piątek, 27 marca 2009

Blog jako taki, a jeżeli nie taki to jaki i dlaczego.

Zupełną niespodzianka, ale też rzeczą bardzo pozytywną było dla mnie otrzymanie od Cantandory wyróżnienia Creative Blogger. Dziękuję, kot czuje się doceniony. Mruu.

Tle, że teraz sie trzy razy zastanowię co pisać. Czy dalej jest aby takie Creative (-;

Skłoniło mnie to też do refleksji o samym blogu. Właściwie minęły już trzy lata jak piszę. Przeprowadzkę z mylona odebrałam jak przejście z zatłoczonego m3 za ostatnią stacją metra, do przestronnej rezydencji w centrum.

Myśle sobie o tych trzech latach tutaj. Po co piszę. Chyba najbardziej traktuje to jako wirtualne przedłużenie mojego świata – kawałek domu. Są półki z książkami, muzyka, bliscy, podróże, to co złości i cieszy. Nigdy nie aspirowałam do tego, żeby w jakikolwiek sposób popularyzować bloga dla szerszej publiczności, tak jak się tłumów do swojego domu nie nagania. Ale każdy był tu zawsze mile widziany jako gość.

Teraz w szpitalu w jakiś sposób doceniłam wartość tego miejsca. W smsach, telefonach, dobrych myślach była jakaś siła i ciepło. Miejsce jest wirtualne, ale kontakt z żywymi ludźmi.

Być może w najbliższym czasie pojawi się więcej notek z bebechów. Po kilku rozmowach z kocurem zabieram się do małego (?) remontu siebie, pracy nad sobą, układaniu kilku trudnych spraw. I przyszło mi do głowy, że mogłabym to robić publicznie tu. Z dwóch powodów. Raz to zachowanie zdrowego dystansu, nawet do tego co najbardziej intymne i najbardziej bolesne. A dwa to pewnego rodzaju eksperyment psychologiczny na samej sobie. Skoro lubię eksperymenty w literaturze, na scenie, w kuchni i jeszcze kilku miejscach, to spokojnie mogę spróbować wiwisekcji siebie. Tak zupełnie bez taryfy ulgowej nad sobą. Mam nadzieję, że niedługo się za to zabiorę.

A przy okazji dziękuje wam że jesteście tu te trzy lata.

5 komentarze:

Anonymous pisze...

Uważaj, Królowo, z tym publicznym eksperymentem. Blogi czytają nie tylko przyjaźnie nastawieni ludzie. Podwójnie uważaj, jeśli to ma być operacja na samej sobie, a potrójnie, jeśli jest trudniejsza niż wydłubanie jakiejś drzazgi.

W ogóle jakoś nie do końca "życzliwie" wobec samej Ciebie zabrzmiała mi ta notka. Oby było tak po prostu, że nie dosłyszę jak trzeba...

Bardzo się cieszę, że mogę tu zaglądać i pobyć trochę z Tobą.

cantadora

Mały pisze...

wiesz jaki mam stosunek do uzewnętrzniania zbyt wielu rzeczy w sieci więc zgodzę się z przedmówczynią ;> uważaj i pomyśl dwa razy... a potem jeszcze dwa ;> ... a potem ...

Pozdr!

Lemurka pisze...

I dobrze, że będzie Cię więcej :)
Pisanie rzeczy osobistychw miejscu publicznym jest jak chodzenie po wąskiej krawędzi dachu...nie kaźdemu wychodzi na zdrowie, ale Kotu powinno się udać :)Wierze w Cibie :)

Vika pisze...

A ja sobie tak myślę... Napisz, ale nie publikuj. Niektóre rzeczy potrzebujesz tak naprawdę powiedzieć sobie, a nie innym, po prostu czasem takie napisane czarno na białym łatwiej przemawiają do Ciebie samej. Ewentualnie "zahasłuj" bloga.

Area pisze...

Czytam już od dawna, czytam, nigdy nie komentując, nie wiem co nagle skłoniło mnie do skomentowania. Prawdopodobnie to, że przeczytałam opis Ciebie, w lewej kolumnie, całkiem przypadkiem. I zrozumiałam pewien fakt, może zaglądam tutaj, bo tak bardzo różnimy się od siebie? Jesteś optymistką, wierzysz w świat, w ludzi. Dla mnie to, co dobre ginie w zastraszającym tempie. Nie wiem już nawet sama kim jestem, kim byłam kiedyś i jak to było uśmiechać się i śmiać.
Lubię tu zaglądać, pisz proszę i nie hasłuj. Trzymaj się ciepło.

Prześlij komentarz