Trzy sprawy w ogóle z sobą nie związane.
Po pierwsze to wyjaśnienia poprzedniej notki. Nie wiem czy wyraziłam się jasno. Hasłowania nie będzie. Jak u mnie jest z ostrożnością i myśleniem to wiecie. Zresztą, może mam w życiu szczęcie, ale wszystkie nawet bolesne rewolucje, były po zastanowieniu się dokładnie tym czego w życiu potrzebowałam. Źle było kiedy dryfowałam, kiedy nic nie robiłam i pozostawiałam sprawy do zastanowienia się i do „jakoś to będzie”.
Cały pomysł pisania ostrzej o sobie, bardziej z bebechów wyniknął z rozmowy z Przemem w Berlinie. Rozmawialiśmy o rzeczach które mi we mnie samej przeszkadzają. Padło porównanie do mieszkanie które „ jakieś tam jest” da się żyć, ale w sumie wszystko nawala, elektryka, łazienka, stare meble i nie wiadomo za cos się najpierw zabrać. Co się nie ruszy to jest powiązane z czym innym. I doszliśmy do tego, że to trzeba po kolei. Pomału, ale konsekwentnie. Bo to jest moje życie i jak ja go nie kopne w dobrym kierunku to nikt tego ni zrobi. Chodzi głownie o moje relacje ze światem i z samą sobą. W zasadzie tematycznie z dwoma wyjątkami : relacja ja - Przem i fizyczna i psychiczna. Raz że to już są Nasze sprawy a nie moje tylko. A dwa że odpukać, jest to jedna z rzeczy niewielu która układa się Dobrze. Co do pisania tego do szuflady, do było by za bardzo cackanie się ze sobą. Ewentualnie mogę opatrzyć jakimś raitingiem typu „ uwaga, wnętrzności na widoku”. Bo nie wszyscy muszą chcieć oglądać. (-; I wielki napis „ Nie pocieszać, nie głaskać w komentarzach, nie tulić. Można zrozumieć, nie odrzucać, może napisać maila albo list.”
A teraz z zupełnie nie bebechowych newsów ze świata aniska:
Przyszło ubezpieczenie za Nat. Ja muszę nadmienić, że ogólnie jestem przeciwnikiem ubezpieczeń. Jak w pracy podpisywałam ubezpieczenie czytając rubryczki rubryczkami „ śmierć współmałżonka” „ śmierć bliskiej osoby”, „trwałe kalectwo” to sobie myślałam jaką bezczelnością jest w ogóle próba wycenienia tych rzeczy. Czy da się w jakiś sposób wymienić kwotę która choć trochę zminimalizowała by mi po nich ból. Nie da się. Jak dotąd jak ognia unikałam jakichkolwiek ubezpieczeń, które nie są narzucone przez prawo. Wole mieć szczęście nić polisę. Pomijając ubezpieczenie gwarantujące ci szpital czy normalne leczenie to jest to dla mnie po prostu żerowanie na strachu i lekach.
No ale Nat w przedszkolu jakoś ubezpieczyłam. Wszyscy ubezpieczali to ja też, Zresztą coś mówili że obowiązkowe to nie będę wojny robić. I teraz Alianz wycenił mi 2 tygodnie szpitalu, ból, blizny które zostaną. Nawet sobie myślę, ok. nawet fajnie. To są pieniądze Nat. Za jej ból. Kupie bilety do Walencji albo Lizbony i pojadę z nią na 3 dni w kwietniu. Do oceanarium. Niech sobie te rekiny, foki, skrzydlice, rozdymki i inne poogląda. A co. I dostałam, kurna. 400 zł. Mniej niż ZUS obciąć z moje pensji z racji l4. Do Walencji to z nią za to raczej nie pojadę. Do Chorzowa chyba, psia mać. Jak nie jestem pazerna to mnie to zirytowało. Pewnie pieniądze rozjedzą się na dom. I tylko jakoś mi zależy żeby Nat miała w tym jakiś udział. Kolejna zabawka? Dziękuję.
Na razie jestem za tym żeby wybrać kilku pewnych organizacji non profit ( Np. wykup koni, koci azyl, Studnie dla Sudanu)– opowiedzenie o nich Nat dokładnie i pozostawienie JEJ decyzji na co chce kasę przeznaczyć, a ja ją tam wpłacę. Przynajmniej połowę. Nie zebrało się na jej marzenia, może będzie mogła przyczynić się do spełnienia czyjś.
A dwa to byłam dziś w kinie. Średnio to mądre na zapalenie spojówek i kanalików łzowych, ale kot chce, kot robi. Na Lektora zdecydowałyśmy się w sumie z Anią przypadkiem. Trochę po rekomendacji z Lj, trochę po tym kto film reżyserował. Film bardzo dobry, oszczędny w środkach, poruszających historia bardzo pokręconej miłości. Chwilami miałam wrażenie, że film próbuje być jednocześnie dramatem, film o miłości i o rozliczeni Niemców z historią. To ostanie chyba wyszło najmniej. Natomiast jako dramat bardzo dobry.
I przy okazji jedna refleksja, dlaczego film mnie zmaltretował. Słowa, słowa, słowa. Ja wiem jak te pisane i te czytane potrafią oczarować, wpłynąć na relacje i zapisać się głęboko. Dwie osoby z którymi pisałam listy papierowe to również dwie, które mi czytały na głos. Małe literki długopisem na papierze w kratkę i zeszyt pisany czarnym atramentem. Dziesiątki książek które mi czytano: Wilka Morskiego, Dumasa, Trylogie, Dickensa i …Cortazara. I choć różnie potem było, mądre i głupie decyzje miałam, ale tylko o tych historiach mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że kochałam. Cholerne słowa. Zapadają w pamięci.
PS. Witam Area. Nie znamy się osobiście, ale serdecznie zapraszam. Jeżeli masz Lj to też do tekstów.
2 komentarze:
Lab, ja jednak upieram się przy książce - chcociaż film jest całkiem niezły, udało się tego nie skopać. Może dlatego, że Schlink pilnował interesu książki?
z tymi ubezpieczeniami... raz w życiu zdarzyła mi się sytuacja, w której byłam niezmiernie wdzięczna losowi, że to ubezpieczenie było. ale ta jedna sytuacja jakoś zmieniła moje podejście do ubezpieczeń. co nie zmienia faktu, że nie da się wycenić niczyjego bólu.
Prześlij komentarz