poniedziałek, 10 kwietnia 2006

Ujjj, dawno mnie nie było. Miałam zabiegany weekend. I do tego jeszcze nieprzespane noce. I właśnie od nich chciałam znacząc. Bo czuję się wykorzystywana i traktowana przedmiotowo. Przez mojego szkraba! Odkryłam, że ona budzi się w nocy do karmienia nie dlatego, ze jest głodna, ale dlatego, że jej się należy! Budzi się co jakieś 3 godzinki i pije ot tak troszeczkę, żeby się upewnić, że jest – i nikt jej nie odbierze. Usiłowałam jej nie dać, tylko przytulać. Gdzie tam! Krzyk, raban – okradają z prawnie przynależnego mleka! Taki to jest ten mój szkrab. Ale cóż, na razie rozpuszczam, w końcu kto ma rozpuszczać jak nie ja. Życie i tak jej paca w nos da, jak przyjdzie na to czas.

Oprócz nocnych alarmów weekend wypełniało ganianie po rodzinach i znajomych krakowskich, oraz Wielkie Zakupy Wiosenno Ubraniowe. Wizyta byłą bardzo bardzo sympatyczna ( u rodziny Kocura, nie mojej), ale wiąże się z nią pewna fajna historia.
Otóż: w rodzinie tej urodził się mały Dzieck i jako osoba ciekawa postanowiłam się wprosić i go zobaczyć. Mieliśmy w piątek ustalić dokładną godzinie kiedy mamy przyjechać.
Dzwoni do nas małżonek kuzynki Kocura i odzywa się w te słowa: - (Bla bla bla, cieszę się że wpadniecie) bądźcie o 14, bo będziemy juz, wtedy po obiedzie.
Ja: - Ok, tak przyjedziemy
On: - Bo nie wcześniej, bo rozumiecie, my wtedy obiad mamy. (po chwili) A wy macie gdzie zjeść?
Ja: - Coś się wymyśli.
On: - Hmmm. W sumie moglibyście do nas przyjść
Ja: - Nie, nie róbcie sobie kłopotu.
On: - Poczekaj spytam się czy to nie kłopot.

Dzwoni po chwil: ( po konsultacji z rodziną)
- To nie kłopot. Możecie przyjść.

Strasznie mnie ta rozmowa ubawiła. Przypomniała mi się historia z Królikiem goszczącym Kubusia. W ogóle rodzina Kocura troszke przypomnina Krewnych i Znajmych Królika. Rzeczywiści obiad był pyszny i rzeczony krewny musiał się zastanowić czy takich łakomców zaprosić. (-: W ogóle wizyta tam jakoś mnie pozytywnie nastawiła, bo Dom sprawiał wrażenie takiej dobrej przystani pełnej roślin, odratowanych zwierzów, miłości i ogólnie dobrej energii. Powraca wiara w ludzi kiedy się bywa w takich miejscach.

Jakoś ogólnie w tym roku ze spokojem czekam na Świetna. Może dlatego, że tym razem nie urządzam w domu spędu. W końcu człowiek jest dla Święta, czy Święto dla człowieka? Dlatego w tym roku większość porządków wewnętrznych. (-:

Notkę kończę już tradycyjnym stwierdzeniem: a po południu udaję sie do dentysty. Nie liczę już który to juz raz. Jeżeli wziąć pod uwagę wizytę dzisiejszą, środową i czwartkową – to może po Świętach będę już w posłowie moich przygód z dentystą. Oby. Gdybyż tylko dentysta był młodym przystojnym brunetem, > wzdech< pomarzyć chyba można?

0 komentarze:

Prześlij komentarz