Na szczęście sezon filmowo książkowy ma się lepiej. Skończyłam w końcu Cmentarz w Pradze Umberto Eco. Recenzje czytałam takie sobie, a i po Tajemniczym Płomieniu jakoś mi tak Eco bokiem wyłaził. A tu zaskoczenie. Od czasów Imienia Różny nic mi się Eco tak nie podobało.
O czym jest Cmentarz? To książka gulasz - doskonale przyprawiony pikantny gulasz z wieku XIX. W zasadzie nie spotkałam książki współczesnej, która tak doskonale oddałaby nie tylko realia jak i sposób myślenia tamtej epoki.
Więc co my tu mamy? Niepokoje polityczne, nacjonalizm, antysemityzm, dziwki na bulwarach, Ochranę, saloniki artystyczne, kuchnie jak z Makłowicza, doktora Freuda, hipnozę, histeryczki, magie, okultyzm, wolnomularstwo, spiski, karbonariuszy, nihilistów, komunistów, jezuitów, sojusz ołtarza z tronem, Eugeniusza Sue, Garibaldiego, ładunki wybuchowe, frustracje i obsesje seksualne...no i wywar warzywny, cynaderki, cielęcinę i karczochy. Daję słowo, zabrakło mi tylko opery Garniera. Tak, my wiemy co z tego będzie. Koniec wieku, a potem dwie wojny już za rogiem. I zaskakuje jak niektóre stereotypy ciągle są obecne.
Główny bohater, cierpiący na rozdwojenie jaźni fałszerz, oszust, morderca i kanalia jest tu według autora jedyną rzeczywiście fikcyjną postacią. Cała historia - fikcyjna opowieść o powstaniu pewnego istniejącego acz fałszywego dokumentu - jest osadzona w labiryncie prawdziwych postaci i wydarzeń. I trudno tu odkleić to co prawdziwe od tego co zmyślonego. Zresztą czy to ma aż takie znaczenie? Tak czy inaczej, z perspektywy XX wieku, czytając o teoriach spiskowych, wyssanych z palca relacjach i mrocznych siłach knujących za kulisami, zastanawiam się na ile współczesny człowiek potrafi od tym podobnych widm odejść. A na ile obecność - Wiadomych sił, Ich, Katoli, Lewaków, Żydów, Harego Potera, czy jeszcze tam kogoś innego jest zwykłym mechanizmem kontroli społecznej i polaryzacji społeczeństwa na My i Oni. Szkoda tylko, że ostatnim razem posunęło to się do rozwiązań Ostatecznych.

Ale tak czy inaczej książkę polecam. Mocny mięsisty jak gulasz. I bardzo, bardzo strawny. Teraz zaczynam Mój Brat Obalił Dyktatora. Zaczyna się ciekawie, chociaż językowo to to nie jest.
Filmowo też jest dobrze. Najpierw Jaskinia Zaginionych Snów Herzoga. Bardzo dziwny dokument o jaskini z jednymi z najstarszych ściennych malowideł. Niby takie nic. Herzog idzie na godzinkę z naukowcami do jaskini, trochę gada. A wrażenie piorunujące. Sfilmowany duch paleolitu. Miałam potem dziwne niedźwiedzie sny.
A drugi to Dokąd Teraz Nadine Labaki. W zasadzie po karmelu wiedziałam czego się spodziewać, ale i tak mnie zaskoczyło. Komedio - dramat. Bardzo słodkie, bardzo zabawne. I bardzo, bardzo smutne. Pod pewnymi względami przypomina mi Wszystko o mojej matce, pod innymi Pociąg Życia gdzie o strasznych rzeczach mówi się opowiadając piękną baśń. Polecam, jeden z najlepszych filmów jakie ostatnio widziałam.
No i planujemy wakacje. Kaszuby nabierają realnych kształtów. Jawornik też. Teraz gdyby się jeszcze udało na Łemkowszyznę wrócić. Ja wiem, z młodym nie pochodzę. Ale co poradzę, że mnie do domu ciągnie?
2 komentarze:
Łemkowszczyzna (a szczególnie krynickie rejony) serdecznie zaprasza. ;)
"Karmel" mnie zauroczył, zatem trzeba sięgnąć po kolejny film, dziekuję za wzmianke o nim:)
Prześlij komentarz