Horror, nie-horror. Sierociniec
Juan Antonio Bayona zrobił film, który nosi ze sobą niemal wszystkie stereotypowe cechy horroru. Jest stary dom, tajemnica, upiorne lalki, kości, głosy i duchy. Będą trupy, księżyc w pełni i trzaskające drzwi. Jest charakterystyczny sposób prowadzenia kamery i muzyka. Jednak wielbiciele teksańskiej masakry czymśtam, i omenu ileśtam mogą być zawiedzeni. To nie jest horror. To jest przejmujący, smutny film o miłości, oświeceniu i jeszcze kilku innych rzeczach. Nastrojowy, trzymający w napięciu, żonglujący artefaktami horroru jako gatunku. Może nie jest tak rewelacyjny jak Labirynt Fauna – zdecydowanie słabsza muzyka i mniejsza wyobraźnia reżysera. Ale w porównaniu z Szóstym Zmysłem – też w konwencji horroru – nie horroru o duchach wypada lepiej. Tak samo zaskakujący, o wiele bardziej smutny. Wgięło mnie w fotel w pewnym monecie.
0 komentarze:
Prześlij komentarz