Zasadniczo nie jest najlepiej. Dostaje w mieście świra. Tęsknię do przestrzeni. Ogromnej otwartej przestrzeni, do lasów, do ciszy. Do powietrza. Do czas i miejsc magicznych. Do miejsc bez ludzi. W pomieszczeniach, w mieście czuję się jak słoń w pudełku zapałek.
Istnieje pewne ryzyko, że jeżeli niedługo w przedmiot mojej tęsknoty się nie zmaterializuje to szlag mnie trafi. I moje otoczenie przy okazji.
Szanownych czytelników uprasza się o nie znajdowanie rozwiązań zastępczych w postaci dwu dniowej wycieczki na zatłoczoną Baranią Górę bo nie odpowiadam za siebie. Raczej cichuteńko trzymajcie kciuki za kocura że mnie w tej sytuacji musi znosić ( co wychodzi mu nadzwyczaj dobrze i heroicznie).
Posypało się.
3 komentarze:
Przenieście się do Krakowa ;> to dopiero będziesz mieć dość miasta... albo do Warszawki ;> to już w ogóle...
A rozwiązania zastępcze są czasem dobre - na mnie działają - nawet 3h w Jurze w długi weekend było ok chociaż jeszcze trudniej potem wrócić w życie miejskie ;>
Trzymam kciuki za Ciebie, żeby się jednak udał wyjazd na tych wakacjach tam, dokąd Cię ciągnie. Nie na Baranią Górę w tłumie turystów.
Żeby jednak szlag nie trafił, bo ty jesteś kochany Kot z kochanym otoczeniem...
osz! Jak dobrze, jak dobrze Cię rozumiem Dzika Wiedźmo!
I żadnych rozwiązań zastępczych. Howgh!
Prześlij komentarz