poniedziałek, 9 marca 2009

Zapiski szpitalne 3

Natalis ma się lepiej. Źle jest tylko w dwóch miejscach 2 na 1 cm. Poza tym nakleili jej plaster – cos w rodzaju opatrunku sztucznej skóry, alg czy czego tam jeszcze. Odpadnie za tydzień i już ma wtedy być dobrze. Taki cud medycyny.
Morfina odstawiona. Może nas wypuszczą wcześniej – za tydzień na przykład. OBY!
Natalisowi pozostaje teraz tylko rehabilitacja. Dalej nie chce chodzić, bo boi się bólu. Staramy się jej przynajmniej prostować nogę żeby nie dopuścić do trwałych przykurczy. Oferta dnia: 8 pełnych wyprostów kolana na leżąco – 15 minut filmu.

I przy tej okazji dochodzę do wniosku, że stało się jak się stało, ale taka sytuacja może mieć też swoje korzyści. Od wieków nie miałam tyle czasu tylko dla Natlisa. Tyle nie czytałyśmy, nie rysowałyśmy, nie robiłyśmy teatrzyku. Zawsze należy pamiętać, że może być gorzej. I z tego co jest zbierać małe okruszki którymi można się cieszyć. Ja wiem że szpital to paskudna rzecz. Ale kiedy nie bolało, to chwilami było nam całkiem fajnie.

Notabene znowu do sąsiedniego pokoju nam kogoś zwieźli. Dzieciak z lekkim oparzeniem rączki i mamę „bez zęba na przedzie”. ( Prawie jak z piosenki Kazika). Tak czy inaczej mama prosiła o jakieś zabawki dla małego, „ o na przykład te książeczki”. I mama temu 2 latkowi je dała do łóżeczka i sama czyta Tinę. A mały je podrzuca, mechaci i zastanawia się czemu ta grzechotka taka nieporęczna. Hmmm.


----

Ważna kwestia: To co chcę napisać przekazać przede wszystkim: To oparzenie i cały pobyt w szpitalu to paskudna rzecz. I natalisa bolało. Tyle że nie chcę wprowadzać wrażenie, że jest nam jakoś źle. Nie jesteśmy portretem matki z dzieckiem umęczonej. Coraz więcej plusów tej sytuacji. To ile radości daje nam ten cały czas ze sobą, czas którego nie zabiera praca/dom/net. Psia buda ze śpiwora, wieczorne tulenie. To wszystko sprawia, że odnajdujemy w tym strasznie dużo radości. Męczennictwu mówimy nie.

Stan zdrowia z dziś ( poniedziałek). Super opatrunek trochę podziałał, ale zasadniczo się nie przyjął. Rany były jeszcze za głęboki, spod spodu coś wypłynęło i opatrunek popękał. Dziś go ściągają i zakładają podobny lepszy. Na te okazję przez specjalnie kupowany.

Kobieta –bez-zęba-na-przedzie nie przestaje mnie zaskakiwać. Dba o dziecko jak umie. Myje, karmi tuli. Tyle, że do niego nie mówi, nie śpiewa mi i absolutnie nie czyta i nie opowiada wierszyków. Mały wyrwał z kilak kartek z naszych książeczek więc mu je zabrała.
„ Pani on mały jest ( 2 lata!). Co ja mu byda czytać jak on nic nie rozumi”. „On tylko bajki lubi oglondoć, jak mo telewizor to jest spokojny”.
„Takei tu nudy w tym szpitalu. Ani Sali telewizyjnej nie majom”
„Pani to mo dobrze że łona ( Natalis) już tyle rozumie, mój to nic, to co jo mom z nim robić tak bez coły dzien”
Podobnie na nocnik jeszcze nie odstawia małego – bo on nie umi i nie woło.
Niektórzy ludzie uważają za mówienie do dziecka które jeszcze nie odpowiada za absurd podobny jak mówienie do stołu.
Cóż jako matka czuję się w naszym społeczeństwie jak dziwaczka z moimi poglądami. I cholernie dobrze mi z tym! Zresztą teraz dopiero widzę jak bardzo wychowanie jest procesem podobnym do dziedziczenia – przekazuje się mniej lub bardziej świadomie cały swój system wartości, komunikacji, zachowań.

I jeszcze jedno słowo ze słownika owej Dz-b-z-n-p „Ida Se luftnąć” czyli idę na spacer. Wiem jestem złośliwa suka, ale ta kobieta mnie naprawdę słabi. Wybaczcie mi to. Ja lubię poszczególnych ludzi, ba nawet niektórych kocham. Ale tak ogólnie, jako gatunek, z większością swoich durnych przedstawicieli to strasznie mnie wkurzają.

A Natalia kontynuuje zabawę z Psami ( tymi wykopanymi). Jest ich 7 a ona jest mama psów. Teraz ze śpiwora zrobiła w łóżku budę dla psów. Rano wchodzi ordynator i po raz pierwszy się do nas odzywa. – A co ma znaczyć ten… barłóg?
- To jest psia buda. A ja jestem mamą psów.
Ordynator zaniemówił i zaordynował zmianę antybiotyku. Tego było dla niego za dużo.

Poza tym pomijamy etap rysowania głowonogów, Za to rysujemy stada głowo-płetwów. Czyli podwodne głowonogi i lasy wodorostów.

Ps. Dorwałam w Chorzowie net caffe. Wot cywilizacja!

2 komentarze:

Vika pisze...

Dzielne jesteście obie i basta :)
Tak sobie myślę, a jakby pieski pomogły w przekonaniu Natalisa, żeby spróbować chodzić?

Lemurka pisze...

Myślę o Was codziennie i przesyłam dobrą energię.

Prześlij komentarz