środa, 11 kwietnia 2012

Filmowo, książkowo.

O Świętach nie rozmawiamy. Powiem tylko tyle. Z rodziną Kota dogaduję się jak z własną. A jak się dogaduję z własną, to wiecie. Po prostu nie mogę się zdecydować przy jakim składzie rodzinnym szlag mnie trafia najmocniej. Jestem absolutnie sprawiedliwa i traktuje cała rodzinę, poza Kotem i Młodymi, z równością. I równie ich nie znoszę.

Na szczęście sezon filmowo książkowy ma się lepiej. Skończyłam w końcu Cmentarz w Pradze Umberto Eco. Recenzje czytałam takie sobie, a i po Tajemniczym Płomieniu jakoś mi tak Eco bokiem wyłaził. A tu zaskoczenie. Od czasów Imienia Różny nic mi się Eco tak nie podobało.

O czym jest Cmentarz? To książka gulasz - doskonale przyprawiony pikantny gulasz z wieku XIX. W zasadzie nie spotkałam książki współczesnej, która tak doskonale oddałaby nie tylko realia jak i sposób myślenia tamtej epoki.

Więc co my tu mamy? Niepokoje polityczne, nacjonalizm, antysemityzm, dziwki na bulwarach, Ochranę, saloniki artystyczne, kuchnie jak z Makłowicza, doktora Freuda, hipnozę, histeryczki, magie, okultyzm, wolnomularstwo, spiski, karbonariuszy, nihilistów, komunistów, jezuitów, sojusz ołtarza z tronem, Eugeniusza Sue, Garibaldiego, ładunki wybuchowe, frustracje i obsesje seksualne...no i wywar warzywny, cynaderki, cielęcinę i karczochy. Daję słowo, zabrakło mi tylko opery Garniera. Tak, my wiemy co z tego będzie. Koniec wieku, a potem dwie wojny już za rogiem. I zaskakuje jak niektóre stereotypy ciągle są obecne.

Główny bohater, cierpiący na rozdwojenie jaźni fałszerz, oszust, morderca i kanalia jest tu według autora jedyną rzeczywiście fikcyjną postacią. Cała historia - fikcyjna opowieść o powstaniu pewnego istniejącego acz fałszywego dokumentu - jest osadzona w labiryncie prawdziwych postaci i wydarzeń. I trudno tu odkleić to co prawdziwe od tego co zmyślonego. Zresztą czy to ma aż takie znaczenie? Tak czy inaczej, z perspektywy XX wieku, czytając o teoriach spiskowych, wyssanych z palca relacjach i mrocznych siłach knujących za kulisami, zastanawiam się na ile współczesny człowiek potrafi od tym podobnych widm odejść. A na ile obecność - Wiadomych sił, Ich, Katoli, Lewaków, Żydów, Harego Potera, czy jeszcze tam kogoś innego jest zwykłym mechanizmem kontroli społecznej i polaryzacji społeczeństwa na My i Oni. Szkoda tylko, że ostatnim razem posunęło to się do rozwiązań Ostatecznych.



Ale tak czy inaczej książkę polecam. Mocny mięsisty jak gulasz. I bardzo, bardzo strawny. Teraz zaczynam Mój Brat Obalił Dyktatora. Zaczyna się ciekawie, chociaż językowo to to nie jest.

Filmowo też jest dobrze. Najpierw Jaskinia Zaginionych Snów Herzoga. Bardzo dziwny dokument o jaskini z jednymi z najstarszych ściennych malowideł. Niby takie nic. Herzog idzie na godzinkę z naukowcami do jaskini, trochę gada. A wrażenie piorunujące. Sfilmowany duch paleolitu. Miałam potem dziwne niedźwiedzie sny.

A drugi to Dokąd Teraz Nadine Labaki. W zasadzie po karmelu wiedziałam czego się spodziewać, ale i tak mnie zaskoczyło. Komedio - dramat. Bardzo słodkie, bardzo zabawne. I bardzo, bardzo smutne. Pod pewnymi względami przypomina mi Wszystko o mojej matce, pod innymi Pociąg Życia gdzie o strasznych rzeczach mówi się opowiadając piękną baśń. Polecam, jeden z najlepszych filmów jakie ostatnio widziałam.



No i planujemy wakacje. Kaszuby nabierają realnych kształtów. Jawornik też. Teraz gdyby się jeszcze udało na Łemkowszyznę wrócić. Ja wiem, z młodym nie pochodzę. Ale co poradzę, że mnie do domu ciągnie?

sobota, 7 kwietnia 2012

Surrexit Christus

sobota, 24 marca 2012

Wombat jaki jest każdy widzi

Kilka zupełnie surowych jeszcze nie obrobionych zdjęć w wersji portretowej. Nie mogłam się powstrzymać. Wombat jaki jest każdy widzi.











niedziela, 18 marca 2012

A u wombatów wiosna

Ha! Wiosna już jest. Zupełnie jest. Przyszła i zostanie!

U nas bardzo fajny weekend. Wczoraj Faust Aleksanda Sokurowa. Bardzo dziwny i mocny film. Po pierwsze zrywa z tą ckliwa miłosną papką, którą serwował Gounod, a wraca do wersji Goethego.
Biada! czyż jeszcze wciąż tkwię w tym więzieniu?
W przeklętym stęchłych murów zacieśnieniu.
Gdzie słońca promień. zanim ściany draśnie.
W barwionych szybach łamie się i gaśnie.

Akcja dzieje się na przełomie XVIII?XIX wieku, Faust jest profesorem anatomii, ale też biedakiem. Nie ma ani pieniędzy, ani prestiżu, ani młodości. Cały film jest boleśnie klaustrofobiczny - zaczyna się sceną sekcji zwłok,gdzie patrzymy na stłoczone organy, pośród których nie ma miejsca na duszę. Co rusz to sceny klatek, trumien, wąskich pomieszczeń. Tak jakby w tym wąskim, za ciasnym ciele, wśród fizjolog, smrodu, brudu, żarcia i umierania, gdzieś tam, chyba, stłoczona jest dusza.

Faust jest zmęczony i wypalony. Nie ma nic, oprócz swoich pytań i wątpliwości. I tu pojawia się diabeł, a właściwie lichwiarz. Postać upiorna jak ze snu, ohydna i fascynująca. Kreacja Antona Adasinskiego genialna! A Małgorzata? Ona jest tylko porywem pożądania, chwilowym zrywem Fausta, świeżością, czymś co go na chwilę zaciekawiło i sprawiło, że podpisał pakt. A ona? Chyba na wpół się go brzydzi, na wpół pójdzie z każdym z samotności.

Wszystko tu jest na granicy snu i jawy, życia i śmierci, szaleństwa i brutalnej naturalistycznej fizjologii. Trochę zamglone, żółtawe i wykrzywione w krzywym zwierciadle. I bardzo niepokojące zakończenie ( nie zdradzę ) o którym mamy z Kotem zupełnie inne zdania. Polecam. Osobiście dałam 8/10



Swoją drogą Kocur po seansie westchnął, że zwyczajne żony zabierają na komedie romantyczne, na Kac Wawa, Lejdis, albo inne takie. A ja to. I nie jest pewien, czy ma lepiej czy gorzej.

Potem odkryliśmy w Gliwicach świetną restaurację. Pieprz i Wanilia. Dawno nie byłam pod takim wrażeniem. Dość często jadamy na mieście i rzadko się zdarza, żebym żałowała, że nie potrafię zmieścić wielu porcji z czystej przyjemności jedzenia. Kucharz to mistrz. Dodatkowo pierwsza restauracja zrobiona tak, że wyjście z małym dzieckiem jest miłe i przyjemne, zarówno dla rodziców, jak i dla pozostałych klientów. Restauracja przyjazna dzieciom to nie jest tylko jakiś zdezelowany fotelik w roku.


No i się pochwalę. Z racji moich urodzin, które będą niebawem, dostałam prezent - dwa bilety na Nigela Kennediego. Tak, Nigel gra Bacha i nie tylko. W dodatku 350 metrów pod ziemią w zabytkowej kopalni. Mój mąż jest zajebisty. Ha! On jeszcze nie wie, że tam oprócz Bacha będzie trochę jazzu, ale się dowie. A że będzie pod ziemią to tak łatwo nie ucieknie. (-; Ucha-cha jak się cieszę!



A za tydzień idę z młodymi ( tak, z oboma) do Filharmonii na poranki muzyczne. zapraszają od 3 miesiąca więc Mikołaj to już prawie weteran będzie. I w tym wieku jeszcze wypada spać jak mu się nie spodoba.

I tylko jedna rzecz, która ostatnio mnie zadziwiła i wprowadził w niemiłe zakłopotanie. Jakoś się tak szczęśliwie udało, że po długim czasie układy z moimi rodzicami zmierzają do jakiejś poprawności. ( To najbardziej optymistyczne słowo jakie przychodzi mi do głowy). I Natalka znowu odwiedza dziadków i na kilka godzin tam zostaje - co zresztą sprawia jej wielką przyjemność. Ale ostatnio się dowiedziałam, że moja córka, która ma lat prawie siedem, chodzi do szkoły, robi mi zakupy, czyta, gra na skrzypcach, pływa i ogrywa mnie w planszowi typu Dominion, otóż ona, jest zachęcana do ...siadania na nocnik. Tak. I jest karmiona, Chlebkiem pokrojonym na malutkie kawałeczki. O rowerku z kółkami i z kijem do trzymania nie wspomnę. Najpierw przeżyłam szok, potem opad szczęki. I nie wiem jak im teraz powiedzieć, że Natalia nie ma już trzech lat, bez robienia kolejnej wojny, której nie chcę. Może Natalia sama w końcu to powie, bo chociaż wygodnie być trzylatkiem który jest karmiony patrząc na mini mini, to ją to też chyba zaczyna denerwować.



A poza tym czytam: Cmentarz w Pradze - Umberto Eco. ( Recenzja wkrótce, na razie świetne)
Słucham Ibrahima Maaloufa, który jest moim wiosennym odkryciem ostatniego czasu. Pan gra i wygląda tak, że można stracić głowę.




A no i planujemy wakacje. I co byśmy nie kombinowali, to Beskid Niski będzie. Ale może Kaszuby też. Trzymamy kciuki (-;

wtorek, 13 marca 2012

Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze...

...a właściwie w orginale to nie była Hydra a wielki wąż, ale ciiiii.....





A poza tym IDĘ. Kroczę. Nadchodzę. Stawiam kroki. Świecie, strzeż się.


(słaba jakość zdjęć, bo nie mam programu "obiekty w bardzo bardzo szybkim ruchu w twoim kierunku")

Precz z Calineczką!

Przyjaciółki feministki proszę o zaparzenie sobie melisy.

Dobra. Macie? No to, głęboki wdech i możecie czytać. Tylko mi się nie denerwować. I tak was lubię.

Kolejny przykład generowego myślenia, które sprawia, że ciarki mi chodzą po plecach a bezmiar głupoty przeraża. Na Wysokich Obcasach znalazłam taki artykuł. ( Dobra, wiem, to że tam zajrzałam to jakby Palikot Frondę czytał...)

Artykuł jest o czymś co mnie niezmiernie fascynuje, czyli o roli baśni i mitów. I uwielbiam na przykład Biegnącą z Wilkami czy Bajki Rozebrane - które to pozycje są jakby nie patrzeć z gruntu feministycznego. Ale to co plotła Joanna Mizielińska przekraczało wszelkie granice durnoty. Cenzurujemy dzieciom bajki. Czytajmy selektywnie. I zostanie nam tylko pingwin Togo i jego partner. Może nasze pociechy będą głupie, ale za to odpowiednio nastawione do tematyki płci.

Pani wyraża zaniepokojenie Calineczką. Bo ona taka głupia, bierna, chcą ją wydać za mąż za byle kogo a w końcu jak znajduje księcia to bezwolnie wpada w jego ramiona. Panie zapomniały, że jest to baśń o dojrzewaniu - od małej istotki mamusi, która wymyka się niepożądanym kandydatom do pięknej wróżki. I Calineczka ma taki ważny w baśni okres po tym jak ucieka chrabąszczom a zanim trafiła do myszy jak mieszka sama i uczy się o siebie troszczyć. Dojrzewa. Potem kiedy jest u myszy jest już inna - to ona chociaż maleńka potrafi pomóc jaskółce.

Co sadzą panie o Małej Syrence i Kopciuszku to już nawet komentować nie będę bo ręce opadają. O niezależnych i silnych siostrach kopciuszka co się nie mieściły w stereotyp księcia. Polecam paniom jeszcze raz lekturę klasyki feministycznej bo już odeszły nawet od niej daleko. I mało rozumiecie z baśniowego przekazu o sile kobiecości.

Tak, wychowuję inaczej syna i córkę. Tak, mam wobec nich nieco inne oczekiwania. Chociaż chciałabym żeby oboje wyrośli na mądrych, odważnych i dobrych ludzi. Normalnie zasłużyłam na donos do opieki społecznej.

PS. Kiedyś miałyśmy w domu taka nowoczesną postępową bajkę o tolerancji. Wilczek się nazywała. Córka stwierdziła, że bajka nudna, a wilczek jest tchórz i z niego żaden wilk nie jest.

niedziela, 11 marca 2012

Maleńki lansik

Siem polansujem. A co.

Odkryłam ostatnio czerpanie przyjemności z wiertarki, a dokładnie wiertarki z podłączoną tarczą szlifierską.Co prawda zrobiłam to With A Little Help From My Friends jak to śpiewał Joe Cocker - czyli po instruktarzu jak nie doszlifować sobie palców, ale teraz idzie mi całkiem nieźle.

Krzesła są u nas od 10 lat. Koty też. I koty sądzą że z jakiś powodów to my siadamy na ich drapakach. Najpierw trzeba było to z grubsza oszlifować, potem zakleić szpachlą do drewna (opakowanie na krzesło!) potem znowu oszlifować potem pomalować. I jeszcze posklejać żeby się nie rozpadały. Zapach świeżego drewna w powietrzu bezcenny.

A wygadało to tak:



A teraz jest tak:





A poza tym Esencja opublikowała moje opowiadanie. Jest TU. Zapraszam do czytania i komentowania. Drugie być może też wezmą, jak wprowadzę kilka poprawek.