piątek, 5 września 2008

Już po wakacjach. Hardkon i Jawornik minęły dobrze. Mnóstwo drobnych szczegółów, rozmów smaków. Fafle, gorzka różnica między kochaniem i zakochaniem ( do dziś odbija mi sie czkawką moralną), jedna większa awantura, i kilak dobrych rozmów. Czas blisko kocura i widok Natalisa szczęśliwego.

Teraz Natalis w przedszkolu. Znosi to źle. Ja jeszcze gorzej. Raz że tęsknię, a dwa to kiedy wiedzę że jej tam niefajnie to mam ochotę zadusić te wszystkie bachory i panie, które sprawiają ze płacze. Staram się być rozsądna. Tym niemniej kiedy usłyszałam że „ Natalis jest uparty i nie da mu się nic wytłumaczyć i walnął panią łyżką” poczułam przyjemne łechtanie, że ma moje geny. Lepiej to niż żebym słyszała że jest grzeczna i da ze sobą zrobić wszystko.

Zbieram się do życia. I do napisania pewnego ważnego listu. Trzeba się przed jesienią będzie ratować białą herbatą i wejściem w siebie. Usiłuję medytować, ale boję się, że kiedy się zatrzymam rozpadnę się na tysiąc kawałków.

Czytam: Helen Oyeyemi „Mała Ikar”
Słucham: Cezarea Evora
Oglądam: Casablanka ( bardzo zabawny film, wcale nie smutny. Jaka ze mnie cyniczna suka się zrobiła).

0 komentarze:

Prześlij komentarz