(notka tematyczna, nijak nie pasuje do tego co poniżej wiec piszę osobno)
Miałam okazję oglądać ostatnio dwa utwory w sposób specjalny z muzyką. Opery w których Muzyka jako taka odgrywa rolę niemal jednego z bohaterów. Orfeusz i Eurydyka i Czarodziejski Flet. Oba w wykonaniu Metropolita Opera. ( Nie, nie na żywo, tak dobrze to nie ma – kino Kijów w Krakowie i płytką DVD)
Te dwa utwory dzieli w czasie jedynie 29 lat, a muzycznie jest to cała przepaść. Orfeusza słuchało mi się w warstwie muzycznej bardzo trudno. Interpretacja była rewelacyjna Właściwie nie tyle współczesna co dokonane ponadczasowa. W Hadesie spotykamy dość zaskakujący zestaw: Lincoln, Kleopatra, Einstein, Marie Curie, Prince Diana, Mao Zediong i wielu innych. Warto zerknąć tu. Cudownie i zaśpiewane i zatańczone. Tam jest wiele chwil samej muzyki bez śpiewu i ją wizualnie zapełnił taniec. Powiedziałabym nawet że był tak samo ważny jak muzyka. I ciekawa interpretacja
- Orfeusz śpiewał schodząc do Hadesu żeby się na czymś skupić i nie patrzeć na straszydła
- W założeniu Amora, który mu tą podróż zaproponował, Orfeusz POWINIEN obejrzeć się za Eurydyką. Bo jaka była by ta jego miłość w końcu jakby się nie obejrzał? Jaka by była gdyby pozostał głuchy na błagania Eurydyki? Bardzo bajkowe zakończenie kiedy Amor po raz drugi zwraca ją Orfeuszowi i żyją długo i szczęśliwie.
Na pewno warto to było zobaczyć, chociaż warstwa muzyczna trudna. Długie pieśni, w których słowa praktycznie co wers się powtarzają. Gdybym nie wiedziała nic o Glucku i Mozarcie po samej muzyce powiedziałabym że jest tu bardzo długi okres pomiędzy tymi dwom dziełami.
29 lat jak cała przepaść. Może właśnie na tym polega geniusz Mozarta, że słucha się go jak coś absolutnie widzowi współczesnego. Magiczny Flet w reżyserii Julie Taymor. Tej samej czarodziejki, która reżyserowała Tytusa Andronikusa. Wizualnie olśniewające. Śpiewane po angielsku sprawia wrażenie niemal współczesnego musicalu. Nie wiem czy powinni iść tak daleko – ale powiem tylko tyle myślę, ze Mozartowi by się podobało. To było bajkowe, jak dziwna magiczna podróż do krainy marzeń.
Magiczny Flet jest pierwszym kandydatem do oglądania z Natalisem. I jednym z moich faworytów na najulubieńszą operę. Teraz sobie ostrzę zęby na wersję Kennetha Branagha i Bergmana. Zupełnie różne, ale myślę ze obie ciekawe. Po tym jak widziałam fragmenciki na youtubie przeżyłam opad szczęki i to już wiem o co kocura będę po powrocie męczyć. (-;
0 komentarze:
Prześlij komentarz