środa, 31 maja 2006

wtorek, 30 maja 2006

No dobrze. Trzy tygodnie bez notek, a potem trzy notki jednego dnia. Dałam się porwać zabawie. Kto to napisała. Mam nadziej ze nie będzie za łatwe ani za trudne. Wszystko proza, niekoniecznie tylko fantastyka. Zapraszam. Nagrody? Negocjowane? Gwiazdka z nieba i inne niespodzianki przewidziane.

1 TATAAAAMMM _ ODGADAŁA INDYGO
Łysiak - Flet z Mandragory
Mój czarny robak mieszka wewnątrz mej duszy. Być może to tylko chwilowy postój, przerwa w wędrówce, dla nabrania sił. Możliwe, że pewnego dnia zechce ruszyć dalej i wybierze serce albo mózg, zapraszając mnie do bajecznie nakrytego stołu opłakania, lub do perłowej jaskini miłości, gdzie wszelki rozsądek usypia, budzi się sumienie, a szczęcie ważymy wzajemnością czyjegoś serca i nieczynieniem złą bliźniemu. Wówczas zdam końcowy egzamin z głupoty.

2 I ZNOWU CELNY STRZAŁ INDYGO
Autorem jest pan Barker a tekst ( tu już ja podpowiem) pochodzi z Abaratu
Obok przeszła piękna kobieta w kapeluszu przypominającym akwarium. Pływała w nim duża ryba o żałosnym wyglądzie, w tajemniczy sposób podobna do wyrazu twarzy kobiety, na której głowie balansowała. Mężczyzna dwa razy większy od Candy biegł niosąc w kapturze swojego habitu drugiego, dwukrotnie mniejszego od siebie mężczyznę, który żaglował orzechami. Przez tłum przemykało stworzenie z czerwonymi drabinami zamiast nóg i ogromnym pomarańczowym grzebieniem.

3 GRATULUJEMY ANIOŁAKOWI!
Prawidłowa odpowiedz to: Orson scott Card, Mówca Umarłych

<>
Roześmiał się. Ja mam wybaczyć tobie.

To byłem ja.

To byłem ja.

Gdy znowu będziesz spacerować po powierzchni świata, wtedy nadejdzie przebaczenie.

4 – Kim jesteś?
Diabłem – odrzekła. - Zakochanym diabłem.
Wybuchnęła śmiechem. Książka Cazotte'a leżała na komódce obok Pamiętnika z Wyspy Świętej Heleny i jakiś papierów.

5 Zaczynała dojrzewać w kłębowisku wrogich sobie sił. Niewiele miała z matki. Po ojcu odziedziczyła ciało wątłe, chorobliwą wstydliwość, bladą cerę, oczy smutnomodre i czystą miedz gorejących włosów. Żyłą tak cichutko, że wydawał się osobą niewidzialną. Matka wystraszona tą dziwna cechą osobowości, przywiązywała jej dzwoneczek do nadgarstka, by nie stracić z uszu błąkającej sie w półmroku domu córki.

6 BRAWA DLA NATTI!
To czywiście Nędznicy Hugo

Ścieki są sumieniem miasta. Wszystko w nich się zbiega i konfrontuje. W tym sinym przybytku panują ciemności, ale nie ma już żadnych tajemnic. Każda rzecz ma swój kształt prawdziwy, albo przynajmniej ostateczny. Stos śmieci ma tę zaletę, że nie kłamie. Tam się schroniła naiwność. Wszystkie brudy cywilizacji, odbywszy swoja służbę, wpadają w ten grób prawdy, gdzie znajduje swój kres gigantyczne obsuwanie się gruntu społecznego. Wpadają, ale rozpościerają się w całej okazałości. Ten chaos jest spowiedzią. Koniec wszelkich fałszywych pozorów, nie ma mowy o żadnej szmince, plugastwo zdejmuje koszulę, absolutna nagość, klęska złudzeń i miraży, nic ponad to, co jest i co przybiera złowrogą postać tego, co się kończy. Rzeczywistość i nicość. Odłamek butelki wyznaje pijaństwo, pałąk koszyka opowiada o tajemnicach koszykowego; ogryzek, który niegdyś miał swoje poglądy na literaturę, z powrotem staje się ogryzkiem; podobizna na miedzianym groszaku szczerze pokrywa się jadowitym grynszpanem, splunięcie Kajfasza spotyka wymioty Falstaffa, luidor pochodzący z szulerni uderza o gwóźdź, z którego zwisa kawałek sznura samobójcy (...). Wszystko, co się malowało, teraz nurza twarz w brudzie. Ostatnia zasłona zerwana. Ściek jest cynikiem. Mówi wszystko.

7 Kiedy Bóg wyznacza jakieś istocie miejsce śmierci sprawia on, by potrzeby ją w owe miejsce przywiodły.

Źle się dzieje na świecie. Kolejne oskarżenia tym razem w stronę księdza Malińskiego. Rzucili się jak sfora głodnych psów. Ktoś coś słyszał, ktoś kiedyś widziała jakiś papier i dalejże łapać winnego. A ja wierzę księdzu Malińskiemu. Bo mam oczy i uszy. Bo widzę jaką postawę pokazuje od lat, jakie ceni wartości. Bo czytam jego teksty. Mo mam rozum od myślenia, a nie od przyjmowania papki którą mi wciskają. Bo oceniam człowieka za to kim jest.
Naprawdę czekam tylko aż wybuchnie afera, jak ktoś doczyta, że niejaki Jezus z Nazaretu to nie dość że z prostytutkami rozmawiał, to jeszcze na obiady do celników chodził. Żydowskich w dodatku! Zgroza!
Tylko trochę mi smutno. Może dlatego, że czuję jakby chciano nam zabrać autorytety. Kilku z tych Wielkich zmarło. Innych obrzuca się błotem. Niedługo zostaną nam tylko malowane kukły, postawione przed oczami „ku polepszeniu obyczajów” a nadające się tylko do obrzucania jajkami. Szkoda.

Z innego koszyka to chciałam przeprosić że tak długo nie pisałam. Ot uważam, ze mam tak hermetyczne mamowe problemy, że niekoniecznie musi to kogoś obchodzić. Ale o blogu pamiętam. ostatnio nawet mi się śnił. Wyglądało to mniej więcej tak:
Blog: - Coś się ostatnio nie pokazujesz, słomiany zapał?
Ja: - gdzie tam. Nie mam po prostu nic sensownego do pisania. Zresztą taka Indygo pisze jeszcze mniej, a jakoś nikt, jej blog w szczególności, się jej nie czepia.
Blog: - Bo Indy pisze teksty ogólne, felietonistyczne i zasadniczo ciekawe i przemyślane. A ty zdecydowałaś się na formę „ co tam, u mnie dla znajomych” To bądź że konsekwentna!

Zatem na specjalne życzenie mojego własnego bloga, skrót tego co u aniska. W punktach. Takie depesze ze świata labrujów.
1)Udało mi się zaleczyć całe uzębienie. W czwartek idą zakładać aparat. Będę seksi jak japońska gimnazjalistka. Tylko białej koszuli i spódniczki w kratkę mi brak.
2)Spotkałam się ostatnio z Demonkiem, w środę mam nadzieje uda się z Aniołakiem i może jakoś sie wreszcie do Azula odważę. Zasadniczo dochodzę do wniosku, że strasznie lubię bliskie mi osoby.
3)Zaczęłam resocjalizować pewne forum. Znaczy pojawiam się tam i usiłuję jakoś się zkomunikować z ludzmi. ( zainteresowani wiedza jakie to forum), ale odbiłam się głową od betonu i chyba zrezygnuję. Labruja bardzo się czuje nierozumiana. Czy ja chciałam kogoś zjeść? Bu.
4)Zabieram się wreszcie za projekt „ moje własne pisanie” ( nie fanfiction). Na razie trawie i zbieram pomysły. Chodzę z głową w chmurach i z notatnikiem. Może z tego wyjść cos fajnego, a może wielkie nic. Na razie daje radość. Zobaczymy.
5)Zasadniczo nic więcej się nie dzieje. Jest zimno. Dnie spędzam na podłodze z raczkującym obok natalisem i książką. ( Aktualnie Nocną Strażą)
6)Przymierzam się do owej blogowej zabawy literackiej co to ostatnio krąży. Bójcie się
7)To tyle.

poniedziałek, 8 maja 2006

Zawsze miałam dziwaczne sny. Kiedyś nawet myślałam o założeniu bloga sennego. Ale z pomysł upadł, po tym jak uświadomiłam sobie, ze nawet kilka najbliższych osób mogło by w czasie czytania z nudów zasnąć.
Tym razem jednak w nocy stała się rzecz dość zabawna. Otóż: moja córka zazwyczaj budzi się w nocy jakiś dwa razy, ale dzisiaj postanowiła zaszaleć. Domagała się mleka o pierwszej w nocy, potem o drugiej i koło trzeciej. Byłam z tego tak zmęczona, że przyśnił mi się dziwny sen. Na dodatek po obudzeniu nie wiedziałam, że był to sen,. Wydawało mi się, że mała Natalia nie pije dlatego, że jest głodna, a odciąga mi mleko, żeby je potem sprzedawać innym dzieciom. Wyimaginowałam sobie, że ma w buzi specjalną rurkę i ssąc odprowadza mleko do wielkich butli, które stoją pod łóżkiem. Proceder ten jest częścią całego biznesu quasi mafijnego założonego prze bandę przedsiębiorczych bobasów. A mamy dają się robić w trąbę i produkują mleko dla całej bandy. Poczułam się oszukana. I odmówiłam dalszego karmienia. Mogę nosić, przytulić, ale żarcia na przehandlowanie nie dam. Dziwne, ale byłam tak zmęczona, że nie widziałam braku logiki w takim myśleniu. Natala poczuła się obrażona i głośnym krzykiem usiłowała mi wytłumaczyć, że się mylę, a ona bez jedzenia nie zaśnie. Tak mi do piątej tłumaczyła. Potem się złamałam i z myślą, „ a niech ma” dałam jeść i zasnęłyśmy.

Dopiero rano jak kocur zapytał czemu się tak darła, a ja mu wyjaśniałam, że odkryłam, że nasza córka….i tu zrozumiałam absurd tamtego założenia. Czułam się cokolwiek głupio. A teraz oczy mam na zapałki. Eh.

A wystarczyło, założyć, że nawet jak sprzedaje mleko to dobrze, bo dziecko przedsiębiorcze. Dać jeść i dalej spać. Najważniejsze to dobrze żyć z własnymi urojeniami. (-:

sobota, 22 kwietnia 2006

Piszę co jakiś czas bajki dla mojej Natalii, ale nie opowiadam ich jeszcze, gdyż obawiam się że córka nie dojrzała jeszcze do ich przekazu. Ponieważ jednak cos dzisiaj popłakiwała, postanowiłam wymyślić bajkę akurat na teraz, czyli taką dla 6,5 miesięcznej pannicy. Bajka bardzo sie podobała i wywołała radosny uśmiech. Szło to mniej więcej tak. Oczywiście trzeba to należycie ekspresyjnie opowiadać.

Pewnego dnia na polankę przyszły trzy owieczki.
Beeee – odzywa się pierwsza.
Beeee? - zapytała zaskoczona druga owieczka.
Beeee! Beeee, beeeee, beeee, be – wytłumaczyła od razy trzecia. Nie przekonało to jednak drugiej owieczki.
Beeeeeeeeeeeee...beeee, beeee, beeee, be – zaczęła argumentować
Beee, beeeee! Beee? Be! - przerwała już nie źle zirytowana pierwsza owca.
Kiedy tak rozmawiały na polankę przyszedł ich stary przyjaciel Czarny baran i tak rzecze:
Beeeeeeeee!
Beeeeee – odpowiedziały wszystkie trzy owieczki.
i.t.d.

Bajka ciągnęła się dość długo wywołując radosne uśmiechy. Nie ma to jak dobre dopasowanie prozy do czytelnika. Ha!

wtorek, 18 kwietnia 2006

Tęsknię. Za zmienią czerwoną i sępami łatającymi wysoko wysoko na błękitnym niebie. Dziwne ale ten obraz najbardziej zapamiętałam. I ten mocny zapach wszystkiego- kwiatów- owoców- gnijących liści – ludzi- zwierząt i wychodków. Podobno Afryka jest jak choroba – kiedy się raz zarazisz siedzi ci we krwi i ciągnie. Ile bym dała żeby wrócić. I, pomijając już marudzenie o takie drobiazgi, jak to czy mogę czy nie wybyć do kina czy na kremowe, to jest tak naprawdę jedyna ważna rzecz z której teraz rezygnuję. Ale mam nadzieję, że nie na długo.

Kiedy ktoś mnie pyta o moją parafie – zawsze jako pierwsza przychodzi mi na myśl St. John Bosco Parish w Lungi. Przez tak krótki czas zostawiłam tam tak dużo siebie. Czasem się zastanawiałam do czego konkretnie tam tęsknię. Chyba do ludzi. Do ludzi bogatych w czas na rozmowę, w wiarę i siłę. Może część mnie kiedy wyjeżdżałam spodziewała się zobaczyć biedne głodujące murzynki, których może być żal. A żal mi było kiedy wróciłam tych poszarzałych pośpiesznych ludzików których spotkałam po powrocie na lotnisku w Brukseli.

Tęsknię do tamtych kobiet. Często niepiśmiennych, stojących o świcie w długich kolejkach do studni, a jednak zawsze wyprostowanych i dumnych. Śmiejących się do swoich dzieci i puszczające oko do mężczyzn. Silne i pełne radości.

Muszę wierzyć, że wrócę. Inaczej czułabym się jakby mi skrzydła odleciały.

Tak, nie jestem ślepa. I widzę wszystko co mnie z tymi ludźmi dzieli. To ile że jesteśmy bogatsi, biali i kiedyś wrócimy. I tą głęboko schowaną niechęć do nas, innych. Za to, że w jakiś sposób ich my „biali” wykorzystujemy. Tylko dlaczego mimo wszystko te mury łatwiej mi było pokonać, niż te które są tutaj? Może dlatego, że mi było tam tak blisko duchowo? Mam czarną duszę chyba.

Wyszperałam kilka zdjęć z „naszej” parafii. http://www.boscohall.org/sierraleone/tintafor/dbchurch/dbchurch_front_2n.htm

Aj będą mi się dzisiaj dziwne rzeczy śnić. Mam nadzieję. A tam teraz środek pory suchej. Oj.