sobota, 15 marca 2008

Nadeszła wiekopomna chwila. Dziś premiera Upiora w Romie. Niektóry wiedzą, że jestem z tym musicalem jakoś emocjonalnie związana. Nie widziałam, wiec może nie mam prawa ( jeszcze) psów wieszać. Ale to co wiadomo mrozi krew w żyłach.

Z czegoś emocjonalnego, mądrego i poruszającego z piękną muzyką zrobili pop papkę. Widać to już w tekstach, poziomie wykonawców. Wszystko żeby podobało się masowej publiczności – taki Taniec z Gwiazdami. Co jest już dla mnie kuriozum zupełnym, w imię poprawności politycznej ( żeby upiorek był seksi i się fankom spodobał) to maseczkę to ma coraz mniejszą. Gdzieś zginął duch. Może nie powinnam się tym już przejmować, bo przeżyłam film z 2004. Wtedy to mnie skopało.

I nie mogę się pozbyć analogi do Kubusia Puchatka. Bo tak jak z refleksyjnego burego misia zrobili bezmyślną świnię z super przygodami i hollywoodzkim uśmiechem, tak z Upiora – z tragicznej, poruszającej emocjonalne postaci geniusza, zrobili debilnie uśmiechniętego łosia z piwnicy z podbitym okiem. Żałosne. Całe szczęcie to już nie jest ta historia.

0 komentarze:

Prześlij komentarz