piątek, 5 marca 2010

Życie jak balonik, śmierć jak dmuchawce

Zostałam zagadnięta dziś o śmierć. Moja córka wchodzi w okres pytać egzystencjalnych. Siedzimy, piejmy herbatę i rozmawiamy.
- Czy ja umrę?
- Tak. Kiedyś tak.
- A czy jak umrę to zupełnie, czy jak mi się znudzi to mogę przestać być umarta?
- No niestety zupełnie. I tak na stałe.
Natalis w płacz. To jej tłumaczę, że to w sumie fajnie, że kiedyś się umiera, przynajmniej się życie nie znudzi i wszystko jest niepowtarzalne i tylko raz. I dlatego jest takie cenne że sobie teraz siedzimy i gadamy o śmierci. Bo to jest tylko na chwilę. Jak balonik, jest, a potem go w tej formie przynajmniej, nie będzie.
- No, ale umarci muszą leżeć. A mi się nudzi leżenie – chlipie córka.
- No nie tak źle nie ma. Po pierwsze to jak umrzesz to ci się już nie dłuży. Chyba. A po drugie to nie leżysz cały czas, ale się rozpada ciało. Na proch. I wtedy już nie leżysz. Jako proch możesz być nawet rozwiewana na wietrze. Jak dmuchawce.
I to się córce spodobało.

2 komentarze:

PRR pisze...

Zdecydowanie perspektywa skończenia jak dmuchawiec jest lepsza niż nudne leżenie na wznak aż do ostatecznego rozkładu. Natalis ma głowę na karku! I mądrą mamę :))))(agnieszka)

Vika pisze...

Ładnie wytłumaczone, muszę zapamiętać.

Prześlij komentarz