poniedziałek, 10 marca 2008


Hipokryzja naszej humanitarnej kultury zachodu po raz wtóry mnie zadziwia. Kocur mówi że jestem idealistką. Może.

Chodzi mianowicie o Igrzyska w Chinach. Już pomijając fakt co za debil się zgodził żeby się tam odbyły. Państwo które całym istnieniem zaprzecza większości wartości reprezentowanych przez naszą kulturę. Wartości demokracji, równości, humanitaryzmu, ekologi.
Państwo w którym niszczy się środowisko, niehumanitarnie traktuje zwierzęta ( eufemizm taki psa mać), wykonuje przymusowe aborcje, a nawet zabija dzieci. W którym na STADIONACH ( tak tych stadionach na których potem odbędą sie olimpiady) dokonuje się masowych egzekucji. Państwo w którym za byle co trafia się do obozu pracy. Nie możemy w jakiś magiczny sposób zmienić Chin, ale tak jawnie dawać poparcie i przymykać oko?

To że Chiny organizują olimpiadę to jest niedopuszczalne. Ale ok i co się dalej dzieje? Nic! Ilu ze sportowców ma odwagę w jakiś sposób zaprotestować, zbojkotować? Grzecznie podpisują lojalki że nie będą się wypowiadać na tematy polityczne i liczą w głowach zyski z reklam. Upadł mój mit sportowca jako kogoś kto w drodze o sukces ma charakter.

Na jakikolwiek protest stać tylko kilku nic nie znaczących oszołomów ( mnie na ten przykład). I ich głos nie ma żadnego znaczenia.

Czuję niesmak. Obrzydzenie. Przypomina mi się zdjęcie reprezentacji Wielkiej Brytanii w geście pozdrowienia dla Hitlera tuz przed wybuchem wojny. Pewnie również, gdyby wojna potoczyła się inaczej, raźnie gralibyście w sąsiedztwie pieców krematoryjnych. Ten zapach to nie włosy? To przetwórnia mięsa? A może fabryka? Uśmiech na tle reklamy coca coli.

0 komentarze:

Prześlij komentarz