niedziela, 31 maja 2009

Diabeł z pudełka

Jak obiecywałam - ostrzegam. Notka z bebechów, z trzewi czy z czego tam.
Z jelita grubego (-;

A wiecie, że w pudełku mieszka diabeł?
Zaglądanie…a tu ŁUP…i nagle się okazuje, że spodziewaliśmy się czegoś innego. Nie przestają mnie zadziwiać ludzie, którzy najpierw sami się proszą o jakieś informacje, zaglądają do pudełka a potem BU - bo nie to chcieli usłyszeć. Znacie to? Czytanie pamiętników, śledzenie blogów, szperanie po listach, przyciskanie do muru pod pozorami pomocy i chęci wparcia ( to przerabiałam jesienią) a potem……O, to nie tak miało wyglądać. Ja tego słyszeć nie chcę. Obrażam się.

Ale co się stało. Po kolei. Dzwonie dziś do rodziny, bo rozważaliśmy niedzielne sushi. I pytam się czy są chętni na zrzut Natalisa. Dowiaduje się od ojca, że nie, bo atmosfera ogólnie zła, ja coś narobiłam i muszę to z mamą wyjaśnić. Ponieważ nic ostatnio się nie stało, dodałam dwa do dwóch i wyszło mi, że mi się matka do bloga dorwała. A niech jej na zdrowie idzie. ( Późniejsze informacje potwierdziły tą teorię)

Notabene poprzedni blog na mylogu był na hasło właśnie z tego względu. Tyle, że mylog się zacina. A nie będę hasłowała bloga tylko dla ludzi z gmaila, ze względu na ochronę potencjalnych strat moralnych mojej rodziny.


Zrozumiałam ostatnio czemu nasze relacje zupełnie zepsuły się po urodzeniu Natalii. Przedtem były falowo, raz do góry raz na dół. I to „w górę” przypadało dziwnym trafem kiedy matka miała doła i nie miała już nikogo, wtedy jej się zabiegać o mnie chciało. Tyle, że teraz na świecie jest Natalia. Ktoś mały, śliczny – kto lubi kocha i z kim się nie ma przekopanych relacji. I nie trzeba się o mnie strać. A mnie jak się okazało, też na tym straniu aż tak nie zależy.

Tak jak jesienią dochodzę do wniosku, że jestem zimna suka. Bo jak to tak? Matkę rodzoną? No, musze z nią porozmawiać. Otóż: nic nie muszę. I nie muszę się zastanawiać, czy ona mnie kocha, czy nie. Bo nawet jeśli tak, to jakiś czas temu przestało mnie to ruszać. Wole ludzi którzy nie - kochają, a lubią, ale da się z nimi porozumieć. A takie „muszę” – przypomina mi żony które są latami z kimś kto pije i bije – bo to przecież mąż – i rodzina, a przecież w gruncie rzeczy on kocha… Tylko, że ja jestem naprawdę wredna suka. Lepiej być suką niż męczennicą. A na pewno wygodniej (-;

I nie dam się wpędzić w taka atmosferę jakbym to ja „coś namotała”. Jest jak jest. Od wielu lat. Ja o tym pisze. Bo jestem dorosła, bo mi wolno. Bo mam ochotę. A patrzenie na to jak na czyn niegrzecznej nastolatki, która była niemiła, coś namotała, napisała coś w pamiętniku, - takie myślenie jest nie na miejscu. Przechodziło piętnaście lat temu. Teraz już nie.

Kocur mówi że nie mam pisać o tym notek na bloga. Mam o tym pisać książki. O Śląsku, rodzinie, relacjach z matką. Na ostro i ekshibicjonistyczne. Cóż. Kiedyś czytałam Pianistkę Jelinek i nie mogłam się oprzeć, że to jest …taka zwyczajna saga rodzinna. Trochę nudna. W końcu u mnie było podobnie i jakoś się nikt tym nie emocjonuje. Ale swoją drogą – kiedyś to zrobię. Przestane ukrywać się za mitami i przeleje na klawiaturę każdy zapach, smak, rozmowy z pierwszych piętnastu lat życia.

Nie, nie mam sobie nienawiści. Złość zostawiałam gdzieś za sobą, zeskrobałam ją z siebie podczas ciężkiej pracy pozbywania się z siebie smętnej pryszczatej nastolatki, która cała klasa waliła po głowie za niedostosowanie. Ot po prostu dorosłam. Dorosłam i wymagam, żeby inni zachowywali się w sposób dorosły. I wszystkie koszmary komunikacyjne mojej matki zaczęły mnie drażnić. ( Przeczytajcie kiedyś jakąś książkę o komunikacji interpersonalnej - apotem wyobraźcie sobie, że może być zupełnie odwrotnie). Męczy mnie jej nałogowe kłamstwo i iście w zaparte ( „ ja już zapłaciłam za przedszkole Natalii z góry wiec ona musi iść w lipcu do tego blisko nas” – dzwonie i oczywiście to był blef). Frustrują mnie jej podwójne komunikaty, nieudolne manipulacje. To, że jest osobą tak bezwolną, że można jej wiadro pomyj wylać na głowę, ale UWAGA – tak długo jak robi się to niesprawiedliwie i bezsensu. Wtedy wybacza wszystko męczeńskim „ ale ja i tak cię kocham”. Jeżeli kiedykolwiek próbuje się zwrócić uwagę mojej matce na coś co ma w sobie ziarno prawdy – reaguje od razu atakiem i to baaardzo agresywnym.

Ojciec mówi, że mnie kocha i mam tylko nie słuchać tego co mówi. Tylko, że ja dorosłam i nie wiem, czemu muszę zakładać, że inni w wieku lat 50 tego nie zrobią.

Kiedy byłam mała miałam taki sen – powtarzał się przez całe lata. Kłóciłyśmy się o cos, a ja potem wychodziłam z domu z ojcem. Byliśmy na spacerze i ogólnie było fajnie. A jak wróciłam do domu to okazywało, się ona z rozpaczy, że jej nie kocham popełniała samobójstwo. Ponieważ był to sen – i obowiązywała inna logika- to po śmierci nie umierała zupełnie, ale zmieniała się w pół człowieka pół wilka z zakrwawionymi łapami. I podchodziła do mnie mówić „ patrz co mi zrobiłaś”.

Odkąd wyprowadziłam się z domu sen zniknął. Zupełnie. Pozbyłam się poczucia winy. I doszłam do tego, że każdy odpowiada za swoje Życie. Wiec warto zanim coś zrobić. I jestem spokojna. Można powiedzieć, że moim największym osiągnięciem jest wywalenie ze swojej osobowości wszystkiego co wpajano mi, czym nasiąkłam przez pierwsze 15 lat życia.
A tamten koszmar wynikał z tego, że byłam zapracowana, a Kocura nie było.

Notabene jestem w sumie jakieś siedem lat po ślubie i mogę powiedzieć, że jest dobrze. A jest dobrze, bo zaraz na początku wywaliłam w diabły naczelną zasadę postępowania z mężczyznami którą w ramach „mądrości kobiecych” przekazywała mi moja matka. „Ma wszystko jeść, a nie wszystko wiedzieć” czyli idź w zaparte bo chłop to zawsze „obcy człowiek” nie rodzina. Chyba jest na odwrót – nie wszystko je, ale wszystko wie. (-;

Bosz, ja nie tylko nie mam nienawiści, ani nawet żalu. Mało mnie obchodzi czy zostałam w dzieciństwie na dłużej czy krócej u babci. Po prostu nie mam już cierpliwości do takiej komunikacji, i nigdy nie czułam związku, bycia rozumianą. Może dlatego teraz czasem tak bardzo szukam w ludziach tego rozumienia mnie, tego drugiego „lustereczka”.



Dobrze, koniec notek ekshibicjonistycznych.
Robię coś jeszcze niż tylko pławie się w patologicznych relacjach z przeszłości.

Ogólnie brakuje mi wakacji. Za miesiąc Jawornik, a potem Bieszczady z Nat (Łupków!!!! – tęsknie do domu! ). Walencja z różnych powodów przestała być prawdopodobna. Ale dalej kombinujemy. Marzy mi się plaża. Nie taka do kąpieli, taka, żeby iść wieczorem na zimny już piasek i słuchać morza. Oprócz tego marzy mi się Irlandia i Walia – najlepiej z Anią i pewną książką Marie Heaney. Żeby pozaglądać, czy te magiczne stwory tam są. Czekam na wyjazdy muzyczne – czyli do 20 06 – bo wtedy jedziemy na Don Giovanniego ( wersja kinowa z Rogal Opera House) do Krakowa. I przy okazji na najlepsze lody na świecie (-;

Z muzyki to dostałam wczoraj Potępienie Fausta Berlioza ( wersja filmowa z Met). Bardzo nam się podoba. Szczeka opada, co można zrobić z opery dobrą reżyserią i efektami specjalnymi. Zdumiewające. Muzycznie przekonuje mnie wprawdzie dużo mniej niż wersja Gounda ( jedna z niewielu oper które mogę słuchać non stop), ale za to jeżeli chodzi o fabułę ( jestem łoś szukam w operze fabuły – takie zboczenie po przygodzie z teatrem!) – jeżeli chodzi o fabułę, to Potępienie Fausta przekonuje mnie sto razy bardziej. Jest tu dużo więcej ich relacji, emocji i samego Fausta. Cała opera to starania Mefista o jego duszę, a nie tylko jak u Gounda podpisany zaprzedana dusza w I akcie.

Hmm z takimi problemami rodzinnymi powinnam sobie raczej Mozarta posłuchać. Arii królowej nocy. Tak w ramach ilustracji do relacji rodzinnych.

6 komentarze:

Vika pisze...

Niczego nie musisz :)

Anna pisze...

Moja psycholog powiedziała mi siedem lat temu - czasem trzeba pogodzić się z tym, że czegoś nie da się uratować. I trzeba wtedy zająć się tym, co się ma.

Buduj, Czarownico, to co masz. Bo w sumie to Ty, Twój Dom, Twój mężczyzna i Twoje Dzieci są teraz najważniejsze. Będziemy was dopingować i pomagać.

A wakacje w Cymru i Eire - musowo!

Anonymous pisze...

1. "Dorosłam i wymagam, żeby inni zachowywali się w sposób dorosły."

- aaa... To jednak trochę jeszcze jesteś mała:)Trochę, tyciupkę:)No sama przyznaj:)

2. Dobrze, że nie mam dzieci - nie będą o mnie pisały na blogach!Co za ulga:)

3. Ściskam mocno:) A, i informuję, że w Krakowie w sobotę ma być na Rynku Parada Smoków:)Będę miała w tym czasie zrzut Chrześniaka z załącznikami więc nawet nie proponuje gościny, ale pomyślałam, że może byś chciała wiedzieć. cantadora

Anonymous pisze...

tu ja czyli Kot

"aaa... To jednak trochę jeszcze jesteś mała:)Trochę, tyciupkę:)No sama przyznaj:)" może nie tyle wymagam, co zmęczyło mnie użeranie się czyjąś niedojrzałością - i wieczne tłumaczenie że "ona taka jest i trzeba akceptować" Zaczęłam brać poważnie i dosłownie to co się do mnie mówi i nagle problem.

A co do podejścia, że nie jest źle ze jest problem ( i to długi czas) ale że napisałam o nim na blogu ( do obcych ludzi!) to też ręce opadają.

A w Krakowie będę koło 19 06. Nie wiem czy z okładem na weekend, możliwe że tak.

Anonymous pisze...

tu ja cantadora:)

"A co do podejścia, że nie jest źle ze jest problem ( i to długi czas) ale że napisałam o nim na blogu ( do obcych ludzi!) to też ręce opadają."

Nie wiem, czy pijesz do mnie, czy nie możesz zrozumieć swojej rodzicielki?:)

Jeśli chodzi o mnie myślę, że to źle, gdy jest problem. To też szansa, gdy jest problem.
Nie wierzę jednak by dało się go rozwiązać w taki sposób. Za to moim zdaniem można wyhodować sobie większy.

A jeśli nie chcesz niczego rozwiązywać, tylko wypluć coś z siebie, to się nie dziw, że oplutemu to nie w smak. I że nie wszystkim to się musi podobać:)

Mnie się na przykład nie podoba, bo jestem ograniczona i mierzę tę sytuację swoją miarą:)

Myślę sobie, że gdyby ktoś miał do mnie o coś żal,pretensje,niechęć, podobne przemyślenia etc. to ostatnią rzeczą, która pomogłaby mi go zrozumieć, byłoby przeczytanie tego wszystkiego o sobie na jego blogu. I też uznałabym zaistnienie takich wyznań za problem, bo to co się dzieje między mną a kimkolwiek, jest przestrzenią prywatną. Jaka by ona nie była. Chyba, że chodzi o przemoc - tu sytuacja ma granicę.

Pluj i łap konsekwencje Czarownico:)Więcej komentarzy w tym temacie z mojej strony nie będzie (choćby nie wiem co:))

Twój blog, Twoja matka, Twoje prawo, Twoja sprawa - a moja skóra, którą rada bym była uratować, przed batem Twego niezadowolenia.


s z c z e r z e oddana cantadora

Anonymous pisze...

Dziękuję, bardzo dziękuję. Twój wpis uleczył mnie z kosmicznego doła.
Każdy sam odpowiada za swoje życie.
onaczylija czytelniczka Lemurii

Prześlij komentarz