Mam wesołą pracę. Czasem zdarza mi się coś takiego. Dzwonie sobie do kandydata na specjalistyczne stanowisko w jednym z dużych zakładów motoryzacyjnych. Wymagany język angielki. Dzwonię na spokojnie, bo już kogoś mam, ale CV wygląda bardzo dobrze, wiec może porównamy. Dochodzimy do sprawdzenia języka.
- Na ile ocenia się pan w skali od 1-6?
- Hmmm. Na 5 myśle.
- O. Bardzo dobrze. W takim razie chwileczkę porozmawiamy po angielsku, dobrze?
- Ale jak? Tak przez telefon?
( jedno z głównych zadań pana to kontakty telefoniczne z UK)
- Tak. Kilka prostych pytań.
- Hmmm. Pewnie mnie pani zapyta o pogodę i zainteresowania, co?
( Istotnie od powiedzenia czegoś o hobby zaczynamy)
- Nooo. Zwykle zaczynamy od prostych pytań….
- A ja bym wolał od razu coś o pracy.
( Zatkało mnie. Ale kandydat nasz pan. Zadaje pytanie o prace, pan odpowiada na słabe 3). Po krótkiej chwili przechodzi z powrotem na polski.)
- Jeżeli pani nie rozumie to ja po polsku wytłumaczę.
- Chyba wolałabym jednak po angielsku… W końcu język teraz sprawdzamy….
- Tak, tak, ja już takie rozmowy miałem. Ja znam te wszystkie wasze HR owe sztuczki i chwyty. Ja to dobrze znam.
- Nie sądzę, ze stosuje jakieś sztuczki. Ja po prostu muszę ocenić poziom pana języka…
- Tak, tak. Wyrywa mnie pani w środku dnia, przypiera do muru i tak po prostu mam rozmawiać po anielsku? To są HR owe chwyty.
Starając się nie śmiać grzecznie dziękuję kandydatowi informuje że oceniłam jezyk na 3 i zadecydujemy czy zaprosić go na spotkanie.
Wniosek 1 nie wiedziałam że znam jakieś HR owe chwyty i sztuczki. Ale nabywa się doświadczenia w branży.
Wniosek 2: Może powinnam w nocy dzwonić, jak w dzień jest znienacka…
Wniosek 3: Dalej nie mam kandydata
Wniosek 4: Buchchchaaaaaaa
1 komentarze:
Normalnie Ty wstrętna paskudna HaERzyCo Jedna Ty! :)
Prześlij komentarz