wtorek, 8 września 2009

Na rozdrożu w jasnym słońcu

Obiecałam wytłumaczenie i cisza. Najpierw wylądowałam na długi weekend w Londynie ( upiór, ostrygi, szampan i książki) a potem sytuacja zdążyła się kilkakrotnie zmienić.

Podsumowując:
Nie pracuje już w Horyzoncie.
Robię dla nich Belgię na Innych Zasadach. Jak długo to czort wie. Pewnie jak długo będzie mi się chciało.
Zupełnie nie wiem co będzie za najbliższy miesiąc, pół roku, rok, dwa lata.
I to podoba mi się najbardziej.

Czuję się jakbym w stała w słońcu o świcie na rozdrożu. Z pełną świadomością, że nie mam pojęcia w którą drogę skręcę i co mnie tam czeka, ale zawsze będzie to coś dobrego i ciekawego. Dawno nie czułam się tak przepełniona energią i radością. To jest jak otwieranie od życia prezentu niespodzianki. Ogólnie opcje są cztery – i pewne kombinacje ich – i najfajniejsze jest to że każda z nich będzie mile widziana i zmieni w moim życiu coś dobrego. I nie chodzi tu że ja sama nie podejmuję wyboru. Może ja znam się za mało żeby go dobrze podjąć, więc zamiast szarpać się z życiem biorę to dobrego co przyjdzie.

Na dzień dzisiejszy wolałabym tu nie nazywać tych czterech dróg – ewentualności które gdzieś się mi otwierają. Nie mówię że pracy szukać nie będę. Tak, choć pewnie ostrożniej, bez panicznego przeglądania wyborczej z dziesiątkami dołujących ogłoszeń na przedstawicieli handlowych.

W Horyzoncie pracowało mi się dość dobrze. Przynajmniej do końca czerwca tego roku. A potem, nie wiem czy przez atmosferę przed - zwolnieniową czy to że firma się zaczęła zmieniać w kierunku który nie był mi szczególnie bliski było coraz gorzej. Zaliczyłam depresję – do której nawet nie byłam się w stanie przed sobą przyznać ( „ Jak to! Ja depresja? Mi jest zawsze dobrze i zawsze spadam na cztery łapy”). Po Beskidzie niosłam się w milczeniu jak duch z przerażeniem myśląc o powrocie. Alicja słusznie zwróciła uwagę że mój nastój na Flambergu był cokolwiek smętniejszy od Rabkonu. Właściwie to to co trzymało mnie w Horyzoncie najmocniej to ludzie. Nie wszyscy - ale duża część - i poczucie wspólnoty, stada, tego że robimy coś razem. Wprowadzenie najpierw coraz większej ilości kontroli i formalizacji a potem zwolnienia sprawiły że tam i tak już nie ma dla mnie miejsca. Zostało kilka osób ale ten zespół dla którego chciało mi się starać i robić coś Razem poszedł w diabły. Przyznam że trochę żałuję, ale trzeba iść dalej.

Kiedyś ktoś mnie zapytał czy będąc w domu z Natasiem nie czułam się w nudnym kieracie i zamknięciu. Szczerze mówiąc było dokładnie na odwrót. Miałam czas spotykać ludzi którzy są mi bliscy, miałam czas czytać, czytać, czytać, gdzieś w tle były dźwięki, zapachy. Ostatnio byłam w kieracie. Bez kontaktu z ludźmi – bo na tych najbardziej bliskich nie starczało czasu, zmęczona, odstawiona od słów. Może śmierć Bożeny uświadomiła mi że tak dłużej być nie może. Że ja też mogę dostać w każdej chwili czegoś co sprawi że zostaną mi dwa miesiące lub dni. I świadomość tego sprawia ze wiem jak cenne jest to co mam. Jak kruche i unikatowe.

Od poniedziałku zaległości w czytaniu
A. Carter Marianna i Barbarzyńcy
R. Holdstock Las ożywionego Mitu i Lavondyss
V. Nabokov Ada albo Zar
M. Sztejner Wyspa Klucz
A. Rice Godzina czarownic
B. Ulsamer Systemowa terapia Hellingera – Bez korzeni nie ma skrzydeł
K. Dickens Magazyn Osobliwości ( dokończyć)
A. Kańtoch Miasto w zieleni i błękicie ( Ani gratulujemy Zajdla)
H. Thoreau Walden
O. Wilde Portret Doriana Graya ( a potem obejrzeć ten nowy film z bardzo apetyczną obsadą...)
A. Zusak Posłaniec

Poza tym
Kilak wyjazdów operowych do Kina Kijów w Krakowie
Bukiet żółtych chryzantem na grób Bożeny
Spacer z Natalisem w celu zbierania pierwszych opadłych liści
Urządzić z Natalsiem mini przedstawienie teatralno kukiełkowe Calineczka. Widzowie koty. Obiecałam jej to od miesiąca.
Wysłuchać w całości Dziadka do Orzechów.
Wygłaskać koty tak żeby im uszami wyszło.
Pojechać na Alchemikom.
Przejść się na targ warzywny.
Skończyć kilka starych tekstów.
Wrócić do nauki języka angielskiego. Na lekcjach razem z Aniołakiem.

I dużo więcej….

Wiem, kilka znajomych osób które straciły pracę reagowało inaczej. Widocznie jestem inna.
I jak ktoś mi powie, ze to nieważne, nieodpowiedzialnie, że nie myślę ani o karierze, ani o tym podobnych. Ze powinnam teraz szukać pracy, mieć doła, czuć się niedowartościowana. Jeżeli robienie niskopłatnych ( bo pensja w Horyzoncie porażająca nie była…) pierdół, ciągłe słuchanie czyś poleceń było lepsze niż to co mam w planach – to ja mu odpowiem tak samo jak mawia jedna z koleżanek z Horyzontu ( obecnie na macierzyńskim); TURLAJ DROPSA (-;

PS. A kocur mówi że wreszcie od dłuższego czasu da się ze mną dogadać.

A na dzisiaj wieczorem przytargałam film. Stary i już strasznie dawno chciałam go zobaczyć. Fabularnie stanowi wariację na temat motywów Old Boya: długa izolacja, zemsta po latach i muzyka klasyczna w tle. Zresztą posłuchajcie sami:

0 komentarze:

Prześlij komentarz