U nas bardzo fajny weekend. Wczoraj Faust Aleksanda Sokurowa. Bardzo dziwny i mocny film. Po pierwsze zrywa z tą ckliwa miłosną papką, którą serwował Gounod, a wraca do wersji Goethego.
Biada! czyż jeszcze wciąż tkwię w tym więzieniu?
W przeklętym stęchłych murów zacieśnieniu.
Gdzie słońca promień. zanim ściany draśnie.
W barwionych szybach łamie się i gaśnie.
Akcja dzieje się na przełomie XVIII?XIX wieku, Faust jest profesorem anatomii, ale też biedakiem. Nie ma ani pieniędzy, ani prestiżu, ani młodości. Cały film jest boleśnie klaustrofobiczny - zaczyna się sceną sekcji zwłok,gdzie patrzymy na stłoczone organy, pośród których nie ma miejsca na duszę. Co rusz to sceny klatek, trumien, wąskich pomieszczeń. Tak jakby w tym wąskim, za ciasnym ciele, wśród fizjolog, smrodu, brudu, żarcia i umierania, gdzieś tam, chyba, stłoczona jest dusza.
Faust jest zmęczony i wypalony. Nie ma nic, oprócz swoich pytań i wątpliwości. I tu pojawia się diabeł, a właściwie lichwiarz. Postać upiorna jak ze snu, ohydna i fascynująca. Kreacja Antona Adasinskiego genialna! A Małgorzata? Ona jest tylko porywem pożądania, chwilowym zrywem Fausta, świeżością, czymś co go na chwilę zaciekawiło i sprawiło, że podpisał pakt. A ona? Chyba na wpół się go brzydzi, na wpół pójdzie z każdym z samotności.
Wszystko tu jest na granicy snu i jawy, życia i śmierci, szaleństwa i brutalnej naturalistycznej fizjologii. Trochę zamglone, żółtawe i wykrzywione w krzywym zwierciadle. I bardzo niepokojące zakończenie ( nie zdradzę ) o którym mamy z Kotem zupełnie inne zdania. Polecam. Osobiście dałam 8/10
Swoją drogą Kocur po seansie westchnął, że zwyczajne żony zabierają na komedie romantyczne, na Kac Wawa, Lejdis, albo inne takie. A ja to. I nie jest pewien, czy ma lepiej czy gorzej.
Potem odkryliśmy w Gliwicach świetną restaurację. Pieprz i Wanilia. Dawno nie byłam pod takim wrażeniem. Dość często jadamy na mieście i rzadko się zdarza, żebym żałowała, że nie potrafię zmieścić wielu porcji z czystej przyjemności jedzenia. Kucharz to mistrz. Dodatkowo pierwsza restauracja zrobiona tak, że wyjście z małym dzieckiem jest miłe i przyjemne, zarówno dla rodziców, jak i dla pozostałych klientów. Restauracja przyjazna dzieciom to nie jest tylko jakiś zdezelowany fotelik w roku.
No i się pochwalę. Z racji moich urodzin, które będą niebawem, dostałam prezent - dwa bilety na Nigela Kennediego. Tak, Nigel gra Bacha i nie tylko. W dodatku 350 metrów pod ziemią w zabytkowej kopalni. Mój mąż jest zajebisty. Ha! On jeszcze nie wie, że tam oprócz Bacha będzie trochę jazzu, ale się dowie. A że będzie pod ziemią to tak łatwo nie ucieknie. (-; Ucha-cha jak się cieszę!

A za tydzień idę z młodymi ( tak, z oboma) do Filharmonii na poranki muzyczne. zapraszają od 3 miesiąca więc Mikołaj to już prawie weteran będzie. I w tym wieku jeszcze wypada spać jak mu się nie spodoba.
I tylko jedna rzecz, która ostatnio mnie zadziwiła i wprowadził w niemiłe zakłopotanie. Jakoś się tak szczęśliwie udało, że po długim czasie układy z moimi rodzicami zmierzają do jakiejś poprawności. ( To najbardziej optymistyczne słowo jakie przychodzi mi do głowy). I Natalka znowu odwiedza dziadków i na kilka godzin tam zostaje - co zresztą sprawia jej wielką przyjemność. Ale ostatnio się dowiedziałam, że moja córka, która ma lat prawie siedem, chodzi do szkoły, robi mi zakupy, czyta, gra na skrzypcach, pływa i ogrywa mnie w planszowi typu Dominion, otóż ona, jest zachęcana do ...siadania na nocnik. Tak. I jest karmiona, Chlebkiem pokrojonym na malutkie kawałeczki. O rowerku z kółkami i z kijem do trzymania nie wspomnę. Najpierw przeżyłam szok, potem opad szczęki. I nie wiem jak im teraz powiedzieć, że Natalia nie ma już trzech lat, bez robienia kolejnej wojny, której nie chcę. Może Natalia sama w końcu to powie, bo chociaż wygodnie być trzylatkiem który jest karmiony patrząc na mini mini, to ją to też chyba zaczyna denerwować.
A poza tym czytam: Cmentarz w Pradze - Umberto Eco. ( Recenzja wkrótce, na razie świetne)
Słucham Ibrahima Maaloufa, który jest moim wiosennym odkryciem ostatniego czasu. Pan gra i wygląda tak, że można stracić głowę.
A no i planujemy wakacje. I co byśmy nie kombinowali, to Beskid Niski będzie. Ale może Kaszuby też. Trzymamy kciuki (-;
1 komentarze:
U mnie "Fausta" niestety nie grają, ale udało mi się jakoś go zdobyć (jakość pierwszorzędna). Niestety napisów brak - i polskich, i angielskich. Tylko włoskie. Włoskiego nie znam w ogóle, a mój niemiecki na tak wysokim poziomie nie jest... Więc tak sobie czekam na te english subtitles.
Prześlij komentarz