I na deser do wczorajszej notki. W końcu u Agi też zaczęło się od rozmowy z teściową.
Natalis ma wywiadówkę, Kot na konferencji, muszę młodego zostawić z moją mamą. Staram się jestem miła, poprzestaje na stanie sporego zirytowania, omija nas awantura. I nagle komentarz „ A słuchaj, ty byś nie chciała pójść na jakieś studia, korespondencyjnie przynajmniej, no żebyś nie musiała tak siedzieć”. Podsumowując rozmowę rodzicielka szalenie i szczerze mi współczuje. Ona specjalnie miała jedno dziecko,wszystko mu dała, na korepetycje woziła, żeby tylko kimś było. A ja co? Ciężko mam; nic tylko pieluchy i beznadzieja. Ale może to się zmieni, może zmądrzeje pójdę na jakiś tajemniczy kurs i będę miała pracę z zarobkami powyżej średniej krajowej. ( Ciekawe jaki miałby to być kurs, jak się spytałam co i jak to coś bąknęła o jezydach bo w każdej firmie się przydają).
Totalne niezrozumienie. Nie tłumaczę już. Wzruszam ramionami.
Zresztą odkąd pamiętam - a odrabianie lekcji z Natalką przypominają mi moje lata szkolne, to brak ambicji to był główny zarzut do mnie. Siedzieli ze mną codziennie, miałam zakaz wychodzenia na dwór, wyrywali kartki i kazali pisać to jeszcze raz porządnie. Żeby była piątka, nie trója. Żeby coś ze mnie było, żebym zdała do liceum ( straszak przez osiem lat podstawówki - bo nie zdasz do liceum!), potem bo nie zdasz na studia. A potem zrobiło się jeszcze gorzej, bo zaczęłam na potęgę czytać niepotrzebne do szkoły książki. Zacięcia naukowego nigdy specjalnego nie miałam. Albo inaczej; uczyłam się łatwo, a nudziłam jeszcze szybciej. I szybko opanowałam jak robić „żeby było”, Mój próg tolerancji na nudę jest bardzo niski, a nigdy nikt mnie nie zachęcał „bo to fajne i ciekawe” tylko „ bo nie zdasz, bo będziesz byle kim, pójdziesz za sklepową”.
Zresztą, tu dygresja, jakiś czas temu zrozumiałam, ze główną siłą napędową moje rodziny jest LĘK. Nie pragnienie dobra, ciekawość świata, pragnienie władzy, czegokolwiek, ale lęk. Że nas oszukają, zwolnią, ze się nie dostaniesz. Że facet zdradzi, pójdzie do innej. Że zachorujesz, że się puścisz, zaciążysz, znarkotyzujesz. Że nie wolno się odsłaniać, otwierać mówić o sobie, bo inni nas zniszczą, wykorzystają słabe punkty. Trzeba się zamknąć w sobie i być jak takie małe zjeżone zwierzątko, czujne i agresywne. Myślę, że stąd też fascynacja Natankiem - on idealnie daje upust ich strachom. Oni źli nas zniszczą.
I problem był, bo ja się mało czego bałam. Ja zawsze byłam ciekawa. Bardzo szybko się nudziłam i bardzo wiele rzeczy po mnie spływało. Ale się nie bałam.
I jest w tym wszystkim jakaś gorzka ironia. Cały lek moich rodziców: od tego, że się nie nauczę składać liter, nie zdam do liceum, wpadnę w złe towarzystwo, zajdę w ciążę, nie zdam an studia ...to wszystko miało mieć jedna STRASZNĄ konsekwencję; miałam nie mieć dobrej pracy i nic w życiu nie osiągnąć. A ja właśnie pracy nie mam i nie szukam w tej chwili. Czy będę szczęśliwa, mądra, zadowolona nikt się nie martwił. Może i lepiej.
Swoją drogą moja babcia zawsze powtarzała mamie - ty miej drugie dziecko, z tego już nic nie będzie. Mądra kobieta była jak widać.
W końcu nie wytrzymałam i wygadałam się matce, ze od przyszłego roku wracam na studia. Chcę robić podyplomowo terapię pedagogiczną. Prychnęła zirytowana. Ale ja miałam na myśli...coś porządnego. No bo jak ja sobie coś wybiorę to zawsze musi być byle jakie, takie już to życie. A tak się starali...
5 komentarze:
Ale Ty przecież wiesz, że droga przez życie nie zawsze wiedzie wyłącznie pod górę, wprost pod "szklany sufit". Emancypacja i feminizm nie polegają na tym, by znowu mieć jeden wybór, tylko tym razem przeciwny do tego, który obowiązywał wcześniej. Też mnie wkurza, gdy ludzie na kobietę domową reagują "z trwogą" albo "na pogardkę", ale to ich problem. Bądź Ty sobie Niszową, Dziewczyno!:)
Jakbym czytała o mojej przyjaciółce... Średnia 4,6 - ty się nie uczysz! Wybierz sobie zawodówkę, bo cię do liceum nie przyjmą! I ciągle tylko nauka i nauka... Odpytują ją - wszystko umie, to nie, ma się jeszcze uczyć. -_- A najgorsze jest to, że dziewczyna wie, co chce robić w życiu, tylko przez swoją rodzinę niestety chyba do tego nie dojdzie, bo nie puszczą jej do szkoły z internatem. :<
Eghm...4,7 to ja miałam w podstawówce. W liceum miałam jakieś 3,5 w porywach. Przez totalne olewanie, brak ambicji i niski próg tolerancji na nudę. Zajęcia mnie nudziły - zrywałam się na jesienny spacer, poczytać, na piwo, gdziekolwiek. Albo zasypiałam, poważnie. Na maturalnym świeci 5 miernych. Ale na dzienną psychologię zdałam...no bo egzaminy nudne nie są.
A ja, jak na dobrze wytresowaną małpkę przystało, mam średnią 5,4... I nie daje mi to jakiejś specjalnej satysfakcji.
Inna sprawa, że matka mówi, że jest ze mnie dumna, a ja chciałabym przestać żyć we własnej skórze. Bo widzę, że w pewnym stopniu robiłam dotychczas wszystko dla JEJ zadowolenia, a nie własnego.
Smutny wniosek, ale mam zamiar coś z tym zrobić, choć wiem, że łatwo nie będzie.
I w pewnym sensie ten blog to jedne wielkie słowa otuchy :)
w ich oczach to faktycznie biedna jesteś. Pozostaje tylko głęboko wzdychnąć.
Prześlij komentarz