wtorek, 13 marca 2012

Precz z Calineczką!

Przyjaciółki feministki proszę o zaparzenie sobie melisy.

Dobra. Macie? No to, głęboki wdech i możecie czytać. Tylko mi się nie denerwować. I tak was lubię.

Kolejny przykład generowego myślenia, które sprawia, że ciarki mi chodzą po plecach a bezmiar głupoty przeraża. Na Wysokich Obcasach znalazłam taki artykuł. ( Dobra, wiem, to że tam zajrzałam to jakby Palikot Frondę czytał...)

Artykuł jest o czymś co mnie niezmiernie fascynuje, czyli o roli baśni i mitów. I uwielbiam na przykład Biegnącą z Wilkami czy Bajki Rozebrane - które to pozycje są jakby nie patrzeć z gruntu feministycznego. Ale to co plotła Joanna Mizielińska przekraczało wszelkie granice durnoty. Cenzurujemy dzieciom bajki. Czytajmy selektywnie. I zostanie nam tylko pingwin Togo i jego partner. Może nasze pociechy będą głupie, ale za to odpowiednio nastawione do tematyki płci.

Pani wyraża zaniepokojenie Calineczką. Bo ona taka głupia, bierna, chcą ją wydać za mąż za byle kogo a w końcu jak znajduje księcia to bezwolnie wpada w jego ramiona. Panie zapomniały, że jest to baśń o dojrzewaniu - od małej istotki mamusi, która wymyka się niepożądanym kandydatom do pięknej wróżki. I Calineczka ma taki ważny w baśni okres po tym jak ucieka chrabąszczom a zanim trafiła do myszy jak mieszka sama i uczy się o siebie troszczyć. Dojrzewa. Potem kiedy jest u myszy jest już inna - to ona chociaż maleńka potrafi pomóc jaskółce.

Co sadzą panie o Małej Syrence i Kopciuszku to już nawet komentować nie będę bo ręce opadają. O niezależnych i silnych siostrach kopciuszka co się nie mieściły w stereotyp księcia. Polecam paniom jeszcze raz lekturę klasyki feministycznej bo już odeszły nawet od niej daleko. I mało rozumiecie z baśniowego przekazu o sile kobiecości.

Tak, wychowuję inaczej syna i córkę. Tak, mam wobec nich nieco inne oczekiwania. Chociaż chciałabym żeby oboje wyrośli na mądrych, odważnych i dobrych ludzi. Normalnie zasłużyłam na donos do opieki społecznej.

PS. Kiedyś miałyśmy w domu taka nowoczesną postępową bajkę o tolerancji. Wilczek się nazywała. Córka stwierdziła, że bajka nudna, a wilczek jest tchórz i z niego żaden wilk nie jest.

3 komentarze:

monika mimo-za pisze...

No cóż, szanowna pani jak widać nie do końca Bettelheima zrozumiała i próbuje nadać postaciom realne (zamiast metaforyczne) i stereotypowe (zamiast ogólnoludzkie) znaczenie. Błagam, czytajmy dzieciom baśnie, wierne oryginałom i koniecznie nieselektywnie!

Aniołak pisze...

Cenzurowanie baśni czy ich "selektywne czytanie" do niczego nie prowadzi, co najwyżej zubaża wiedzę dziecka o kanonie kultury. Lepiej - IMHO - przeczytać mu (albo z nim) wszystkie baśnie w domu, niż czekać, aż się zaznajomi z nimi w jedynej słusznej disneyowskiej wersji.
Ale o baśnie mogłybyśmy się spierać długo, długo. Ciebie wkurza pomysł cenzurowania baśni czy baśnie poprawne, na zamówienie ideologiczne. Mnie wkurza wydawanie osobno baśni "dla dziewczynek" i "dla chłopców", bo to takie samo sztuczne tworzenie podziałów, jak cenzurowanie bajek stereotypowych.
Naszła mnie w trakcie zastanawiania się nad Twoim wpisem jeszcze jedna refleksja - czy jednak nie da się baśni czytać "społecznie"? Uważam, że się da - większość z nich oprócz przekazu głębokiego gdzieś na samym dnie, z wierzchu jest jednak, jak każda literatura, odbiciem swoich czasów. Sama wiesz, jaki mam sentyment do mitu Hadesa i Persefony, wiem, że on siedzi w "Pięknej i Bestii" - ale na dobrą sprawę ta baśń to jest też opowieść o dziewczynie wydanej za mąż "z rozsądku", i o tej Kore, która nie zostaje Persefoną, bo przez lata tkwi w przekonaniu, że jeśli będzie dostatecznie kochać, to jej Hades przemieni się w dobrotliwego Plutona... W baśni się udaje, w życiu - to już różnie bywa, prawda?
Niemniej masz rację - "Calineczkę" spłycono w tym wywiadzie do poziomu kałuży.

labruja pisze...

Nic nie boli jak głupota. I mnie w artykule najbardziej zabolało właśnie to sprowadzenie spłycenie argumentacji do kałuży. To tak jakby w PRL jakaś psorka marksizmu-leninizmu stwierdziła, że nie czytajmy Kopciuszka bo się zaprzedała i odeszła od ideałów klasy pracującej idąc w tango z burżujem. To jest ten poziom.

Matko, Calineczka jest o dojrzewaniu i uczeniu się samodzielności. Sama się sobą zajmowała, potem przez wysokie jak las ściernisko szła i do myszy trafiła. A potem ona maleńka istotka ogromną jaskółkę wyratowała. I do tego księcia sama z nią uciekła!

A mała syrenka? Jakby się przyjrzeć Andersenowi to nie tylko o księcia tu chodziło, ale też o dusze. Cóż mi po tym babciu że będę żyła sto lat jak potem zamienię się w morska pianę? I ona się sprzeciwiła ojcu i siostrom i sama chciała czegoś więcej. Jest o poświeceniu ( jakie niedobre niemodne słowo) - mogła odzyskać swój syreni ogon ale nie chciała zabić księcia. Nawet za cenę własnego życia. I w sumie jest tam happy end - bo nie skończyło się na morskiej pianie ale na duchu powietrznym.

No ale tego u Disneya nie ma.

czytajmy zatem nie selektywnie. Andersena który oswaja dzieci ze smutkiem i stratą. Grima który oswaja ze strachem i gniewem. I baśnie tradycyjne - słowiańskie - które też mają dużo do powiedzenia o mądrości kobiecej.

A co do bajek dla dziewczynek i chłopców - powiem szczerze nie wiem co sadzić. Byłam 100% przeciw, ale widzę jak Natalia je lubi to coś w tym jest. Tylko nie wiem jak za kilka lat przekonam syna, że bajka z tej różowej książeczki jest ciekawa. Prawię je albo co.

Prześlij komentarz