Dokładnie tak się czuje. Jestem zalatana. Te chwile oddechu to weekendy. A od poniedziałku do piątku na wdechu pod wodą. Mach, mach, mach. Płyniemy dalej. Ostatni tydzień dał mi w kość zupełnie. Raz to praca. Lubię to co robię, bardzo lubię. Ale raz, że mam taką konstrukcję, że jak coś robię to angażuję się prawie całkiem, a dwa pracy jest sporo. Natalia, dom, przedszkole – zawieźć, odebrać, umyć, oprać, mach, mach, mach łapkami. A praca mnie angażuje bo myślę o niej też po powrocie do domu. Bo trochę się przejmuje, żeby mi wychodziło, trochę rzeczywiście te rzeczy mnie bawią. I niektórzy ludzie nie przestają mnie zadziwiać.
A w zeszłym tygodniu doszły jeszcze Gliwickie Spotkania Teatralne. We wtorek Operacja Dunaj Teatru z Legnicy, w czwartek Barabasz Teatry Wyspiańskiego w Zakopanem, a na dokładkę w sobotę Czerwony Kapturek z Nat w Katowicach. Podobało się bardzo, bardzo. Teatr jednak daje bardzo duże możliwości działania. I po raz kolejny zadziwia mnie Katowicki Teatr lalki – mimo małego budżetu oni są rewelacyjni – mają niegłupie świetni zagrane sztuki dla dzieciaków.
I przez to ciągłe zalatanie znowu się przesunie w czasie obiecane na blogu wybebeszanie siebie. Ale co się odwlecze to nie ucieczce. Ja potrzebuje wewnętrznego remanentu.
Poza tym myślę o zmianie planów wakacyjnych. Rozważam zamianę wyjazdu z Natalsiem w Polskę na zabranie jej do Walencji. Raz że strasznie chciałabym zobaczyć dano nie wiedzionych znajomych stamtąd. Jeszcze w tym roku ma ich być więcej o jednego więc trzeba by dobre uroki zostawić. (-; A poza tym Oceanario Walencja może się małej spodobać. Marzenia się spełnia, a nie czeka aż się przeterminują. Budżetowy dojazd na trasie Zabrze – Poznań – Rues- Terragona – Walencja może nas dobić, ale bym chciała dość bardzo.
Swoją drogą od powrotu do pracy bardziej doceniam chwile z Nat. Wydzieram te godzinki tylko dla nas i teraz widzę jak są cenne. Bo te chwile są czymś tak niesamowitym i cudownym, że trudno sobie to wyobrazić. Przeżywam fascynację robieniem różnych rzeczy wspólnie. Pokazywaniem świata. A Natalis nie przestaje mnie zadziwiać. Wczoraj obudziła mnie stwierdzeniem „ Czy wiesz, że żyrafy jedzą do 14 kilogramów pożywienia dziennie?” Nie, nie chciało mi się wstawać, ale poturlałam się ze śmiechu i od razu dzień był dobry (-; To jest taka wewnętrzna siła, coś czego nie da się z niczym porównać. I chyba najlepsza w tym jest ta dynamika, patrzenie jak Nat się zmienia, jak coraz bardziej poznaje światem wchodzi w relacje, pozdejmuje sama decyzje.
A poza tym…
Czytam: Coteze Hańba ( tak wiem, mogę coś lżejszego. Jak skończę to Pratchet czeka)
Słucham: Toma Waitsa
…i jestem wiecznie, wiecznie niedospana.
...i strasznie tęsknię do tego żeby poczuć więcej życia, a nie tylko okruszki wyszarpywane między pobudką a zasypianiem
A jako ilustracje: Pierwsze to Natalsi na scenie - na Czerwonym Kapturki zaproszono dzieci na scenę (-;

0 komentarze:
Prześlij komentarz