Tęsknię. Za zmienią czerwoną i sępami łatającymi wysoko wysoko na błękitnym niebie. Dziwne ale ten obraz najbardziej zapamiętałam. I ten mocny zapach wszystkiego- kwiatów- owoców- gnijących liści – ludzi- zwierząt i wychodków. Podobno Afryka jest jak choroba – kiedy się raz zarazisz siedzi ci we krwi i ciągnie. Ile bym dała żeby wrócić. I, pomijając już marudzenie o takie drobiazgi, jak to czy mogę czy nie wybyć do kina czy na kremowe, to jest tak naprawdę jedyna ważna rzecz z której teraz rezygnuję. Ale mam nadzieję, że nie na długo.
Kiedy ktoś mnie pyta o moją parafie – zawsze jako pierwsza przychodzi mi na myśl St. John Bosco Parish w Lungi. Przez tak krótki czas zostawiłam tam tak dużo siebie. Czasem się zastanawiałam do czego konkretnie tam tęsknię. Chyba do ludzi. Do ludzi bogatych w czas na rozmowę, w wiarę i siłę. Może część mnie kiedy wyjeżdżałam spodziewała się zobaczyć biedne głodujące murzynki, których może być żal. A żal mi było kiedy wróciłam tych poszarzałych pośpiesznych ludzików których spotkałam po powrocie na lotnisku w Brukseli.
Tęsknię do tamtych kobiet. Często niepiśmiennych, stojących o świcie w długich kolejkach do studni, a jednak zawsze wyprostowanych i dumnych. Śmiejących się do swoich dzieci i puszczające oko do mężczyzn. Silne i pełne radości.
Muszę wierzyć, że wrócę. Inaczej czułabym się jakby mi skrzydła odleciały.
Tak, nie jestem ślepa. I widzę wszystko co mnie z tymi ludźmi dzieli. To ile że jesteśmy bogatsi, biali i kiedyś wrócimy. I tą głęboko schowaną niechęć do nas, innych. Za to, że w jakiś sposób ich my „biali” wykorzystujemy. Tylko dlaczego mimo wszystko te mury łatwiej mi było pokonać, niż te które są tutaj? Może dlatego, że mi było tam tak blisko duchowo? Mam czarną duszę chyba.
Wyszperałam kilka zdjęć z „naszej” parafii. http://www.boscohall.org/sierraleone/tintafor/dbchurch/dbchurch_front_2n.htm
Aj będą mi się dzisiaj dziwne rzeczy śnić. Mam nadzieję. A tam teraz środek pory suchej. Oj.
0 komentarze:
Prześlij komentarz