A że mam zaległości to zrobię po prostu Depesze ze Świata Anisków.
Dwa tygodnie temu byłyśmy z Aniołakiem w Krakowie. Cudowna Carmen, a potem sobota na błoniach. Kupiłyśmy bukiet żonkili i dawałyśmy przechodniom. Reakcje były różne – bardzo, bardzo miłe i dziwne - ale ogólnie jestem troszkę przerażona jak nasze społeczeństwo ma wyprane mózgi. Ktoś daje ci kwiatek – gest prosty, jednoznacznie miły i naturalny. A tu och i ach, czego oni chcą, jakaś organizacja, ja wam nie dam pieniędzy itd. Tak czy inaczej wielu ludziom było miło, a my miałyśmy świetną zabawę. A opera w kinie świetny pomysł. Jasne wolałabym na żywo i pewnie na żywo będzie jeszcze nie raz w tym roku, ale tak można posłuchać cacek jak rzadko. 19 06 Don Giovanni się szykuje i to może nawet w większej ekipie.
Dwa. Ostatnio bardzo się koncentruje na pracy. Staram się, żeby to koncentrowanie się nie przeszło w stres, ale w jakość. Staram się. I czytam Zen i sztukę oporządzania motocykla. Pomaga. Udało mi się z koleżką poprowadzić 1 z 3 szkoleń z komunikacji. Nie było źle, ale nie jestem zadowolona w 100%. Było nieźle, całkiem nieźle, tyle. Za bardzo się denerwuje przed wystąpieniami publicznymi. Morał? Powinnam robić je częściej.
Trzy. Pisze. Napisałam Ariadnę na Naxos i jestem cholernie zadowolona z tego tekstu - jak dawno z żadnego nie byłam. Wywaliłam z siebie dużo mocnych rzeczy i mogę spokojnie wracać do pisania Luster. Tekst będzie wisiał od jutra na moim lj. Kto chce czytać serdecznie zapraszam. Wystarczy się zalogować i zgłosić chęć czytania, a dodam do znajomych. Ewentualnie zgłaszać się privem to pośle mailem.
Cztery to skończyły mi się perfumy. A że wycofali je z kolekcji to musiałam zdecydować się na nowe. Drogi bajer, ale bez perfum czuję się źle. W sobotę polazłam do perfumerii przygotowana na godzinne wybieranie. I znalazłam cos co musiałam mieć. Dawno nie byłam przekonana tak do jakiegoś zapachu. Max Mara - Kashmina Touch – pani mówiła coś o gorzkiej pomarańczy, amaretto, drzewie cedrowym i piżmie. Mnie to po prostu pachnie jak pieprz. I kiedy przypomniałam sobie sceny na worku z pieprzem z Ostatniego Westchnienia Maura to stwierdziłam, że ja chce to mieć. I chędożyć budżet domowy. I mam. A budżet domowy wychędożony.
Pięć to zaplanowane wakacje. I bardzo dobrze to wygląda. Kupione bilety do Londynu i w wiele innych miejsc. I tylko jakoś żal że w tym roku morza nie zobaczę. Za to będzie przejście Bieszczadami tylko ja i moja córka. Kiedyś trzeba zacząć. A jeżeli chodzi o moją córę to wygląda ona teraz mniej wiece tak:

Oprócz Bieszczad dzielę się z nią jeszcze kilkoma rzeczami. W maju robimy jej mini spotkania teatralne. My idziemy na te dorosłe, a potem poprawiamy Czerwonym Kapturkiem w Teatrze Lalki w Katowicach. A co, ma być poszkodowana że my idziemy a ona nie?
A sześć to sama nie wiem czemu, ale cholernie się cieszę że się Arturowi i Minerwie młode się urodziło. Dużo się złego działo, ale cieszę się że Marysia już jest. Teraz mogę wam powiedzieć – ja wiedziałam, że tak będzie, ot co. (-;
A siedem to dalej jestem wombat. ( tak mówi Pan Mąż Kot). I kopie łapkami. Ryję w tym życiu korytarze jak wściekła. I dobrze mi z tym.
2 komentarze:
Dzięki, Lab :) więcej pisać nie bardzo mam siłę, ale Ty wiesz, jak bardzo się cieszymy.
Niniejszym informuje, że otrzymujesz ode mnie nagrodę Kreativ Blogger, szczegóły na moim blogu. Serdecznie pozdrawiam!
Prześlij komentarz