Jestem tu już tydzień. Były chwile lepsze i gorsze. Zainstalowano mi już laptopa ( największa zaleta laptopa+ winamp i słuchawki - przydaje się wieczorami jak Nat śpi) i pewnie jutro na chwile wpadnę do domu. Mam wpaść na 24 h do domu ( Przem w szpitalu w tym czasie), ale już wiem że nic z tego. Nie dam rady być tyle czasu w pustym domu. Bez Przema, bez Natalisa. Póki jestem w szpitalu to się trzymam. Jakoś. Raz lepiej raz gorzej. Teraz wiem, że jak spojrzę na pusty pokój Natalisa i pomyślę jak jechała tutaj prawie nieprzytomna z bólu to się rozkleję. Więc pewnie jutro wam to wkleję i wrócę.
Mam mnóstwo notatek. Chaotycznych szkiców szpitalnych pisanych w zeszycie, na odwrocie kolorowane, opakowaniach po lekach. Wszystko w sumie zmieniało się tak często, że nie część z tych rzeczy jest teraz po prostu niekatulana i nie wiem na ile jest sens je wklejać.
Zacznę od aktualności. Stan Natalisa:
Tak jak pisałam 6% Oparzenia 2 b . Nóżka i udo. Opatrunki 3 lub 2 razy na dobę.
Ropieje, ale się oczyszcza. Głębsze miejsca w których dalej nie jest jeszcze żywe i pewnie będą blizny są dwa. Reszta już krwawi czyli się zabliźnia. Dwa powikłania czyli zapalenie płuc ( od leżenia) i niewydolność nerek na razie od pukać się oddalają. Nie gorączkuje już. Ale nie chce prostować nogi. Lekarze boją się przykurczu mięśni. Fizycznie wszystko w stawach jest ok., ale ona panicznie boi się bólu więc nie prostuje i oświadczyła że chodzić nie będzie. Męczymy, rehabilitującemu rozciągamy.
W szpitalu zostały nam jakieś 2-3 tygodnie myślę. Natalis znosi to dobrze. Cierpi, ale już tylko cicho pojękuje czasem. Dzieci znoszą ból jak zwierzęta – dużo dzielniej niż dorośli.
Stan mój: Huśtawka nastrojów. Ja wiem, że mam na imię „Dam rade” a na nazwisko „Jakoś”, ale czasem ledwo daję. Przem pomaga. Przem jest nieoceniony.
Ale teraz może troszkę tych notek pisanych z latarką na karimacie właśnie z myślą o tym blogu. Z myślą o ludziach, którzy gdzieś tam są, czytają i myślą wspierają. Zanim wszystkie powywalam do kosza.
Będzie chaotycznie.
Największa ulga: Myśleć, że to nie twarz, nie głowa, nie powieki.
Największa tortura; Patrzeć jak ją boli. Leżeć przez pierwsze doby z głową wtulona w jej poduszkę i czuć ten zapach. Spalonego ciała, surowicy, czegoś innego spod bandaży. Taki żółto mdły zapach bólu, który będzie się pamiętać do końca życia. I jeszcze pamięć tych trzech godzin kiedy ją tu wiozłam. Minuty od oparzenia – telefonu do nas – czas kiedy nie wiedziałam rany i myślałam, że to nic nie jest- czas dojazdu do Chorzowa. 3 godziny Natalisa na pół zemdlonego z bólu. Tkwi to we mnie jak kolec.
Szpital ma czas mierzony morfiną. Dawkowanie 4 razy na dobę. Działa 4 godziny. Doba składa się z 4 godzin wytchnienia i 2 godzin bólu.
Własny organizm coś co ma wytrzymać. Na początku była bezsenność ( patrz rozdział koszmarna babcia), antybiotyk, red bull, twixy. Teraz pilnuje jedzenia i spania. Mam się nie sypać.
Z jednorazowych rękawiczek powstają świetne baloniki. (-;
Rodzina znowu nawaliła. Nie było jeszcze trudnej sytuacji zwłaszcza związanej jakoś z Natalsiem, w której rodzina nie stanowiła dodatkowego balastu. Tym razem orzeczono (pośrednio), że wszystko moja wina.
Moja rodzina: Bo zostawiałam u teściowej, szwagierka: bo zwalam dziecko zmęczonej starszej osobie zamiast sama je chować. Ogólnie poczucie bycia na bezludnej wyspie. Jest Kocur na którego liczyć można zawsze. I jest Natalia. A poza tym morze rekinów i wyspy przyjaciół migające z daleka przyjaznymi światełkami. Sama nie wiem czy Kocur jest doskonalszy przez to że nigdy nie nawala kiedy jest potrzebny, czy że zawsze potrafi mnie rozbawić. To ktoś przy kim zawsze chce mi się cieszyć życiem. Postanowiliśmy nie rozmawiać o Świętach. Jeżeli nie będziemy zauważać problemu, to może zniknie?
Dodatkowa notka o tym czemu mówię nie dla rodziny tradycyjnej, nie dla układów patriarchalnych i dlaczego jestem ogólnie znowu Zua potem. To jest zupełnie inny temat. Teraz powiem tylko tyle, że jestem tym skopana. Strawiłam do kogoś zaufanie, poczułam, się oszukana. I tule. Nie chcę wchodzić w szczegóły.
Może tylko jedno: Znowu, tak jak w sytuacji tej jesieni, okazuje się, że motorem który całkiem skutecznie mnie napędza to złość. Złość na ludzi, układy rodzinne, patriarchat, takie jeden wielki okrzyk we mnie „ pocałujcie mnie wszyscy gdzieś, jestem coś warta i potrafię to udowodnić”. Kocur by pewnie powiedział, że przypominam wróbla otrzepującego się z błota. Tak czy inaczej jeżeli największy, choć nigdy nie powiedzmy wprost, zarzut wobec mnie brzmi „ Że robię co chcę”. To chcę zrobić oświadczenie: „ Tak robię co chcę i na co mam ochotę. Zawsze w życiu robiłam co chcę i nie widzę powodu, żeby to zmienić. Przem też robi to co chce i na co ma ochotę. Bo jesteśmy dwojgiem dorosłych ludzi. I tylko jako taka relacja, dwojga ludzi, którzy robią co chcą, i chcą być do siebie nawzajem ciepli, uczciwi i kochający ma sens. A całe reszta niech mnie pocałuje gdzieś”
Pod niektórymi względami szpital przypomina dworzec kolejowy. Czeka się. Na zabieg, na wizytę, na wypis. Zbiorowisko przypadkowych osób w jednym miejscu na małej przestrzeni. W dużej mierze czuje się jeszcze bardziej wyobcowana niż zazwyczaj. O ile normalnie w życiu czuje, że jestem trochę inna, to czuje że jestem bardzo inna. Co nie zmienia faktu, że stojąc obok mam lepszy zmysł obserwacyjny.
Szkic pierwszy. Facet zza szyby.
To jest odział pediatryczny, więc dorośli przebywają tu zasadniczo „ do opieki”. Za szyba poparzona 1,5 roczna dziewczynka. Mama przychodzi do niej czasami, przez większość czasu przebywa z facetem którego nazywa Adam. Niższy ode mnie, młody, czapeczka dresa, okulary, ślaski akcent. Ogólnie wygląd kibica. Dawno nie widziałam, żeby ktoś się z taką troską zajmował dzieckiem. Siedzi z nią nocami, przykrywa, zmienia pieluszki, nosi. Trochę nam się zebrało na rozmowy i co się okazało. Adam był kiedyś „chłopakiem” matki dziewczynki. Potem poszedł siedzieć. Za rozbój i pobicie. Podobno laska go trochę wrobiła. Kiedy siedział niewiasta owa wyszła za mąż za jego brata i ma z nim córeczkę. Adam wyszedł ze szczerym postanowieniem zabicia brata, co dalej planuje uczynić. Tyle że tym razem brat siedzi. Ogólnie cały czas mijają się w odsiadkach. I teraz on zajmuje się dzieckiem kobiety którą kiedyś kochał, z nią już się zadawać nie będzie bo suka i kurwa jest. A czemu dziecko winne.
Przegadaliśmy wieczór o kobietach dzieciach odsiadkach i ruchu Chorzów. Tak, mam mieszane uczucia. Po pierwsze ogromne zdziwienie i szacun. Szczególnie w kontekście fajnych na poziome facetów których znam, dużych chłopców którzy boją sobie ubrudzić palców pieluszką i zniszczyć doskonale wypielęgnowanego życia. W tym sensie mam do tego człowieka ogromny szacunek. Za to człowieczeństwo, do którego nie trzeba mieć stosu przeczytanych książek i ukończonych uniwersytetów. Za którego brak straciłam szacunek kiedyś.
Szkic drugi. Upiorna babcia.
Upiorna babcia mieszkała z nami w pokoju przez dwa dni. Jej wnuczek się poparzył a córka pracuje w Holandii na produkcji i nie zawraca sobie dzieckiem głowy. Babcia była obrazem moich najgorszych koszmarów i tylko największa mobilizacja i świadomość że jak ją pobiję to wyproszą mnie ze szpitala, sprawiała, że powstrzymałam się od rękoczynów.
- Babcia czytała superekspres. I coś co kiedyś było mózgiem miała idealnie przemielone przez tą gazetę. Największą sensację wzbudzał w niej fakt że ktoś tam kupił sobie buty za 2000. Kiedy dowiedziała się że moja rodzina to lekarze zaniemówiła i prychnęła „ a to wy pewnie bogate...”
- Babcia się nie była. Wcale. Nie przebierała się na noc. W pokoju było ciepło. Dalsze konsekwencje tego możecie sobie wyobrazić.
- Babcia była gadatliwa. Gadała cały czas i głośno.
- Do Natalisa chciała mówić wnusiu do mnie córciu. Szybko poprosiłam ją w słowach stanowczych aby tego poniechała.
- Mlaskała i chrapała.
- Babcia zasypała dziecko podrzucając je i hałasując.
- Babcia była socjalistką. Uważała, że jest płaca godziwa ( koło 3000 netto) i wszystko poniżej to się jest okradanym. A powyżej to się samemu okrada.
- Babcia pytała czy mam dobrą pracę. Ja jej na to że mam a na to ona w zadumie” Aaaa w sklepie, pewno”. Tak jakby dla kobiety istniały proste zawody – sprzątaczka – i kariera – praca w sklepie.
- Babcia raczyła mnie złotymi myślami o mężczyznach „ Ja, kochana to się już brzydzę mężczyzn ( z wzajemnością zapewne!), bo to wszystko świnie są, tylko piją i córki gwałcą”
- A teraz najlepsze. Wnuczek jest owocem niepokalanego poczęcia. Jak już nie wytrzymałam to się złośliwe zapytałam „ A ojciec dziecka gdzie?” Na co babka z miną srogą i poważną odpowiada ( a raczej wypluwa słowa) „ Ojciec dziecka nie istnieje. Tu nigdy nie było ojca”.
Babci pozbyłam się podstępem. Wmówiłam jej że lekarze dostają kasę od pacjenta w szpitalu i dobrowolnie jej nie wypiszą. Musi się iść o to wykłócić. Ha. Po dwóch dniach maiłam ją z głowy.
Babcia budziła we mnie czyste uczucie wstrętu. I jeżeli jeszcze raz dotknęła by Natalisa mogłabym ją pobić.
To i jeszcze jedno wydarzenie na poczcie doprowadza mnie do wniosku, że nie lubię osób starszych. Tak jak niektórzy nie lubią dzieci. Owszem są poszczególne jednostki starsze i bardzo fajne i godne szacunku, ale przeciętny staruszek/staruszka rozumie już mniej, a sądzi że wie wszystko i należy jej się szacunek nie ze względu na to kim jest, a tylko dlatego że jest stara. Plus nie wiem dlaczego ale kiedy mija wiek potencjalnej atrakcyjności dla płci przeciwnej przestają stosować środki higieny osobistej.
Zaraz to pewnie wkleję i wracam do szpitala. Dom jest tam gdzie są ci których kocham.
A w przerwie...podlewam kwiatki.
Słucham: Dvorak, Taniec słowiański
Czytam: Pożeracz Myśli Stevena Halla, i Ostanie Westchnienie Maura Rushdiego.
PS Dalej piszcie smski to pomaga (-; I Aniołakowie dziękuję za wizytę. A Natti za fafle i Tomka.
3 komentarze:
Bardzo, bardzo Ci współczuję tego szpitala i Natalisowi też. Trzymaj się dzielnie i nie dawaj sobie wmówić, że w wypadku był cień Twojej winy! (Co za poroniony pomysł w ogóle!)
Z tego, co piszesz wyłania mi się taki obraz Dzielnej Mamy :-)
Trzymajcie się. Natalis też. Przyznam, że wizja tego słodkiego dzieciaka sponiewieranego bólem to coś od czego można się popłakać. Nawet na odległość.
Ale przecież będzie dobrze. W tym wieku wszystko jest jeszcze nowiutkie, prosto z taśmy.
Labuś, jesteśmy z Tobą i Natalisem (I kocurem też) całym sercem. Kamyczek (5miesięcy) właśnie kończy zapalenie płuc, mam więc niejakie pojęcie jak boli ból dziecka. Jesteś bardzo dzielna. Twoja Pociecha też. Trzymajcie się ciepło. Jeszcze tylko trochę i to wszystko będzie tylko koszmarnym wspomnieniem. Ściskamy mocno! Jęcząca Marta z rodziną
Prześlij komentarz