środa, 11 czerwca 2008
Londyn
To jadę. Jutro rano.Zobaczyć jak Oni to zrobili. Wysmażę recenzję. To jutro o tej porze na Piccadilly Circus, Fidelio? Hasta pronto!
Wybór, czyli feministki na marsa, księża na księżyc.
Kot jest zły. Wkurza mnie głupota ludzka posunięta do absurdu. Głupota która szkodzi. Pisałam już w ty temacie jakiś czas temu ale mam wielką ochotę wyrzucić z siebie kilka spraw nie tylko trud Fi przez kominek.
Cała Polska żyje ostatnio sprawą 14-stolatki w ciąży. I absolutnie wszyscy wycierają sobie tym mordę do celów politycznych. I Kościół i SLD. Jest to żenujące i śmierdzi na kilometr brakiem dobrych intencji. Sprawa jest bardzo trudna i niejasna. Bo na ten przykład: Jeżeli to był gwałt, to dlaczego gwałciciel nie siedzi w więzieniu ( poprawczaku)?
Ostatnio jestem wściekle cięta i na polskie feministki i na radiomaryjny odłam kościoła. Jak niektórzy pewnie wiedzą jestem absolutnie anty-aborcyjna. W jakiś sposób uważam że uchwalony w polce kompromis jest dobry – są przypadki tak dramatyczne, że tu już jest wybór między jedną a drugą tragedią.
A teraz po kolei do obu stron ( choć zapewne obie strony boga nie czytują)
Drogie Feministki:
Obserwując waszą działalność w Polsce ma się wrażenie że poza prawem do aborcji nie macie żadnych innych postulatów. Dać kobiecie prawo do zabijania i po kłopocie. Ma wybór. Może uwinąć, albo nie – ale w drugim przypadku niech się sama o wszystko martwi. Jej wybór, nie?
Ja jestem pro choice! Za prawem do wyboru, u zgadzając się z waszą tezą że to jest „moja macica” uważam co do niej wkładam.
Pro choice to dla mnie:
- dobra rzetelna edukacja seksualna w szkołach
- refundowane środki antykoncepcyjne
- Łatwiejsza dostępność u lekarzy pigułki 24 po – na wypadek gwałtu dawnej automatycznie
- system domów samotnych matek i mądrze prowadzony system adopcyjny ( z adopcją ze wskazaniem), możliwość zostawiana dziecka w szpitalu tak żeby od razu znalazło się w rodzinie adopcyjnej
- skuteczna egzekucja alimentów
- przyjazne matkom prawo pracy
- system żłobków i przedszkoli
Bo jaki to „ choice” oferują feministki, kiedy aborcja ma być odpowiedzą na wszystkie problemy, a jak sobie urodzisz to sobie radz. Kiedy kobieta jest w rzeczywistości podstawiona pod ścianą. Czy broniąc praw kobiet nie znajcie sobie sprawy że proponując aborcje na życzenie zwalnianie panów z odpowiedzialności? „ weź się wyskrob, nie mój problem” – i zostawia to kobietę z nieprzyjemnym zabiegiem, aspektem moralnym, bólem. Przy dzisiejszych możliwościach testów ojcostwa gdyby panowie mieli podobne konsekwencje prawne/społeczne/finansowe rodzicielstwa to by wymyślili prezerwatyw których przyczepiane na stałe (-;
Historycznie szafujecie argumentami pana Boja-Żeleńskiego i Nałkowskiej – gdzie niemal widzimy sytuację beznadziejną sytuację symbolicznej „ służącej Hanki” którą zgwałcił/ zbałamucił zły pan, nie ma dostępnej aborcji i wykrwawia się po jakimś lewem zabiegu. Drogie panie, nie chodzi o to żeby owa Hanka mogła legalnie zabić dziecko, ale żeby nie miała takiej potrzeby. Żeby „ zły pan” był skazany na płacenie alimentów, a jeszcze lepiej Hanka nie musiała mu ulegać z obawy przed stratą pracy, lub gdyby chciała, wiedziała jak i mogła się zabezpieczyć.
Radiomarujne oszołomy denerwują mnie nie mniej.
Drodzy Obrońcy Życia. Macie rację w kwestii meritum choć jesteście debilami jakich mało. Przez wasze akcje już w naprawdę wstyd się przygnać że jest się pro life! Jednym efektem waszego działania będzie kompromitacja i wprowadzenie aborcji na życzenie do 22 tygodnia. Czasami myślę, że jedynym waszym celem jest znalezienie przeciwka I Wielkiego Złego Z Którym Można Walczyć, a nie rzeczywista pomoc matkom i dzieciom.
Argumenty o „ Boskim prawie” i duszy są absolutnie bez wartości bo równe prawo powinno dotyczy wszystkich obywateli nie tylko katolików. Nie stosujecie rzetelnej argumentacji uświadamiającej rozwój płodu, kiedy to młode zaczyna się poruszać, czuć, słyszeć. Nie powołujecie się na dane o stacjach kiedy dzieci czasem przeżywają 22 tygodniową aborcję. Nie mównice o tym że może powodować ona bezpłodność, że zwalnia mężczyzn z odpowiedzialności. Swoją propaganda czystości i nagonką na samotne grzesznice dzieckiem tworzycie presję do poddania się nielegalnej aborcji. Byle cicho, byle sąsiedzi nie wiedzieli.
Dlaczego przeciwnicy kary śmieci nie powołują się na argumenty świętości życia, tylko humanizmu i statystyki błędów sądów? Czy ateisty nie da się przekonać przeciwko aborcji? Moim zdaniem da się. Gdyby się nie dało, to by znaczyło, że powinna być legalna.
Byłam w ciąży. Na samym początku przeżyłam pewną historię której tu nie chcę opowiadać, a która daje mi pewne prawo moralne do dość kategorycznych sądów. Nie i koniec. To jest bardzo wczesna forma człowieka, może nie myśli tak jak dorosły, nie czuje tak ( noworodek też jeszcze jak „człowiek „ nie widzi i nie myśli – śpi i je) ale wiedziałam ze to jest Dziecko – Człowiek. Ktoś kto jest ze mnie. Ktoś z kimś jestem połączona więzami nie tyle Religi i Duszy – ale Biologii.
W tym sporze z jednej strony mamy „ embrion, zlepek komórek” a z drugiej „ dzieciątko, duszyczkę”. A nikt nie kwapi się powiedzieć, że to co jest w środku to ( niezależnie czy dusze ma czy nie – bo to kwestia wiary a nie argumentów).
W 11 – 12 tygodniu ciąży – ma 6 cm bije mu serce, kształtuje się skóra, zaczynają rosnąć paznokcie, zaczyna reagować na bodźce np. dotyk
W 15 tygodniu ciąży ( do 22 legalna aborcja w „ cywilizowanej” Europie) – ma zmysł smaku, pocztami mięśni i stawów, ma koło 10 cm porusza się i czuje dotyk.
W 20 tygodniu ciąży ma 14-16 cm, w dużym stopniu ukształtowany mózg, reaguje na bodźce, słuszny, odczuwa emocje matki
W 22 tygodniu ciąży – ma około 19 cm śni, słyszy, ssie palce, ma ukształtowaną skórę
Do mnie to przemawia bardziej niż argumenty o świętości życia.
Wszyscy jesteśmy zlepkami komórek. Różnimy się stopniem organizacji. I ja postuluję, żeby komórek które są ręką/sercem/głowę człowieka nie wyciągać skalpelem w kawałkach. Zwłaszcza ze dorośli mogą się dwa razy zastanowić zanim spowodują ze ów człowiek powstanie. Dusza i religia nie ma tu nic do tego.
Toczy się tu jakiś chory bój w którym obie strony mają gdzieś matkę i małe coś w środku. W chwili obecnej Polska ma jedne z bardziej sensownych ustaw w tej materii. I obie strony zdecydowały się to zniszczyć. A kiedy już wprowadzą nam „ oświecone” prawo ja wybiorę się pod sejm protestować. Z dwoma kobiałkami jaj – na obie strony rzucać.
Nie będę się wypowiadać o sprawie „ Agaty lat 14” bo nie wiem co się tam naprawdę stało. Morał z tej historii taki że trzeba dziecko dobrze uświadomić seksualnie. I zrobić to wcześnie. A gdyby jednak przyszło do mnie podwójne, to chciałabym żeby miała wybór. Wybór czy z moją pomocą wychować dziecko i dzielić czas miedzy nie a szkołę. Czy może urodzić i jeszcze w ciąży zastanowić się kto może je adoptować.
Cała Polska żyje ostatnio sprawą 14-stolatki w ciąży. I absolutnie wszyscy wycierają sobie tym mordę do celów politycznych. I Kościół i SLD. Jest to żenujące i śmierdzi na kilometr brakiem dobrych intencji. Sprawa jest bardzo trudna i niejasna. Bo na ten przykład: Jeżeli to był gwałt, to dlaczego gwałciciel nie siedzi w więzieniu ( poprawczaku)?
Ostatnio jestem wściekle cięta i na polskie feministki i na radiomaryjny odłam kościoła. Jak niektórzy pewnie wiedzą jestem absolutnie anty-aborcyjna. W jakiś sposób uważam że uchwalony w polce kompromis jest dobry – są przypadki tak dramatyczne, że tu już jest wybór między jedną a drugą tragedią.
A teraz po kolei do obu stron ( choć zapewne obie strony boga nie czytują)
Drogie Feministki:
Obserwując waszą działalność w Polsce ma się wrażenie że poza prawem do aborcji nie macie żadnych innych postulatów. Dać kobiecie prawo do zabijania i po kłopocie. Ma wybór. Może uwinąć, albo nie – ale w drugim przypadku niech się sama o wszystko martwi. Jej wybór, nie?
Ja jestem pro choice! Za prawem do wyboru, u zgadzając się z waszą tezą że to jest „moja macica” uważam co do niej wkładam.
Pro choice to dla mnie:
- dobra rzetelna edukacja seksualna w szkołach
- refundowane środki antykoncepcyjne
- Łatwiejsza dostępność u lekarzy pigułki 24 po – na wypadek gwałtu dawnej automatycznie
- system domów samotnych matek i mądrze prowadzony system adopcyjny ( z adopcją ze wskazaniem), możliwość zostawiana dziecka w szpitalu tak żeby od razu znalazło się w rodzinie adopcyjnej
- skuteczna egzekucja alimentów
- przyjazne matkom prawo pracy
- system żłobków i przedszkoli
Bo jaki to „ choice” oferują feministki, kiedy aborcja ma być odpowiedzą na wszystkie problemy, a jak sobie urodzisz to sobie radz. Kiedy kobieta jest w rzeczywistości podstawiona pod ścianą. Czy broniąc praw kobiet nie znajcie sobie sprawy że proponując aborcje na życzenie zwalnianie panów z odpowiedzialności? „ weź się wyskrob, nie mój problem” – i zostawia to kobietę z nieprzyjemnym zabiegiem, aspektem moralnym, bólem. Przy dzisiejszych możliwościach testów ojcostwa gdyby panowie mieli podobne konsekwencje prawne/społeczne/finansowe rodzicielstwa to by wymyślili prezerwatyw których przyczepiane na stałe (-;
Historycznie szafujecie argumentami pana Boja-Żeleńskiego i Nałkowskiej – gdzie niemal widzimy sytuację beznadziejną sytuację symbolicznej „ służącej Hanki” którą zgwałcił/ zbałamucił zły pan, nie ma dostępnej aborcji i wykrwawia się po jakimś lewem zabiegu. Drogie panie, nie chodzi o to żeby owa Hanka mogła legalnie zabić dziecko, ale żeby nie miała takiej potrzeby. Żeby „ zły pan” był skazany na płacenie alimentów, a jeszcze lepiej Hanka nie musiała mu ulegać z obawy przed stratą pracy, lub gdyby chciała, wiedziała jak i mogła się zabezpieczyć.
Radiomarujne oszołomy denerwują mnie nie mniej.
Drodzy Obrońcy Życia. Macie rację w kwestii meritum choć jesteście debilami jakich mało. Przez wasze akcje już w naprawdę wstyd się przygnać że jest się pro life! Jednym efektem waszego działania będzie kompromitacja i wprowadzenie aborcji na życzenie do 22 tygodnia. Czasami myślę, że jedynym waszym celem jest znalezienie przeciwka I Wielkiego Złego Z Którym Można Walczyć, a nie rzeczywista pomoc matkom i dzieciom.
Argumenty o „ Boskim prawie” i duszy są absolutnie bez wartości bo równe prawo powinno dotyczy wszystkich obywateli nie tylko katolików. Nie stosujecie rzetelnej argumentacji uświadamiającej rozwój płodu, kiedy to młode zaczyna się poruszać, czuć, słyszeć. Nie powołujecie się na dane o stacjach kiedy dzieci czasem przeżywają 22 tygodniową aborcję. Nie mównice o tym że może powodować ona bezpłodność, że zwalnia mężczyzn z odpowiedzialności. Swoją propaganda czystości i nagonką na samotne grzesznice dzieckiem tworzycie presję do poddania się nielegalnej aborcji. Byle cicho, byle sąsiedzi nie wiedzieli.
Dlaczego przeciwnicy kary śmieci nie powołują się na argumenty świętości życia, tylko humanizmu i statystyki błędów sądów? Czy ateisty nie da się przekonać przeciwko aborcji? Moim zdaniem da się. Gdyby się nie dało, to by znaczyło, że powinna być legalna.
Byłam w ciąży. Na samym początku przeżyłam pewną historię której tu nie chcę opowiadać, a która daje mi pewne prawo moralne do dość kategorycznych sądów. Nie i koniec. To jest bardzo wczesna forma człowieka, może nie myśli tak jak dorosły, nie czuje tak ( noworodek też jeszcze jak „człowiek „ nie widzi i nie myśli – śpi i je) ale wiedziałam ze to jest Dziecko – Człowiek. Ktoś kto jest ze mnie. Ktoś z kimś jestem połączona więzami nie tyle Religi i Duszy – ale Biologii.
W tym sporze z jednej strony mamy „ embrion, zlepek komórek” a z drugiej „ dzieciątko, duszyczkę”. A nikt nie kwapi się powiedzieć, że to co jest w środku to ( niezależnie czy dusze ma czy nie – bo to kwestia wiary a nie argumentów).
W 11 – 12 tygodniu ciąży – ma 6 cm bije mu serce, kształtuje się skóra, zaczynają rosnąć paznokcie, zaczyna reagować na bodźce np. dotyk
W 15 tygodniu ciąży ( do 22 legalna aborcja w „ cywilizowanej” Europie) – ma zmysł smaku, pocztami mięśni i stawów, ma koło 10 cm porusza się i czuje dotyk.
W 20 tygodniu ciąży ma 14-16 cm, w dużym stopniu ukształtowany mózg, reaguje na bodźce, słuszny, odczuwa emocje matki
W 22 tygodniu ciąży – ma około 19 cm śni, słyszy, ssie palce, ma ukształtowaną skórę
Do mnie to przemawia bardziej niż argumenty o świętości życia.
Wszyscy jesteśmy zlepkami komórek. Różnimy się stopniem organizacji. I ja postuluję, żeby komórek które są ręką/sercem/głowę człowieka nie wyciągać skalpelem w kawałkach. Zwłaszcza ze dorośli mogą się dwa razy zastanowić zanim spowodują ze ów człowiek powstanie. Dusza i religia nie ma tu nic do tego.
Toczy się tu jakiś chory bój w którym obie strony mają gdzieś matkę i małe coś w środku. W chwili obecnej Polska ma jedne z bardziej sensownych ustaw w tej materii. I obie strony zdecydowały się to zniszczyć. A kiedy już wprowadzą nam „ oświecone” prawo ja wybiorę się pod sejm protestować. Z dwoma kobiałkami jaj – na obie strony rzucać.
Nie będę się wypowiadać o sprawie „ Agaty lat 14” bo nie wiem co się tam naprawdę stało. Morał z tej historii taki że trzeba dziecko dobrze uświadomić seksualnie. I zrobić to wcześnie. A gdyby jednak przyszło do mnie podwójne, to chciałabym żeby miała wybór. Wybór czy z moją pomocą wychować dziecko i dzielić czas miedzy nie a szkołę. Czy może urodzić i jeszcze w ciąży zastanowić się kto może je adoptować.
Etykiety:
Femiznim,
O Świecie marudzenie
niedziela, 8 czerwca 2008
2:0 BU
Graliśmy jak nigdy, skończyło się jak zwykle.
Pisałam już to kiedyś: Oglądanie polskiej reprezentacji przypomina zaburzenia orgazmu: już, już, już, juz, prawie...i nic. Cholera oni naprawdę fajnie grali, i walecznie. Tylko skutek nie ten. SZLAG!
Btw cała sytuacja może być wynikiem interwencji pewnej niedouczonej wiedzmy, która rzuciła czar „ Niech Polak strzeli gola” No i strzelił: Podolski. Niech go dunder świśnie.
( Kot Ómiera – po meczu w I programie polskiego radia, relacji z czuba. II połowa na słuchawce z Babilasami a w tle rmf classic Cyganeria. Włochy normalnie: na obiad spagetti a potem mecz i opera. Tylko wynik nie ten)
Panu Kubicy gratulujemy.
Pisałam już to kiedyś: Oglądanie polskiej reprezentacji przypomina zaburzenia orgazmu: już, już, już, juz, prawie...i nic. Cholera oni naprawdę fajnie grali, i walecznie. Tylko skutek nie ten. SZLAG!
Btw cała sytuacja może być wynikiem interwencji pewnej niedouczonej wiedzmy, która rzuciła czar „ Niech Polak strzeli gola” No i strzelił: Podolski. Niech go dunder świśnie.
( Kot Ómiera – po meczu w I programie polskiego radia, relacji z czuba. II połowa na słuchawce z Babilasami a w tle rmf classic Cyganeria. Włochy normalnie: na obiad spagetti a potem mecz i opera. Tylko wynik nie ten)
Panu Kubicy gratulujemy.
Królowa elfów.
Zawiodłam się na kimś. Ale to w sumie moja wina, bo będąc świadoma kilku faktów mogłam się spodziewać. Za bardzo wierzę w ludzi. Ale cóż, sprawa zamknięta. Konturowanie sprawy jest równie daremne co komentowanie na Onecie – i osiąga ten poziom. Czegoś się nauczyłam, ze skrajnymi neurotykami się nie rozmawia, ich się leczy. Sprawa zamknięta.
I w sumie uświadomiłam sobie jak bardzo jestem szczęśliwa. Ilu fajnych ludzi mam w ogół siebie. Dziękuję Ani za piątkowy wieczór i „Spółdzielnię Przetwórstwa Truskawkowa Aneczka”
I bardzo się cieszę na pewną wyprawę (-;
A to z dzisiaj:
Obudziło mnie stanowcze
- Kce Tośki.
( zaspanym głosem) – A może krecika?
- Nie. Tośki!
Włączyłam płytkę, dziecię jak urzeczone ogląda wersję Toski z Raimondim. W końcu na początku II aktu komentuje. ( Scena której Scarpia zasiada do kolacji i rozmyśla nad zbrodniczymi planami)
– Pan zły. Pan je kolację. Jemu pewnie nie smakuje.
Ómarłam.
A potem zrobiliśmy sobie skrzydła z papieru i koronę. I miałam okazję poznać najmłodszą królową elfów. Tylko Oberona normalnie brakowało. (-;
Jestem nieprzytomnie szczęśliwa.
I w sumie uświadomiłam sobie jak bardzo jestem szczęśliwa. Ilu fajnych ludzi mam w ogół siebie. Dziękuję Ani za piątkowy wieczór i „Spółdzielnię Przetwórstwa Truskawkowa Aneczka”
I bardzo się cieszę na pewną wyprawę (-;
A to z dzisiaj:
Obudziło mnie stanowcze
- Kce Tośki.
( zaspanym głosem) – A może krecika?
- Nie. Tośki!
Włączyłam płytkę, dziecię jak urzeczone ogląda wersję Toski z Raimondim. W końcu na początku II aktu komentuje. ( Scena której Scarpia zasiada do kolacji i rozmyśla nad zbrodniczymi planami)
– Pan zły. Pan je kolację. Jemu pewnie nie smakuje.
Ómarłam.
A potem zrobiliśmy sobie skrzydła z papieru i koronę. I miałam okazję poznać najmłodszą królową elfów. Tylko Oberona normalnie brakowało. (-;
Jestem nieprzytomnie szczęśliwa.
wtorek, 27 maja 2008
Osz.
Zasadniczo nie jest najlepiej. Dostaje w mieście świra. Tęsknię do przestrzeni. Ogromnej otwartej przestrzeni, do lasów, do ciszy. Do powietrza. Do czas i miejsc magicznych. Do miejsc bez ludzi. W pomieszczeniach, w mieście czuję się jak słoń w pudełku zapałek.
Istnieje pewne ryzyko, że jeżeli niedługo w przedmiot mojej tęsknoty się nie zmaterializuje to szlag mnie trafi. I moje otoczenie przy okazji.
Szanownych czytelników uprasza się o nie znajdowanie rozwiązań zastępczych w postaci dwu dniowej wycieczki na zatłoczoną Baranią Górę bo nie odpowiadam za siebie. Raczej cichuteńko trzymajcie kciuki za kocura że mnie w tej sytuacji musi znosić ( co wychodzi mu nadzwyczaj dobrze i heroicznie).
Posypało się.
Istnieje pewne ryzyko, że jeżeli niedługo w przedmiot mojej tęsknoty się nie zmaterializuje to szlag mnie trafi. I moje otoczenie przy okazji.
Szanownych czytelników uprasza się o nie znajdowanie rozwiązań zastępczych w postaci dwu dniowej wycieczki na zatłoczoną Baranią Górę bo nie odpowiadam za siebie. Raczej cichuteńko trzymajcie kciuki za kocura że mnie w tej sytuacji musi znosić ( co wychodzi mu nadzwyczaj dobrze i heroicznie).
Posypało się.
sobota, 24 maja 2008
Horror, nie-horror. Sierociniec
Horror, nie-horror. Sierociniec
Juan Antonio Bayona zrobił film, który nosi ze sobą niemal wszystkie stereotypowe cechy horroru. Jest stary dom, tajemnica, upiorne lalki, kości, głosy i duchy. Będą trupy, księżyc w pełni i trzaskające drzwi. Jest charakterystyczny sposób prowadzenia kamery i muzyka. Jednak wielbiciele teksańskiej masakry czymśtam, i omenu ileśtam mogą być zawiedzeni. To nie jest horror. To jest przejmujący, smutny film o miłości, oświeceniu i jeszcze kilku innych rzeczach. Nastrojowy, trzymający w napięciu, żonglujący artefaktami horroru jako gatunku. Może nie jest tak rewelacyjny jak Labirynt Fauna – zdecydowanie słabsza muzyka i mniejsza wyobraźnia reżysera. Ale w porównaniu z Szóstym Zmysłem – też w konwencji horroru – nie horroru o duchach wypada lepiej. Tak samo zaskakujący, o wiele bardziej smutny. Wgięło mnie w fotel w pewnym monecie.
Juan Antonio Bayona zrobił film, który nosi ze sobą niemal wszystkie stereotypowe cechy horroru. Jest stary dom, tajemnica, upiorne lalki, kości, głosy i duchy. Będą trupy, księżyc w pełni i trzaskające drzwi. Jest charakterystyczny sposób prowadzenia kamery i muzyka. Jednak wielbiciele teksańskiej masakry czymśtam, i omenu ileśtam mogą być zawiedzeni. To nie jest horror. To jest przejmujący, smutny film o miłości, oświeceniu i jeszcze kilku innych rzeczach. Nastrojowy, trzymający w napięciu, żonglujący artefaktami horroru jako gatunku. Może nie jest tak rewelacyjny jak Labirynt Fauna – zdecydowanie słabsza muzyka i mniejsza wyobraźnia reżysera. Ale w porównaniu z Szóstym Zmysłem – też w konwencji horroru – nie horroru o duchach wypada lepiej. Tak samo zaskakujący, o wiele bardziej smutny. Wgięło mnie w fotel w pewnym monecie.
poniedziałek, 19 maja 2008
Łemko
Spektakl „Łemko”, w wykonaniu Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy, mieliśmy okazję obejrzeć podczas ostatnich Gliwickich Spotkań Teatralnych. Przed spektaklem pomyślałam, że ostatnie dwa przedstawienia wyszły im rewelacyjnie, ale pewnie zawsze się tak dobrze nie da. Otóż da się. Tak dobrze, a może nawet lepiej.
Na ten spektakl, a właściwie na ten temat, czekałam od dawna. A już na pewno od kiedy, tej jesieni, szłam pewną zapominaną drogą ze Świątkowej Wielkiej aż do Bartnego, wzdłuż rzeki Świerzówka. Kiedyś brukowany trakt, teraz zapomniana ścieżka, nawet nie szlak turystyczny i zarosłe mchem łemkowskie kamienne kapliczki po bokach. Miałam prawie fizyczne wrażenie, że idę gdzieś między dwoma światami, między przeszłością a teraźniejszością, jawą a snem. Drugi raz poczułam się tak podczas spektaklu.
Fabularnie historia jest dość prosta. Sędziwy Łemko imieniem Orest umiera i wzywa swoje dzieci, żeby opowiedzieć im historię swojego życia. Całe szczęście, że przed spektaklem nie czytuję o czym jest sztuka, bo by mnie ciarki przeszły na myśl ile pułapek może mieć taki temat. Tymczasem tu, obyło się bez uogólnień i uproszczeń. I wyszło coś więcej niż nostalgiczna historia starego dziadka.
O czym jest Łemko?
Trochę o historii miejsc i ludzi. A właściwie o historii jednego człowieka. Początkowo wydało mi się wszystko trochę zbyt chaotyczne. Na scenę co raz to wbiegali jacyś mundurowi, czegoś chcieli, kogoś zabierali, strzelali. Tylko, że tak ta historia musiała wyglądać z punktu widzenia Oresta. To nie jest teatralna ikona historii – raczej zapis emocji i wspomnień konkretnego człowieka. Co za różnica kim oni byli? W takich czy innych koszulach, z takim lub innym modelem karabinu? Dla kogoś kogo zabijają, oznaczenie przy lufie ma drugorzędne znaczenie.
To historia o ludziach i narodach pogranicza, które od setek lat żyją gdzieś pomiędzy, dla jednych zbyt polskie, dla drugich zbyt ukraińskie. Narodzie, który w razie potrzeby każdy chciał pociągnąć za sobą jak kawałek szmaty. I na którym tak naprawdę, nikomu nie zależało. Może łatwiej było mi ten wątek zrozumieć, bo sama pochodzę ze śląskiej rodziny. Historia była tu zupełnie inna, ale ludzie żyjący na pograniczu też wiecznie byli „ za bardzo jacyśtam”.
Do historii Oresta dochodzi drugi wątek, równie interesujący. Jego dzieci: dorosłe w Polsce Ludowej, niewiele wiedzą i nie chcą wiedzieć o swoich korzeniach. A jednak nie mogą od nich uciec. Scena kiedy Jarosław wyrzuca ojcu jak bardzo ma dość bycia Łemkiem jest wstrząsająca. To jest historia o tożsamości, nieuporządkowanej i trudnej, bez której nie ma odpowiedzi na to, kim się właściwie jest. Choć Jarosław najbardziej nie chce być Łepakiem, to właśnie jego najmocniej ściągają duchy z przeszłości.
Wreszcie to historia o rodzinie. O konflikcie pokoleń, niezrozumieniu, nieumiejętności rozmawiania. O rodzinie, której daleka jest od cepeliowego cacanego obrazka idealnej mamusi i tatusia. A z którą, mimo to, można czuć się tak mocno związanym.
Jest to historia subiektywna. Obraz który nie idzie na łatwiznę, nie daje łatwych rozwiązań – ci dobrzy – tamci źli, nie wydaje sądów, ani nie straszy moralizatorstwem. Opowieść z różnych stron, Orseta, jego dzieci, polskiego urzędnika, sąsiadów, aż w wreszcie, gdzieś w tle, nawet samych Niemców którzy też zostali podobnie jak Łemko wypędzeni.
Spektakl nie tworzy martyrologii Łemków. On tylko opowiada historię człowieka, pokazuje jego ból i krzywdę. A krzywdy i ból nie podlegają stopniowaniu. Nie ma zbrodni „lepszejszych” bo na mniejszą skalę. No tak, zasadniczo lepiej było być w pociągu jadącym z Bieszczad na Śląsk, niż w podobnym pociągu kilka lat wcześniej do Treblinki. Tylko, że taka licytacja nigdzie nie prowadzi i nie usprawiedliwia rabunku ziemi i tożsamości jaki został dokonany.
Jeżeli chodzi o stronę techniczną Teatru w Legnicy, to jak zwykle ogromne zgranie aktorskie i dopracowanie najmniejszych szczegółów. Na „Łemku” warto też zwrócić na wspaniałą oprawę muzyczną. Gdzieś za kulisami zespół Tatra Roma robił niesamowite wrażenie, zarówno w piosenkach ludowych jak i muzycznej aranżacji spektaklu.
Cóż. Po raz kolejny teatr Modrzejewskiej postawił sobie bardzo wysoko poprzeczkę. Ja się boję myśleć, co będzie następnym razem.
Zdjęcia ze zbiorów własnych. Beskid Niski.


Na ten spektakl, a właściwie na ten temat, czekałam od dawna. A już na pewno od kiedy, tej jesieni, szłam pewną zapominaną drogą ze Świątkowej Wielkiej aż do Bartnego, wzdłuż rzeki Świerzówka. Kiedyś brukowany trakt, teraz zapomniana ścieżka, nawet nie szlak turystyczny i zarosłe mchem łemkowskie kamienne kapliczki po bokach. Miałam prawie fizyczne wrażenie, że idę gdzieś między dwoma światami, między przeszłością a teraźniejszością, jawą a snem. Drugi raz poczułam się tak podczas spektaklu.
Fabularnie historia jest dość prosta. Sędziwy Łemko imieniem Orest umiera i wzywa swoje dzieci, żeby opowiedzieć im historię swojego życia. Całe szczęście, że przed spektaklem nie czytuję o czym jest sztuka, bo by mnie ciarki przeszły na myśl ile pułapek może mieć taki temat. Tymczasem tu, obyło się bez uogólnień i uproszczeń. I wyszło coś więcej niż nostalgiczna historia starego dziadka.
O czym jest Łemko?
Trochę o historii miejsc i ludzi. A właściwie o historii jednego człowieka. Początkowo wydało mi się wszystko trochę zbyt chaotyczne. Na scenę co raz to wbiegali jacyś mundurowi, czegoś chcieli, kogoś zabierali, strzelali. Tylko, że tak ta historia musiała wyglądać z punktu widzenia Oresta. To nie jest teatralna ikona historii – raczej zapis emocji i wspomnień konkretnego człowieka. Co za różnica kim oni byli? W takich czy innych koszulach, z takim lub innym modelem karabinu? Dla kogoś kogo zabijają, oznaczenie przy lufie ma drugorzędne znaczenie.
To historia o ludziach i narodach pogranicza, które od setek lat żyją gdzieś pomiędzy, dla jednych zbyt polskie, dla drugich zbyt ukraińskie. Narodzie, który w razie potrzeby każdy chciał pociągnąć za sobą jak kawałek szmaty. I na którym tak naprawdę, nikomu nie zależało. Może łatwiej było mi ten wątek zrozumieć, bo sama pochodzę ze śląskiej rodziny. Historia była tu zupełnie inna, ale ludzie żyjący na pograniczu też wiecznie byli „ za bardzo jacyśtam”.
Do historii Oresta dochodzi drugi wątek, równie interesujący. Jego dzieci: dorosłe w Polsce Ludowej, niewiele wiedzą i nie chcą wiedzieć o swoich korzeniach. A jednak nie mogą od nich uciec. Scena kiedy Jarosław wyrzuca ojcu jak bardzo ma dość bycia Łemkiem jest wstrząsająca. To jest historia o tożsamości, nieuporządkowanej i trudnej, bez której nie ma odpowiedzi na to, kim się właściwie jest. Choć Jarosław najbardziej nie chce być Łepakiem, to właśnie jego najmocniej ściągają duchy z przeszłości.
Wreszcie to historia o rodzinie. O konflikcie pokoleń, niezrozumieniu, nieumiejętności rozmawiania. O rodzinie, której daleka jest od cepeliowego cacanego obrazka idealnej mamusi i tatusia. A z którą, mimo to, można czuć się tak mocno związanym.
Jest to historia subiektywna. Obraz który nie idzie na łatwiznę, nie daje łatwych rozwiązań – ci dobrzy – tamci źli, nie wydaje sądów, ani nie straszy moralizatorstwem. Opowieść z różnych stron, Orseta, jego dzieci, polskiego urzędnika, sąsiadów, aż w wreszcie, gdzieś w tle, nawet samych Niemców którzy też zostali podobnie jak Łemko wypędzeni.
Spektakl nie tworzy martyrologii Łemków. On tylko opowiada historię człowieka, pokazuje jego ból i krzywdę. A krzywdy i ból nie podlegają stopniowaniu. Nie ma zbrodni „lepszejszych” bo na mniejszą skalę. No tak, zasadniczo lepiej było być w pociągu jadącym z Bieszczad na Śląsk, niż w podobnym pociągu kilka lat wcześniej do Treblinki. Tylko, że taka licytacja nigdzie nie prowadzi i nie usprawiedliwia rabunku ziemi i tożsamości jaki został dokonany.
Jeżeli chodzi o stronę techniczną Teatru w Legnicy, to jak zwykle ogromne zgranie aktorskie i dopracowanie najmniejszych szczegółów. Na „Łemku” warto też zwrócić na wspaniałą oprawę muzyczną. Gdzieś za kulisami zespół Tatra Roma robił niesamowite wrażenie, zarówno w piosenkach ludowych jak i muzycznej aranżacji spektaklu.
Cóż. Po raz kolejny teatr Modrzejewskiej postawił sobie bardzo wysoko poprzeczkę. Ja się boję myśleć, co będzie następnym razem.
Zdjęcia ze zbiorów własnych. Beskid Niski.

