niedziela, 3 maja 2009

Depesze ze świata anisków

Czemu mnie tu tak dawno nie było? Wombat się melduje!

A że mam zaległości to zrobię po prostu Depesze ze Świata Anisków.

Dwa tygodnie temu byłyśmy z Aniołakiem w Krakowie. Cudowna Carmen, a potem sobota na błoniach. Kupiłyśmy bukiet żonkili i dawałyśmy przechodniom. Reakcje były różne – bardzo, bardzo miłe i dziwne - ale ogólnie jestem troszkę przerażona jak nasze społeczeństwo ma wyprane mózgi. Ktoś daje ci kwiatek – gest prosty, jednoznacznie miły i naturalny. A tu och i ach, czego oni chcą, jakaś organizacja, ja wam nie dam pieniędzy itd. Tak czy inaczej wielu ludziom było miło, a my miałyśmy świetną zabawę. A opera w kinie świetny pomysł. Jasne wolałabym na żywo i pewnie na żywo będzie jeszcze nie raz w tym roku, ale tak można posłuchać cacek jak rzadko. 19 06 Don Giovanni się szykuje i to może nawet w większej ekipie.

Dwa. Ostatnio bardzo się koncentruje na pracy. Staram się, żeby to koncentrowanie się nie przeszło w stres, ale w jakość. Staram się. I czytam Zen i sztukę oporządzania motocykla. Pomaga. Udało mi się z koleżką poprowadzić 1 z 3 szkoleń z komunikacji. Nie było źle, ale nie jestem zadowolona w 100%. Było nieźle, całkiem nieźle, tyle. Za bardzo się denerwuje przed wystąpieniami publicznymi. Morał? Powinnam robić je częściej.

Trzy. Pisze. Napisałam Ariadnę na Naxos i jestem cholernie zadowolona z tego tekstu - jak dawno z żadnego nie byłam. Wywaliłam z siebie dużo mocnych rzeczy i mogę spokojnie wracać do pisania Luster. Tekst będzie wisiał od jutra na moim lj. Kto chce czytać serdecznie zapraszam. Wystarczy się zalogować i zgłosić chęć czytania, a dodam do znajomych. Ewentualnie zgłaszać się privem to pośle mailem.

Cztery to skończyły mi się perfumy. A że wycofali je z kolekcji to musiałam zdecydować się na nowe. Drogi bajer, ale bez perfum czuję się źle. W sobotę polazłam do perfumerii przygotowana na godzinne wybieranie. I znalazłam cos co musiałam mieć. Dawno nie byłam przekonana tak do jakiegoś zapachu. Max Mara - Kashmina Touch – pani mówiła coś o gorzkiej pomarańczy, amaretto, drzewie cedrowym i piżmie. Mnie to po prostu pachnie jak pieprz. I kiedy przypomniałam sobie sceny na worku z pieprzem z Ostatniego Westchnienia Maura to stwierdziłam, że ja chce to mieć. I chędożyć budżet domowy. I mam. A budżet domowy wychędożony.

Pięć to zaplanowane wakacje. I bardzo dobrze to wygląda. Kupione bilety do Londynu i w wiele innych miejsc. I tylko jakoś żal że w tym roku morza nie zobaczę. Za to będzie przejście Bieszczadami tylko ja i moja córka. Kiedyś trzeba zacząć. A jeżeli chodzi o moją córę to wygląda ona teraz mniej wiece tak:




Oprócz Bieszczad dzielę się z nią jeszcze kilkoma rzeczami. W maju robimy jej mini spotkania teatralne. My idziemy na te dorosłe, a potem poprawiamy Czerwonym Kapturkiem w Teatrze Lalki w Katowicach. A co, ma być poszkodowana że my idziemy a ona nie?

A sześć to sama nie wiem czemu, ale cholernie się cieszę że się Arturowi i Minerwie młode się urodziło. Dużo się złego działo, ale cieszę się że Marysia już jest. Teraz mogę wam powiedzieć – ja wiedziałam, że tak będzie, ot co. (-;


A siedem to dalej jestem wombat. ( tak mówi Pan Mąż Kot). I kopie łapkami. Ryję w tym życiu korytarze jak wściekła. I dobrze mi z tym.

2 komentarze:

Minerwa pisze...

Dzięki, Lab :) więcej pisać nie bardzo mam siłę, ale Ty wiesz, jak bardzo się cieszymy.

Lemurka pisze...

Niniejszym informuje, że otrzymujesz ode mnie nagrodę Kreativ Blogger, szczegóły na moim blogu. Serdecznie pozdrawiam!

Prześlij komentarz