 29 stycznia 2008

Jestem absolutnie zdołowana i zniesmaczona. I zawiedziona.

Kilka dni temu ja, aniołak, Fidelio, Arnarod i Arien uknułyśmy plan wysłania naszych tekstów mitologicznych w kilka miejsc. Może się spodobają. A może nie. Nie ma to znaczenia. Próbujemy, coś robimy. Będę szczęśliwa jeżeli choć jednej jakiś tekst wezmą ( Fi coś czuje ze wiem czyj on będzie…).
Ale mniejsza z tym.

Tak czy inaczej wymogiem formalnym jest aby teksty zniknęły z netu. I tu pojawił się problem. Bo skoro były pisane teoretycznie do klubu pojedynków to moderatorstwo twierdzi, że nie może ich usunąć. Pomijając fakt że regulamin klubu pojedynków mówi, że
- teksty mają być pisane na potrzeby kluby ( były)
- przed i w czasie pojedynku nie mogą być publikowane ( nie były)
- jeżeli będą gdzie indziej to z adnotacją ( tak tez zostały posłane – ze powstały na potrzeby)
Nigdzie nie ma napisane, że muszą tam wisieć dożywotnio. Albo że tracimy do nich prawa.

Tak czy inaczej spodziewałam się że ktoś ze mną o tym podyskutuje. Może mnie poprosi żeby jednak zostały. Że powie: „ ale wiesz jest taki problem, jakbyśmy to rozwiązali wspólnie, żeby obu stronom pasowało” A tu nic. Pozwiedzano mi „ nie i koniec – bo tak jest z regulaminem”. Po pierwsze to jak pisałam wyżej regulamin nie ma nic do tego. Dwa to nawet gdyby miał, to chyba mamy ważny powód i można okazać troszkę życzliwości. A trzy to poczułam się traktowana jak rzecz. I moje teksty też.

Jest mi cholernie smutno. Forum mirriel niezależnie od tego jak mało czasu mu poświęcałam traktowałam jak swoje. Gdyby nie ono pewnie nie zaczęłabym pisać. Mam ogromną wdzięczność do ludzi którzy mnie tam wpierali i uczyli warsztatu. Być może gdyby mnie w pierwszym komentarzu do Alchemii Toroj zjechała zamiast zachęcić już bym nigdy nic nie pisała, I jestem wdzięczna.

Dziś Toroj bardzo spokojnie i miło ze mną pogadała i wytłumaczyła że pewnie obecność w klubie pojedynków nie zaszkodzi publikacji. Zresztą sama publikacja jest na mniej niż 10 % ( Co nie znaczy ze nie mamy prawa próbować). Więc tu już nie chodzi o publikację. Chodzi o zasady. Żeby regulamin nie stał powyżej człowieka. I nie był interpretowany po-widzimisię moderatora.

Postanowiłam, że poproszę o usunięcie wszystkich moich postów z mirriel. To nie jest obrażanie – to cholernie trudna i smutna decyzja. Może dlatego nie piszę tego teraz na forum, ale na blogu – bo w jakiś sposób straciłam serce do tego miejsca. Żegnam się z tymi mirrielowiczami dzięki którym nauczyłam się troszkę pisać i przez te lata świetnie się bawiłam. I czuję się jakby mi ktoś w pysk dał.

sobota, 26 stycznia 2008

Uj jak dawno mnie nie było! Nie miałam ochoty pisać, bo świąt nie lubię. A brak światła i krótki dzień działały demotywująco. A tak jest lepiej. Byle do marca.
A dzieje się dużo.

Pa pierwsze to jestem absolutnie i zupełnie uzależniona od JERBA MATE. Pijam do 6 tykw dziennie. Corso wie jak to działa (-;

Troszkę ze świata Kultury. Byliśmy wczoraj z kocurem na Persepolis.
CUDOWNE! Jeden z najlepszych filmów jakie ostatnio widziałam. Przejmująca opowieść z poczuciem humoru, o dojrzewaniu, alienacji i tęsknotach dziewczyńskich. Z wojną w tle. Bardzo dobrze pokazany Teheran i groza wojny – ale bez patosu i tak że film może odnosić się do każdej innej dziewczynki tego pokolenia. Może tak mi się podobał bo niesamowicie utożsamiałam się z bohaterką. Dziecinką buntowniczą, chowaną wśród dorosłych, zafascynowanej ojcem ( nie nie komunizmem, ale czymś wręcz przeciwnym – uczono mnie w przedszkolu wierszyka „ i na drzewach zamiast liści nich zawisną komuniści”). I potem dojrzewanie które było jednym wielkim buntem i „ nie pasuję do świata”. Jakby na ironię mój pierwszy wybranek też okazał się gejem. Bywa. Na szczęśćcie potem trafiłam lepiej.

I innych zabawa na pograniczu kultury ( i psychologii). Kupiliśmy sobie ostatnio z Kocurem dwie książki Bogowie/Boginie w każdym/każdej z nas pani Bolen, ( Pisałam o niej kilka notek niżej). Książka cudowna i w sumie jedna z lepszych książek o psychologii jakie czytałam. Zrobiliśmy sobie z Panem Kocurem zabawę – każde z nas przeczytało obie książki – a potem przygotowało archetyp „ postaci idealnej, siebie, oraz partnera”. Oj fajne rzeczy powychodziły. Choćby taka że moja samoocena była dość podobna to ideału Kocura. Nie będę więcej pisać, bo to są w sumie prywatne sprawy, ale tylko wspomnę że mnie kocur doceniła jako:
Afrodyta 45% Detemetr 28% Persefona 25% Artemida 7%
Jakby nie było się zgadza. Pan mąż zna mnie lepiej niż ja siebie. Cóż.


Poza tym piszę. Skończyłam z Fidelio cudowny marysuistyczny projekt „Perski Królik” – i choć artyzmu w tym nie ma za grosz, to bawiłam się cudownie i mózg mi odpoczął. Pozbyłam się presji pisania i odświeżyłam sobie wena. Dziękuję Fidelio. Jakkolwiek durna by była nasza zabawa – grafomańsko-erotyczne-rpg – to czuję się jak po długich sudownych wakacjach.

Poza tym to pracuję. I o tym słów kilka. Dalej pracuję za marne grosze, ale za to w domu z nienormowanym czasem. Tak czy inaczej błagam nie wierzcie w budy o „ strasznym potworze od rekrutacji”. Kiedy szukacie pracy tej pani naprzeciwko was też zależy żebyście wypadli super! Jesteście dobrzy – ona ma premię i zadanie wykonane. Jesteście do niczego – ma awanturę szefa i dalej musi szukać. To raz.
Dwa rekrutacja jest przede wszystkim oparta o system ZBIERACKO ŁOWIECKI. Kandydata trzeba znaleźć, wypatrzyć, złapać i nie puścić.
Jeżeli chodzi o mnie i kandydat sam dzwoni, nawet mając już umowę i mówi, że : „rozmawiał z żoną, ma małe dziecko, nie chce ich zostawiać”. – to ja mu mówię szczerze że ma słuszne kryterium wartości. I szkoda mi ale uważam, że tak jest lepiej. Nawet za cenę premii.
Ale jak widzę chłopaka lat 24, kawalera, na bezrobociu, dla którego mam umowę za 13 euro za godzinę w dzień ( a 15 w nocy) – i on się nie odzywa a potem pisze smsa „ rezygnuje, bo ta umowa tylko na miesiąc i nie chce ryzykować” – to mnie wtedy szlag trafia i myślę że jest kiep, łoś i dupek. A ja narobiłam się na darmo. Bu. A takich sytuacji ostatnio troszkę miałam.