środa, 11 czerwca 2008

Wybór, czyli feministki na marsa, księża na księżyc.

Kot jest zły. Wkurza mnie głupota ludzka posunięta do absurdu. Głupota która szkodzi. Pisałam już w ty temacie jakiś czas temu ale mam wielką ochotę wyrzucić z siebie kilka spraw nie tylko trud Fi przez kominek.

Cała Polska żyje ostatnio sprawą 14-stolatki w ciąży. I absolutnie wszyscy wycierają sobie tym mordę do celów politycznych. I Kościół i SLD. Jest to żenujące i śmierdzi na kilometr brakiem dobrych intencji. Sprawa jest bardzo trudna i niejasna. Bo na ten przykład: Jeżeli to był gwałt, to dlaczego gwałciciel nie siedzi w więzieniu ( poprawczaku)?

Ostatnio jestem wściekle cięta i na polskie feministki i na radiomaryjny odłam kościoła. Jak niektórzy pewnie wiedzą jestem absolutnie anty-aborcyjna. W jakiś sposób uważam że uchwalony w polce kompromis jest dobry – są przypadki tak dramatyczne, że tu już jest wybór między jedną a drugą tragedią.

A teraz po kolei do obu stron ( choć zapewne obie strony boga nie czytują)

Drogie Feministki:
Obserwując waszą działalność w Polsce ma się wrażenie że poza prawem do aborcji nie macie żadnych innych postulatów. Dać kobiecie prawo do zabijania i po kłopocie. Ma wybór. Może uwinąć, albo nie – ale w drugim przypadku niech się sama o wszystko martwi. Jej wybór, nie?

Ja jestem pro choice! Za prawem do wyboru, u zgadzając się z waszą tezą że to jest „moja macica” uważam co do niej wkładam.

Pro choice to dla mnie:
- dobra rzetelna edukacja seksualna w szkołach
- refundowane środki antykoncepcyjne
- Łatwiejsza dostępność u lekarzy pigułki 24 po – na wypadek gwałtu dawnej automatycznie
- system domów samotnych matek i mądrze prowadzony system adopcyjny ( z adopcją ze wskazaniem), możliwość zostawiana dziecka w szpitalu tak żeby od razu znalazło się w rodzinie adopcyjnej
- skuteczna egzekucja alimentów
- przyjazne matkom prawo pracy
- system żłobków i przedszkoli

Bo jaki to „ choice” oferują feministki, kiedy aborcja ma być odpowiedzą na wszystkie problemy, a jak sobie urodzisz to sobie radz. Kiedy kobieta jest w rzeczywistości podstawiona pod ścianą. Czy broniąc praw kobiet nie znajcie sobie sprawy że proponując aborcje na życzenie zwalnianie panów z odpowiedzialności? „ weź się wyskrob, nie mój problem” – i zostawia to kobietę z nieprzyjemnym zabiegiem, aspektem moralnym, bólem. Przy dzisiejszych możliwościach testów ojcostwa gdyby panowie mieli podobne konsekwencje prawne/społeczne/finansowe rodzicielstwa to by wymyślili prezerwatyw których przyczepiane na stałe (-;

Historycznie szafujecie argumentami pana Boja-Żeleńskiego i Nałkowskiej – gdzie niemal widzimy sytuację beznadziejną sytuację symbolicznej „ służącej Hanki” którą zgwałcił/ zbałamucił zły pan, nie ma dostępnej aborcji i wykrwawia się po jakimś lewem zabiegu. Drogie panie, nie chodzi o to żeby owa Hanka mogła legalnie zabić dziecko, ale żeby nie miała takiej potrzeby. Żeby „ zły pan” był skazany na płacenie alimentów, a jeszcze lepiej Hanka nie musiała mu ulegać z obawy przed stratą pracy, lub gdyby chciała, wiedziała jak i mogła się zabezpieczyć.

Radiomarujne oszołomy denerwują mnie nie mniej.

Drodzy Obrońcy Życia. Macie rację w kwestii meritum choć jesteście debilami jakich mało. Przez wasze akcje już w naprawdę wstyd się przygnać że jest się pro life! Jednym efektem waszego działania będzie kompromitacja i wprowadzenie aborcji na życzenie do 22 tygodnia. Czasami myślę, że jedynym waszym celem jest znalezienie przeciwka I Wielkiego Złego Z Którym Można Walczyć, a nie rzeczywista pomoc matkom i dzieciom.

Argumenty o „ Boskim prawie” i duszy są absolutnie bez wartości bo równe prawo powinno dotyczy wszystkich obywateli nie tylko katolików. Nie stosujecie rzetelnej argumentacji uświadamiającej rozwój płodu, kiedy to młode zaczyna się poruszać, czuć, słyszeć. Nie powołujecie się na dane o stacjach kiedy dzieci czasem przeżywają 22 tygodniową aborcję. Nie mównice o tym że może powodować ona bezpłodność, że zwalnia mężczyzn z odpowiedzialności. Swoją propaganda czystości i nagonką na samotne grzesznice dzieckiem tworzycie presję do poddania się nielegalnej aborcji. Byle cicho, byle sąsiedzi nie wiedzieli.

Dlaczego przeciwnicy kary śmieci nie powołują się na argumenty świętości życia, tylko humanizmu i statystyki błędów sądów? Czy ateisty nie da się przekonać przeciwko aborcji? Moim zdaniem da się. Gdyby się nie dało, to by znaczyło, że powinna być legalna.

Byłam w ciąży. Na samym początku przeżyłam pewną historię której tu nie chcę opowiadać, a która daje mi pewne prawo moralne do dość kategorycznych sądów. Nie i koniec. To jest bardzo wczesna forma człowieka, może nie myśli tak jak dorosły, nie czuje tak ( noworodek też jeszcze jak „człowiek „ nie widzi i nie myśli – śpi i je) ale wiedziałam ze to jest Dziecko – Człowiek. Ktoś kto jest ze mnie. Ktoś z kimś jestem połączona więzami nie tyle Religi i Duszy – ale Biologii.

W tym sporze z jednej strony mamy „ embrion, zlepek komórek” a z drugiej „ dzieciątko, duszyczkę”. A nikt nie kwapi się powiedzieć, że to co jest w środku to ( niezależnie czy dusze ma czy nie – bo to kwestia wiary a nie argumentów).
W 11 – 12 tygodniu ciąży – ma 6 cm bije mu serce, kształtuje się skóra, zaczynają rosnąć paznokcie, zaczyna reagować na bodźce np. dotyk
W 15 tygodniu ciąży ( do 22 legalna aborcja w „ cywilizowanej” Europie) – ma zmysł smaku, pocztami mięśni i stawów, ma koło 10 cm porusza się i czuje dotyk.
W 20 tygodniu ciąży ma 14-16 cm, w dużym stopniu ukształtowany mózg, reaguje na bodźce, słuszny, odczuwa emocje matki
W 22 tygodniu ciąży – ma około 19 cm śni, słyszy, ssie palce, ma ukształtowaną skórę

Do mnie to przemawia bardziej niż argumenty o świętości życia.

Wszyscy jesteśmy zlepkami komórek. Różnimy się stopniem organizacji. I ja postuluję, żeby komórek które są ręką/sercem/głowę człowieka nie wyciągać skalpelem w kawałkach. Zwłaszcza ze dorośli mogą się dwa razy zastanowić zanim spowodują ze ów człowiek powstanie. Dusza i religia nie ma tu nic do tego.


Toczy się tu jakiś chory bój w którym obie strony mają gdzieś matkę i małe coś w środku. W chwili obecnej Polska ma jedne z bardziej sensownych ustaw w tej materii. I obie strony zdecydowały się to zniszczyć. A kiedy już wprowadzą nam „ oświecone” prawo ja wybiorę się pod sejm protestować. Z dwoma kobiałkami jaj – na obie strony rzucać.

Nie będę się wypowiadać o sprawie „ Agaty lat 14” bo nie wiem co się tam naprawdę stało. Morał z tej historii taki że trzeba dziecko dobrze uświadomić seksualnie. I zrobić to wcześnie. A gdyby jednak przyszło do mnie podwójne, to chciałabym żeby miała wybór. Wybór czy z moją pomocą wychować dziecko i dzielić czas miedzy nie a szkołę. Czy może urodzić i jeszcze w ciąży zastanowić się kto może je adoptować.

1 komentarze:

Anna pisze...

Mnie akurat historia "Agaty" z Lublina nie szokuje - ot, nagłośniono sprawę, jakich zapewne o wiele więcej rozgrywa się po cichutku. I uważam, że najbardziej winni są tu nie dziewczyna i jej chłopak, który - prośbą czy groźbą - namówił ją do seksu - ale dorośli, którzy, jak sama piszesz, najczęściej nie interesują się seksem nastolatków, póki nie pojawi się "problem", a jak już się pojawi, to odium wylewają na dziewczynę - cóż, puszczalska, czy nie wiedziała skąd się biorą dzieci? A potem można oczywiście taką małą albo zakrzyczeć "Ratuj dzieciątko!" (nie dopuszczając do świadomości, że ona mimo wszystko, mimo tego, że dziewczyny w jej wieku czasem pozują na dorosłe, że potrafią być cyniczne, lekkomyślne albo po prostu naiwne - to jest też dziecko, i ktoś dopuścił, żeby temu dziecku dziecko zrobiono), albo wzruszyć ramionami i stwierdzić - ma prawo do aborcji, jak znajdzie szpital, to niech robi...

Co do feministek - zobaczymy, co się im uda osiągnąć. Jeśli jakość edukacji seksualnej się poprawi, jeśli dziewczyna nauczy się mówić "nie", jeśli zgwałcona nie będzie traktowana jako "sama sobie winna, bo pies nie weźmie, itd", jeśli adopcja nie będzie się wlec latami - to chwała każdemu, kto do tego doprowadzi, niezależnie od jego opcji politycznej.

Ale ja nie o tym - mnie znacznie mocniej zabolała historia dziewczyny, która urodziła dziecko z wadą, która oznaczała w praktyce śmierć tuż po narodzinach. Donosiła ciążę, bo tak jej dyktowało sumienie. Odwróciła się do niej rodzina (bo narobiła kłopotu), teściowa obsmarowała jako nienormalną (normalnym się takie rzeczy nie przytrafiają!), mąż opuścił, ksiądz wsparł w decyzji - lecz tylko raz, po czym rozważał, czy takie dziecko w ogóle można pochować...To jest dopiero przykład, że w tym kraju nie ma czegoś takiego jak WYBÓR i długo jeszcze nie będzie - cokolwiek zrobisz, to cię zeżrą.
Morał - wyjedź do Czech, usuń legalnie, byleby sąsiedzi i proboszcz nie wiedzieli, a wszystko będzie cacy. Grrr.

Prześlij komentarz