wtorek, 24 lutego 2009

Pogięło mnie

Dwa dni spędzone w górach i mnie pogięło. Zima jest zua.

Sam wyjazd świetny. Dzięki za gościnę. Odpoczęłam psychicznie i się zregenerowałam. Niestety moje ciało mówi zimie: nie. Kilka godzin na dworze sprawiło, że było mi naprawdę źle. Dodatkowo wymyśliłam że świetnym pomysłem będzie wciąganie Natalia na sankach na szczyt górki. Zgrabiona. No i pogięło mnie. W niedzielę było kiepsko. Teraz nie lepiej. Pogięło mnie. Kręgosłup mówi, że chce mnie opuścić. Prawdopodobnie dysk się obsunął i uciska. Nie pierwszy raz skubaniec ma taką manierę. Bu.

Z wyjazdem wiąże się zabawna ( teraz!) historia. Otóż: bawiłam się z Natalią na śniegu. Byłam całkiem spory kawałek od niej ( sama też troszkę chciałam pozjeżdżać) a mała kopała w śniegu. Nagle mnie woła „Mamo mam pieska!” Zdębiałam ”Mamo, tu jest piesek, jemu jest zimno, zabierzmy go do domu”. Zrobiłam się zielona. Bo to że tam jest piesek, a dokładnie coś co kiedyś nim było wcale nie jest takie nieprawdopodobne. Z okrzykiem NIEEEE zbiegłam na dół. Okazało się że córka wchodzi w fazę zabawek wyimaginowanych. Pieski ( obecnie przebywające w naszym domu) były wyobrażone i niewidzialne. Ułożyliśmy je na sankach, z wielką ulgą. Uff.

Mimo tego, że mnie pokręciło jadę dziś do Krakowa. Don Giovanni ma eufemistycznie mówiąc recenzje krytyczne. Słowa „Kontrowersyjny” „ Muzyka broni się sama ( znaczy ma przed czym!)” „Dyskusyjny”’ „Nienajgorszy” „Wydumany” znaczą nie mniej nie więcej niż KATASTROFA. Zresztą sama nie jestem przekonana do Don Giovanniego wypalonego i zblazowanego. Ja go widziałam jakoś jako bohatera z głodem którego nie można zaspokoić, z popędem do śmierci, tym freudowskim Tanatos, nawet jako samą śmierć lub chorobę. Tam ma być nawiązanie do Felliniego. Hmmm. Tak czy inaczej zobaczyć to chciałam. Bo należy pozwolić reżyserom na eksperymenty. Nawet te nieudane. Inaczej opera czy teatr zaczną przypominać jakąś nabożną i napuszoną świątynię sztuki gdzie wszystko może być miernie, byle wiernie …klasycznie.

Cóż mnie już pogięło. Mam nadzieję, że reżysera nie pogięło gorzej.

Tyle się boję, że jadę z osobą dla której to będzie pierwszy kontakt z operą. Miejmy nadzieję nie ostatni.

1 komentarze:

Lemurka pisze...

Bardzo jestem ciekawa Twojej recenzji tego spektaklu, moja Hania była na premierze i mam już jej opinię...sam pomysł nawiązania w inscenizacji do Felliniego wydaje sie ciekawy, ale czy aby nie nazbyt ambitny?

Prześlij komentarz